Dzielnicowy wyjaśnił sprawę podtruwania kotów przy ul. Wyspiańskiego

0
fot. Pixabay

W piątek miasto obiegła informacja, że w okolicy ul. Wyspiańskiego ktoś dodaje żrącą substancję do karmy dla wolno żyjących kotów. Dzielnicowy dotarł do kobiety odpowiedzialnej za dokarmianie zwierząt. Rzekoma trucizna okazała się karmą z dodatkiem suplementów.

8 lutego straż miejska i straż pożarna dwukrotnie interweniowały w sprawie rzekomego podtruwania kotów obok budynku przy ul. Wyspiańskiego 6. Pierwszy raz o godz. 14, kolejny po godz. 18. Znaleziono tam ślady krwi i kocią sierść, które mogłyby wskazywać na faktyczne podtruwanie. Na właścicieli czworonogów padł blady strach.

Prezydent Mysłowic Dariusz Wójtowicz wyznaczył nagrodę w wysokości 500 zł za wskazanie sprawcy zatrucia. Okazało się jednak, że cała sytuacja okazała się fałszywym alarmem.

Dzielnicowy Paweł Boroń ustalił dane kobiety, która przyznała, że od wielu lat dokarmia żyjące w pobliżu ul. Wyspiańskiego koty. Podejrzane zabarwienie karmy, według podanych przez nią informacji, spowodowane było dodawaniem w okresie zimowym suplementów z witaminami. Nie potwierdzono, żeby w wyniku dokarmiania ucierpiało jakiekolwiek zwierzę.