Skarbonka Wrażeń. W kenijskim buszu

0
fot. Monika Nowicka

Ponownie do Kenii wracam rok później, tym razem w okolice Malindi. Jadąc ulicami miasta, nagle skręcamy w drogę, która prowadzi do buszu. Przez chwilę zastanawiam się, czy ktoś tu w ogóle może mieszkać. Nagle pośród gęstwiny krzewów i palm jak spod ziemi wyrastają wioski.

Staramy się coś zdziałać dla lokalnych mieszkańców, opowiadamy im o Europie, część osób prowadzi badania. Każdy na swój sposób próbuje nas ugościć, choć panuje bieda. Ludzie mają swoje uprawy i to pomaga im przetrwać, sprzedają hotelom kokosy oraz inne owoce i warzywa. Mieszkają w trudnych warunkach, ale są pogodni.

Każdy w organizacji ma swoje zadania do wykonania. Praca jest ciężka i wyczerpująca, ci Kenijczycy, którzy obcują z Europejczykami, nas rozumieją, ale dla niektórych jesteśmy śmieszni. Na pytanie, dlaczego mają tak wiele dzieci, skoro panuje bieda i są w stanie normalnie egzystować tylko dzięki pomocy rządu, odpowiadają, że to dlatego, że nie mają światła. Bardzo często jedna osoba pracuje tam na całą rodzinę, nie ma ubezpieczenia, a opieka lekarska jest bardzo droga. Jeżeli ktoś zachoruje, to z buszu do głównej drogi trzeba dojechać na ośle, a później łapać okazję. Kobiecie, która rodzi, pomaga inna kobieta, nie mają zapewnionej opieki medycznej. Odsetek zgonów jest bardzo wysoki.

Postaram się przynajmniej w skrócie opisać, jak wygląda wnętrze chaty, która znajduje się w buszu. Pomieszczenie jest wielkości 20 m kw., nie ma łazienki, coś na kształt toalety znajduje się na zewnątrz – po prostu dziura wykopana w ziemi. W ścianie chaty jest zakratowane okienko zasłonięte prowizoryczną firanką, podłoga nie jest niczym wyłożona, tylko czasami przykryta dywanem. Na środku stoi prowizoryczne łóżko otoczone moskitierą, a z boku fotele, na których leżą przykryte narzutą ciuchy. I tak wygląda cała chata, kuchnia, a raczej palenisko, znajduje się w innej chacie. Oczywiście nie ma oświetlenia.

Zauważyłam, że w Kenii rola kobiet jest bardzo marginalna. Gdy do domu przychodzą goście, to właśnie kobiety, nawet ciężarne, przynoszą krzesła, a mężczyzna ostentacyjnie stoi i czeka. Zapytany o to, dlaczego nie pomoże swojej ciężarnej siostrze, odpowiada, że jemu należy się szacunek i ona musi mu usługiwać. Wiele młodych dziewczyn mimo tego, że mają małe dzieci albo są w ciąży, nie może opuścić swojej wioski, ponieważ przyszły mąż nie może zapłacić odpowiedniej ilości pieniędzy. I tak cała rodzina czeka, aż uzbiera on całą kwotę, by zapłacić za swoją przyszłą żonę. Niestety takie życie również istnieje i chciałabym, abyśmy o tym nie zapominali.

W następnym numerze wylecimy na chwilę z Kenii do kamiennego miasta – Zanzibaru.

Monika Nowicka – mysłowiczanka, aplikant adwokacki, doktorantka w Instytucie Nauk Prawnych, absolwentka studiów podyplomowych z prawa karnego skarbowego gospodarczego na Uniwersytecie Jagiellońskim. Prywatnie współautorka bloga podróżniczego www.skarbonkawrazen.pl, absolwentka Akademii Rezydentów Rainbow Tours, pracowała jako stewardessa. Jej pasją są podróże, ale te prawdziwe, wracając na Czarny Ląd zastanawia się, co jeszcze odkryje, ciągle szuka pasji życia. Niebawem planowana jest premiera jej książki „Kenia widziana moimi oczami”, której fragmenty można przeczytać w formie reportaży w „Gazecie Mysłowickiej”.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here