Wielka podróż za miedzę. Pasmo Czantorii

0
fot. Artur Kornel Wójcik

Jest taka legenda: Masyw Wielkiej Czantorii, polsko-czeskiego szczytu w Beskidzie Śląskim, skrywa podziemne miasto. Miasto zbudowane jest z kamienia, jego komnaty zachwycają potęgą i bogactwem.

Takich miast nie znajdziecie nigdzie, starożytny podziemny gród pod Czantorią jest jedyny w swoim rodzaju. Tak jak jego mieszkańcy – odziani w lśniące zbroje rycerze. Nikt nigdy nie dowiedziałby się o ich istnieniu, gdyby nie opowieść pewnego kowala. Kowal ten, człowiek uczciwy i ubogi, otrzymał pewnego dnia przedziwne zlecenie. W ciągu trzech dni winien był ukuć 300 zahartowanych podków. Praca okazała się ciężka, zachętą mogła być jednak niemała zaliczka.

Trzy dni później jeden z rycerzy porwał kowala i wraz z podkowami ruszyli w kierunku Czantorii. Tam nasz bohater otrzymał kolejne zadanie. Musiał wejść do podziemnego miasta i podkuć 300 rumaków. Praca zajęła mu wiele dni, zaś sakiewka z zapłatą okazała się tym razem licha i lekka. Dopiero w domu kowal otworzył woreczek, z którego wysypało się złoto i srebro. Od tej pory nie brakowało mu pieniędzy, ba, całej jego wsi żyło się lepiej. Ale nie o pieniądze chodzi, nie o srebro, ani nawet nie o złoto. Legenda uświadamia nam coś innego – gdy tylko Śląsk będzie w potrzebie, nasi śląscy rycerze opuszczą podziemne miasto i ruszą z pomocą.

Ile prawdy jest w legendzie? Nic. Czy rzeczywiście ktoś czuwa nad Śląskiem? Nie, chociaż idąc Pasmem Czantorii, wzdłuż granicy polsko-czeskiej, czujemy pewną moc, potęgę i piękno.

Soszów Wielki liczy 886 m n.p.m., nie jest więc najwyższym szczytem tej części Beskidów. Mimo to wydaje się być najbardziej widokową górą z całego Pasma Czantorii. Idąc z Soszowa w kierunku południowym, wzdłuż granicy, przechodzimy przez szczyty Cieślar (918 m), Stożek Mały i Stożek Wielki (978 m). Strome podejście na Stożek potrafi zmęczyć. Aż trudno uwierzyć, że na szczycie znajduje się najstarsze do dziś istniejące polskie schronisko w Beskidach.

Otwarte 9 lipca 1922 roku schronisko na Stożku powstało staraniem Polskiego Towarzystwa Turystycznego „Beskid” w Cieszynie. Było odpowiedzią na coraz liczniejsze schroniska austriackie budowane przez nacjonalistyczną organizację Beskidenverein. Ufundowane z datków polskie schronisko nie stało się najwspanialszym tego typu obiektem w „śląskich” górach, lecz i tak ma w sobie dużo uroku.

Przykłady walki na schroniska między PTT Beskid (późniejsze Polskie Towarzystwo Tatrzańskie, Oddział Beskid Śląski) a Beskidenverein widoczne są na każdym kroku. W Paśmie Czantorii pierwsi uderzyli Austriacy, budując obiekt pod Wielką Czantorią w 1904 roku. Niestety pełni on dziś jedynie rolę bufetu i trudno zatrzymać się w nim na noc.

Sama Wielka Czantoria (995 m n.p.m.) jest masywem malowniczym i… wybitnie skomercjalizowanym. W okolicach szczytu znajdują się m.in.: wieża widokowa, grille, zjeżdżalnia grawitacyjna, kolejka krzesełkowa do Polany (dzielnicy Ustronia) i kilka wyciągów orczykowych. Mam nadzieję, że hałas powodowany przez tysiące polskich i czeskich turystów nie denerwuje śląskich rycerzy, którzy niczym armia czekają tylko na znak, aby ruszyć do ataku.

Tekst na podstawie felietonu „Śpij spokojnie” mojego autorstwa z 2008 roku, który pierwotnie ukazał się na jednym z prowadzonych wówczas przeze mnie blogów.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here