Kluby kolacyjne

0
fot. sxc.hu

Masz dosyć menu w restauracjach? Nudzi cię klimat knajpek? Chcesz zjeść ekskluzywny, ale domowy posiłek? Zapraszamy do klubów kolacyjnych, zwanych też antyrestauracjami. Przeważnie powstają w dużych miastach. Są one odpowiedzią na często złe jedzenie restauracyjne, a tam gdzie dobre – na wysokie ceny rzędu 400 zł. Ich twórcami są kucharze amatorzy, którzy kochają gotować i zazwyczaj tęsknią za smakami z dzieciństwa.

Ideą przewodnią antyrestauracji jest kuchnia slow foodowa z jej naturalnymi i sezonowymi produktami, gdzie nie używa się półproduktów, a smak jest wynikiem ciężkiej pracy kucharza.

JAK TO WYGLĄDA?

Najczęściej, aby znaleźć Klub Kolacyjny, trzeba poszukać go na portalach społecznościowych lub odszukać blog, często przez taki Klub prowadzony. Tam znajdą się wszystkie informacje, jakich potrzebujemy, aby móc przeżyć potajemną gastronomiczną inicjację.

Dowiadujemy się o dacie spotkania. Jest podany mail, dzięki któremu rezerwujemy miejsce, podając ilość osób i co ważniejsze – czy mamy jakieś uczulenia lub czy jesteśmy wegetarianami. Jeden z wpisów na blogu głosi: „Pod Widelcem to składkowy klub kolacyjny o kameralnym, niezobowiązującym charakterze. Mieścimy się modernistycznej kamienicy z lat trzydziestych, przy jednej z najpiękniejszych ulic w Warszawie. Kilka razy w miesiącu można u nas zjeść kolacje z dobrych ekologicznych produktów. Lubimy slow food, dobre wino i wspieramy drobnych wytwórców żywności.” Jeżeli chodzi o menu, to albo poznajemy je od razu, albo stanowi ono tajemnicę do ostatniej chwili. Przedziały „składkowe” za taką kolację plasują się między 70 a 150zł. Wszystko zależy od tego, czy w cenę wliczone jest wino.

Bardzo często już podczas kolacji mogą czekać nas dodatkowe atrakcje, jak taniec brzucha, pokazy magii czy koncert zaprzyjaźnionego gitarzysty. Pamiętajmy również, że należy się liczyć z takimi „atrakcjami”, jak nalot policji. Ale wtedy wystarczy zaśpiewać gromkie „Sto lat”. Undergroundowe kluby tego typu nie potrzebują również pozwoleń Sanepidu i nie płacą podatków od „składek”. Są po prostu tworzone z pasji i miłości do gotowania.

Najpopularniejsze antyrestauracje, które wpisały się już w koloryt naszych miast, to: Pod Widelcem, Leniwe, raz!, 12 Krzeseł, Uczta Babette. Może warto sprawdzić, czy akurat w naszej okolicy nie pojawił się jakiś nowy, potajemny lokal?

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here