Postawiły na swój biznes. Poznaj przedsiębiorcze mysłowiczanki

0
fot. arch.

Silne, niezależne, pomysłowe – takie są mysłowickie kobiety, które odważyły się pójść za marzeniami i prowadzą własne biznesy. Początki nie zawsze były łatwe, ale odrobina cierpliwości i determinacji sprawiły, że mamy w Mysłowicach wspaniałe inicjatywy i miejsca, które powstały z prawdziwej pasji.

Amarantus

Marta Adamowicz to młoda właścicielka sklepo-kawiarni Amarantus ze zdrową żywnością, gdzie każdy może znaleźć coś dla siebie, a nawet usiąść na chwilę i w miłej atmosferze napić się kawy. – Często na naszym profilu na Facebooku piszę, że Amarantus to moja miłość i pasja. Podpisuję się pod tym o każdej porze dnia i nocy, ponieważ Amarantus to także styl życia, który motywuje, by każdego dnia stawać się lepszą wersją siebie – mówi Marta Adamowicz.

Z jej pasji przy ul. Nygi 1 powstało jedyne takie miejsce w Mysłowicach. – Pomysł na sklep i kawiarnię ze zdrową żywnością zrodził się w mojej głowie w 2015 r. Motywacją do otwarcia takiej działalności był problem ze zdobyciem zdrowej żywności, szczególnie takiej, której skład jest prosty i krótki. I tak się zaczęło. W listopadzie zaczęłam rozglądać się za lokalem i możliwościami, jakie są. W grudniu rozpoczęłam remont lokalu. W międzyczasie okazało się, że mogę otrzymać dofinansowanie z urzędu pracy, z którego skorzystałam. Był to świetny zastrzyk gotówki na start. I tak 15 kwietnia 2016 r. zaczęłam swoją przygodę. Początki były trudne, cały czas nikt o nas nie wiedział. Kończyła się energia oraz pieniądze na koncie, ale nie poddałam się – opowiada Marta.

Sama pasja to oczywiście za mało. Potrzebne są również ciężka praca i wiele poświęceń. – Dodatkowo pracuję także na etacie w międzynarodowej korporacji, co z jednej strony ułatwiało mi prostowanie finansów, a z drugiej stawiało przede mną dodatkowe wyzwania, ponieważ osiem godzin dziennie poświęcałam na swój podstawowy etat, a po godzinach, gdy moi znajomi czy koledzy z pracy mieli czas dla siebie, dla rodziny, ja rozwijałam swój biznes, podnosiłam swoje kwalifikacje, by być lepszym szefem i lepszym przedsiębiorcą. Godziny spędzane nad książkami oraz na webinarach w końcu zaczęły przynosić efekty i zaczęliśmy być widoczni w mediach społecznościowych, zaczęliśmy pokazywać naszą markę na mysłowickich imprezach – dodaje.

Domowe Warsztaty

Kolejnym miejscem na mapie Mysłowic, które tworzy pomysłowa mysłowiczanka, są Domowe Warsztaty, gdzie dzieci oraz dorośli mogą malować, majsterkować, szyć, ozdabiać czy w inny manualny sposób spędzać czas. – To miejsce powstało dla wszystkich, którzy mają w sobie potrzebę rozwijania twórczych pasji. Staramy się, żeby każdy znalazł coś dla siebie w naszej ofercie, którą stale poszerzamy. W każdy wtorek odbywają się warsztaty plastyczne dla dzieci. W marcu ruszyły nowe zajęcia stałe „Akrylowe środy” dla młodzieży i dorosłych oraz cykl „Kreatywna ciąża”. W Domowych Warsztatach można zorganizować twórcze urodzinki dla dzieci w dowolnej tematyce. Organizujemy też kreatywne warsztaty tematyczne – informuje Karolina Biesiadecka-Słysz. A skąd pomysł, by stworzyć takie warsztaty w Mysłowicach? – Marzyłam o miejscu, w którym spotykają się ludzie kreatywni, otwarci, którzy połączeni wspólną pasją stworzą niepowtarzalną, twórczą atmosferę – wyjaśnia Karolina.

Zanim o nowej firmie usłyszeli mieszkańcy, potrzeba było dużo ciężkiej pracy. – Pewnie każdy ma obawy, zakładając swój pierwszy biznes, ja też oczywiście je miałam, ale głęboko wierzę w to miejsce i dokładam wszelkich starań, by było coraz lepszym. Początki to ciężka praca, tworzenie czegoś od podstaw. Teraz coraz więcej ludzi wie o Domowych Warsztatach, grupy stałe prężnie działają. Poznaję wspaniałych, kreatywnych ludzi z Mysłowic oraz okolicznych miast i to napędza do dalszego działania – dodaje.

Doświadczalnia

Z kolei Marta Kaczmarczyk stworzyła w naszym mieście miejsce, które łączy naukę i dobrą zabawę. Doświadczalnia powstała z myślą o dzieciach, bo to przecież one uwielbiają bawić się i uczyć jednocześnie. Nie poznają wzorów, równań, definicji czy regułek, doświadczają, próbują i eksperymentują. Brzmi świetnie, prawda?

– Pomysł zrodził się z połączenia pasji do nauki i zamiłowania do pracy z dziećmi, która, choć niełatwa, daje wiele satysfakcji. Naszym głównym zadaniem jest nauka przez zabawę. Organizujemy zajęcia edukacyjne skupione przede wszystkim na naukach ścisłych. Wiedzę przekazujemy w praktyczny i przystępny sposób. Naszym głównym zajęciem jest organizacja urodzin, warsztatów i pokazów z eksperymentami. Dzieci, ubierając strój naukowca, samodzielnie wykonują doświadczenia, używając profesjonalnego sprzętu laboratoryjnego. Dysponujemy salą, gdzie odbywają się nasze zajęcia, ale dojeżdżamy również do domów, szkół, przedszkoli i innych placówek. Jesteśmy mobilnym laboratorium, gdzie dzieją się kolorowe i zaskakujące cuda – opowiada Marta Kaczmarczyk.

Taka firma w Mysłowicach to nowość. – Mysłowiczanie coraz częściej korzystają z takiej formy urodzin i warsztatów dla najmłodszych. Dzieci często nas odwiedzają, a co najważniejsze, chętnie wracają – dodaje.

Fiou Fiou

Zapewne nie raz słyszeliście o Sabinie Rotowskiej-Śpiewak, która prowadzi w naszym mieście kreatywne warsztaty, pisała artykuły o historii Mysłowic m.in. do „Gazety Mysłowickiej”, a także założyła klub czytelniczy. Młoda kobieta wciąż się rozwija i tworzy ciekawe projekty. – Prowadzę Studio Kreatywne Fiou Fiou, w ramach którego zajmuję się przede wszystkim fotografią: łapię w kadry wyjątkowe momenty i historie. Wykonuję również sesje biznesowe i fotografie produktowe. Poza tym tworzę grafiki i ilustracje oraz prowadzę artystyczne warsztaty, na których można m.in. poznać malarskie techniki i zgłębić tajniki haftu – wylicza Sabina.

A jak się to wszystko zaczęło? – Artystyczne ścieżki od zawsze były mi bliskie i stanowiły stały element mojego życia. Z wykształcenia jestem grafikiem i historykiem sztuki, co dało mi twórcze zaplecze. Fotografią na poważnie zajmuję się od sześciu lat, choć przygoda z aparatem z pewnością zaczęła się dużo, dużo wcześniej, podobnie jak malowanie różnymi technikami. Kilka lat temu nieśmiało odważyłam się pokazać kilka zdjęć i prac na moich profilach na Instagramie i Facebooku. Byłam ogromnie zaskoczona tak dużym i pozytywnym odzewem. Nie ukrywam, że to stało się największą motywacją do dalszego działania. Wówczas spontanicznie wymyśliłam nazwę Fiou Fiou i od tej pory zaczęłam działać pod tym szyldem. Nie ukrywam jednak, że na co dzień pracuję na etacie, ale po ośmiu godzinach pracy całkowicie poświęcam się wszelkim działaniom związanym z Fiou Fiou – opowiada.

Retro Home

Kolejną perełką w naszym mieście jest Retro Home, czyli pracownia Anny Dery, która tworzy piękne, unikatowe rzeczy z duszą. Znajdziecie tam różne dekoracje dla dzieci wykonane z tkanin, np. tipi, kocyki, pościele, rożki czy kokony, a także torebki, worki i saszetki na drobiazgi. Właścicielka sklepu zajmuje się również scrapbookingiem, tworząc kartki okolicznościowe, albumy, explodingboksy i wiele innych rzeczy z papieru. W ramach nowego hobby wykonuje biosfery i lasy w szkle.

Najpierw była pasja i umiłowanie do szycia. Później marzenia udało się przekształcić w prawdziwą firmę, ale nie od razu było tak kolorowo. – Początki prowadzenia własnej firmy nigdy nie są łatwe, bo nagle trzeba być przedsiębiorcą, wykonawcą, spedytorem, fotografem i wszystkiego trzeba się nauczyć. Ale daje to wielką satysfakcję, gdy klient jest zadowolony z zamówionej rzeczy – mówi Ania, której pracownię na Facebooku obserwuje ponad 2 tys. osób. – Początki zawsze bywają trudne w biznesie online, mija trochę czasu, zanim klienci nas poznają, ale w Mysłowicach mam rzesze stałych, powracających klientów. Z roku na rok jest łatwiej, jest się bardziej rozpoznawalnym. Mysłowiczanie bardzo lubią rękodzieło, a gdy jest jeszcze indywidualnie dla nich zrobione, doceniają to. Pomysłów do zrealizowania mam dużo, tak że tylko tworzyć! – dodaje.

Jednooka Wojowniczka

Pisząc o odważnych mysłowiczankach, trzeba przede wszystkim wspomnieć o Jednookiej Wojowniczce, dla której los nie był zbyt łaskawy, ale jak mówi przysłowie „Co nas nie zabije, to nas wzmocni”. W wieku sześciu lat Aneta Mazur uległa wypadkowi, w wyniku którego straciła jedno oko i stała się osobą niepełnosprawną. Jednak nie poddała się i nie poprzestała na zwykłym życiu. Najpierw opisała całą swoją historię w książce. Do jej napisania zainspirowała mnie Kasia, mama Michałka, który po wygranej walce z siatkówczakiem nosi epiprotezę oka. Ilość pytań, które zadała mi Kasia, zasypały mnie jak lawina i zastanawiałam się nad odpowiedziami. Dlaczego? Dlatego, że dla mnie to codzienne i proste rzeczy. Nie miałam pojęcia, że mogą być one tak ważne. Edukacja rodziców dzieci jednoocznych w naszym kraju jest na minimalnym poziomie, aczkolwiek wzrasta ona z roku na rok, bo takich przypadków pojawia się coraz więcej – wyjaśnia Aneta

Później powstał projekt „Tour of School”, którego celem jest pokazanie dzieciom i młodzieży, jak zaakceptować siebie, a także innych. Dzięki swojemu doświadczeniu Aneta wspiera osoby, które nie radzą sobie w podobnych sytuacjach. Czy spotkania z uczniami są łatwe? – Młodzież jest naprawdę wspaniała, ale jest kilka warunków. Trzeba mieć tzw. przebicie, które ja mam. Skupić jej uwagę i mówić jej językiem. Reakcje są różne. Przez zaskoczenie, litość, aż czasem do łez. Widzę zmiany w ich oczach. Piękne momenty to te, w których podchodzą do mnie dziewczyny i chcą się po prostu przytulić, a najpiękniejsze słowa, jakie usłyszałam od jednej z nich, to „Dobrze, że daje nam pani nadzieję” wspomina.

Na zdjęciu (od lewej): Sabina Rotowska-Śpiewak, Marta Adamowicz, Marta Kaczmarczyk, Karolina Biesiadecka-Słysz, Aneta Mazur oraz Anna Dera.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here