Nie odkładaj mnie na potem, bo potem mnie już nie będzie

0
fot. nadesłano

„Później, kochanie, o tym porozmawiamy”. „Potem to zrobimy. Teraz są ważniejsze rzeczy”. „Może przeniesiemy spotkanie na przyszły tydzień?”.

Jako dorośli codziennie podejmujemy decyzje. Możemy nie odebrać od kogoś telefonu albo zapomnieć zadzwonić do rodziców, przyjaciółki. Później, gdy już sobie o tym przypomnimy, zazwyczaj późnym wieczorem, przekładamy to na następny dzień. Ale następny dzień przygotował dla nas nowe niespodzianki i tym sposobem zapominamy. Odkładamy na potem.

Odkładamy na potem rozmowy z dziećmi, które akurat chcą z nami porozmawiać. Zawsze w tym momencie, w którym jesteśmy zajęci. Mówimy: „Za chwilkę”. Albo „Później”. Z tym, że za tym „za chwilę” często stoi „nigdy”. Bo biegniemy. Nasze życie to walka o pieniądze, dobry byt, posprzątane mieszkanie. My już chyba nie walczymy o miłość, my walczymy, żeby przetrwać.

Nie przytulamy się, nie żegnamy, nie pamiętamy słodkiego pocałunku na „do widzenia”. Bo albo wychodzimy w pośpiechu, albo w gniewie. O byle co albo i o coś większego.

„Jak tam w szkole?” – pytamy nasze dzieci. I chcemy usłyszeć tylko dobre wiadomości. I nie patrzymy dzieciom prosto w oczy, które czasami mówią więcej niż usta. A nawet jeśli już popatrzymy, to jesteśmy ślepi. Zabiegani, mamy swoje sprawy. Ważniejsze z pozoru. Przecież jakby się coś działo, to by powiedział – myślimy sobie. I odkładamy wszystko co ważne na potem.

Wieczorem zasypiamy obok siebie, ale na potem zostawiamy czułości. Na później zostawiamy rozmowy, wspomnienia i żarty. Odwracamy się na bok i szepczemy: „Zmęczona jestem. Dobranoc”.

Dzwonimy do rodziny, ale nie po to, aby dowiedzieć się, co u nich słychać, ale z grzeczności. Bo nie mamy czasu, aby pomóc, porozmawiać i wysłuchać. Więc zostawiamy to i mówimy: „Porozmawiamy o tym, jak się spotkamy”. Ale kiedy się spotkamy? I czy jeszcze na pewno?

Jeszcze będzie czas na odpoczynek, na radość i spełnianie marzeń. Na razie musimy zająć się tym, co nas otacza. A nie otacza nas nic oprócz pracy, zasmarkanych nosków dzieci i wiecznego bałaganu w kuchni. Martwimy się o nasze dzieci, że chorują, a nie martwimy się o to, że nie mamy czasu po prostu z nimi być. Nie martwimy się o to, że w pracy ktoś znowu zmieszał nas z błotem, ale martwimy się o to, że zostaniemy zwolnieni. Cieszymy się, że partner wrócił wcześniej z pracy, ale nie dlatego, że spędzimy więcej czasu razem, ale dlatego, że zajmie się dziećmi, a my będziemy w tym czasie mogły ogarnąć: dom, zakupy, obiad czy odetchnąć na samotnym spacerze. Mijamy się wszyscy, a życie nam przemija. Ale my tego nie dostrzegamy. I wciąż odkładamy na później, bo na wszystko przyjdzie czas – myślimy.

A ten czas, to życie czasami z nas kpi i stawia przed nami wyzwania. Marnujemy czas na nieszczęśliwe związki, upokorzenia, sprzątanie i zaprzątanie sobie głowy problemami, które siedzą TYLKO w naszych głowach. A co by było, gdyby później nigdy nie nastało? Gdybyś wiedziała, że zostało niewiele? Czy próbowałbyś zmienić coś w swoim życiu? No pewnie, że tak!

Zaczęłabyś całować na „dzień dobry”, „do widzenia” i znienacka. Zaczęłabyś przytulać bez okazji. Może byś zmieniła miejsce zamieszkania, pracę i ludzi, którymi się otaczasz? Może zaczęłabyś nie tylko rozmawiać, ale i słuchać. Odłożyłabyś nie na moment, ale na godziny swoje zmartwienia: usiadłabyś na dywanie z dzieckiem i nie myślała o niczym innym, tylko o tym, jak bardzo kochasz to, co masz. I jak bardzo nie chcesz tego stracić. Zapewne zaczęłabyś naprawiać, zmieniać i dążyć do szczęścia.

Nie zostawiaj na potem, bo potem… nikt nie wie, co będzie.

Autor: Aleksandra Broda dla rodzicedzieci.pl

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here