„Pod niemieckimi łóżkami”: na granicy teatru i kabaretu

0
Plakat promujący przedstawienie

Jest polską sprzątaczką wygarniającą wstydliwe brudy spod stereotypowo schludnych łóżek niemieckich pracodawców. Dzięki wydanej książce staje się bohaterką, a media kreują ją na gwiazdę. Spektakl „Pod niemieckimi łóżkami” (Mysłowicki Ośrodek Kultury, 7 grudnia, godz. 19) to historia o niemieckich brudach, polskich celebrytach oraz blaskach i cieniach sławy.

Sztuka w reżyserii Łukasza Witt Michałowskiego to niezwykle udane połączenie teatru i kabaretu. Aktorzy: Tamara Arciuch, Bartłomiej Kasprzykowski i Bartosz Opania przyznają, że ich zamiarem było umiejscowienie spektaklu na pograniczu tych dwóch gatunków. – Każdy widz może w zupełnie odmienny sposób definiować kabaret i teatr i zupełnie czego innego oczekiwać niż na przykład ja i moi koledzy. Dlatego staramy się, żeby te gatunki się przenikały i żeby widz sam musiał orientować się w konwencji – mówi Opania, a Kasprzykowski dodaje: – Pracując nad tekstem czy już później na scenie, szukaliśmy i humoru, i treści, które ze sobą współdziałały na tych dwóch płaszczyznach. I tak powstało przedstawienie, które łączy i kabaretowe skecze, i aluzje do naszej rzeczywistości, i aktorskie rzemiosło, i kabaretowy cudzysłów. Tutaj skecz sąsiaduje z metaforą, parodia z wcieleniem. – Tamara Arciuch również przyznaje, że taka forma nie jest pozbawiona głębszej treści: – To zabawa z widzem, ale przemycamy w niej refleksje na temat rzeczywistości kreowanej przez telewizję.

Właśnie ta telewizyjna rzeczywistość jest głównym tematem poruszanym przez sztukę. – To brutalny świat, ale my jako widzowie demokratycznie go współtworzymy. Cyniczne wykorzystywanie każdej wiadomości dla podbicia oglądalności, kupczenie cudzą prywatnością i kreowanie rzeczywistości, wszystko to istnieje, bo się sprzedaje, a my to kupujemy – mówi aktorka. Spektakl podkreśla, jak wielką siłę oddziaływania mają media. Mogą bardzo szybko wykreować gwiazdę, którą równie szybko mogą zniszczyć. Popularność jest pożądana przez widzów, którzy oglądając celebrytów, tworzą ją. Zamknięte koło, karuzela. Takich nadmuchanych sztucznie karier jest w tej chwili mnóstwo.

– Media oszalały – mówi Kasprzykowski. – Dobrze by było, gdybyśmy wszyscy przestali traktować to poważnie. Nie wierzyli w każdą plotkę i w każdy „autorytet” z ekranu czy pierwszej strony gazety. Nasz spektakl do tego przekonuje – dodaje. Z brutalności współczesnych mediów zdaje sobie sprawę również Bartosz Opania. – Kiedy media nasycą się tymi tak zwanymi celebrytami, kiedy przeżują ich wyjątkowość, kalectwo niekiedy, bezczelność, bezwstyd, a niejednokrotnie pokłady bezdennej głupoty czy talentu, wtedy te media, które zarobiły na tych ludziach, wyplują ich i będą szukać nowej strawy – tłumaczy.

– W spektaklu mieszają się konwencje i gatunki, a przykra rzeczywistość celebrytów niepozbawiona jest komizmu. Parodie Bartka Opani są porywające. Jest dużo muzyki i humoru, to wszystko tworzy zwierciadło, w którym odbijamy światła mediów – wyjaśnia Arciuch. Bartosz Opania określa te sceny postaciowaniem: – Niektóre postaci wymyśliliśmy sami, niektóre zostały zbudowane z inspiracji żywymi ludźmi. Lekkości dodają także sceny muzyczne, w których prym wiedzie Bartek Kasprzykowski. – Ten rap wymyślaliśmy we trójkę z Tamarą i Bartkiem. Potem siadłem i zapisałem to w rymach. Wyszło fajnie – mówi aktor, jednak przyznaje, że rap okazał się trudnym wyzwaniem. – Wciąż się uczę. Tyle pisałem przy tej sztuce, że okazało się, że teksty partnerów znam lepiej niż swoje, a rap był najtrudniejszy do opanowania.

„Pod niemieckimi łóżkami”, mimo że prześmiewcza, okazała się sztuką proroczą. – Nasz spektakl przewidział (jak na razie) dwa zdarzenia świata mediów i rozrywki: obecność Daniela Olbrychskiego w serialu i powstanie sprzątaczki-celebrytki uczącej, jak sprzątać – śmieją się aktorzy i przyznają: – Za dużo tej telewizji albo po prostu za dużo w niej głupot.

Nadesłano przez: Katarzyna Kaczerowska

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here