„Zespoły napięć” – recenzja

0

„Nie w porę może przyjść czkawka, okres, śmierć lub sąsiadka. Ale nie miłość”.

Po „Zespoły napięć” sięgnęłam ze względu na fakt, że bardzo często natrafiałam na ciekawe cytaty. Przekonana o tym, że będzie to łatwa i przyjemna książka na upalne dni zabrałam pewnego wieczoru właśnie ten utwór Wiśniewskiego do domu.  Rozczarowałam się. Rozczarowałam się bardzo pozytywnie, a ten rodzaj zaskoczenia lubię najbardziej.

„Zespoły napięć” to miejsce, w którym czytelnik dostaje dawkę gorzkiej prawdy o samotności, toksycznej miłości lub mało trwałej przyjaźni. Bez ubarwień w jedną czy drugą stronę Janusz Leon Wiśniewski opisuje w swoich opowiadaniach zachowania i odczucia, do których często wstyd nam się przyznać nawet przed samym sobą. Rzadko udaje się natrafić na dobrze napisaną książkę, która w swojej prostocie i smutku mogłaby jednocześnie krzepić. Autor nie sięga po historie obce czytelnikowi – wręcz przeciwnie. To, co warto docenić, to fakt, że opowiadania nie są zakończone szczęśliwie na siłę. Autor zadbał o to, aby nawet najtragiczniejszy koniec wypływał naturalnie z kolei losów swoich bohaterów. Zyskał tym zabiegiem w oczach najsurowszych krytyków – nas, czytelników.

„Zespoły napięć” polecam wszystkim tym, którzy chociaż raz pomyśleli, że ich świat właśnie się zawalił. Uwierzcie – zawsze są jakieś drzwi.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here