Stephen King – „Wiatr przez dziurkę od klucza”

0
fot. gazetapolska.com.pl

Ostatnio w księgarniach można napotkać najnowszą książkę Stephena Kinga – „Wiatr przez dziurkę od klucza”. Starzy fani mają nie lada gratkę. Nieznających twórczości Kinga może zainteresować okładka lub zaintrygować tytuł, kojarzący się z czymś tajemniczym. A przecież lubimy tajemnice. Już można wyciągnąć po nią ręce, już lustrować okładkę i wtedy zonk.

Napis z tyłu głosi „Powieść ze świata Mrocznej Wieży”. Czyżby kolejna część? Czyli jednak nici z czytania? Nic bardziej mylnego. Stefan zrobił prezent swoim fanom, tym którzy poznali świat Wieży, tym którzy go nie poznali, tym którzy nie poznali wcale jego twórczości, słowem – wszystkim. Akcja książki osadzona jest w świecie Wieży, świecie Pośrednim, jednak bardzo od całej serii odstająca. Gdyby umieścić ją chronologicznie w cyklu powinna być gdzieś między tomem 4 – „Czarnoksiężnik i kryształ”, a 5 – „Wiki z Calla”. Taki tom 4,5, jak podsumowuje sam autor.

Kiedy zaczyna się czytać Kinga, trzeba pamiętać o pewnej podstawowej zasadzie: czytamy wstępy! Właśnie we wstępie mamy przedstawiony świat Mrocznej Wieży i naszych siedmio i pół tomowych bohaterów w pigułce, czyli wszystko to, co najważniejsze. Po przeczytaniu całego cyklu ciężko rozstać się z jego bohaterami (ewentualnie można zacząć czytać od nowa), a tu gratką jest dla starych fanów ponowne spotkanie z Rolandem, Eddiem, Susannah, Jakem i Ejem.

Książka zawiera w sumie trzy historie, przy czym jedna zawiera drugą, a druga trzecią. Takie trzy w jednym. Wiem, trochę to skomplikowane, ale po kolei. Naszych bohaterów ka-tet spotykamy w drodze do Calla, jednak z przyczyn od nich niezależnych zostają oni uziemieni w opuszczonym miasteczku. Mając przed sobą perspektywę kilku dni siedzenia w zamknięciu, przekonują Rolanda, aby opowiedział im jakąś historię z jego przeszłości, z czasów Gilead. Rewolwerowiec opowiada o swojej misji w Debarii. Został tam wysłany, gdy był młokosem, była to jego druga wyprawa jako rewolwerowca. W Debarii miał za zadanie pomóc mieszkańcom uporać się z skóroczłekiem. W Gilead nikt nie wierzył w istnienie mitycznego stwora, który potrafi przybrać dowolną postać. To, co wydawało się głupim kawałem, na miejscu okazało się prawdą. Po napotkanej masakrze w jednym z gospodarstw Roland odnajduje jedynego świadka, młodego chłopca, który widział nie tylko śmierć swojego ojca i jego współpracowników oraz pracodawców, ale także to, jak skóroczłek zmienia swoją postać. Chłopiec jest roztrzęsiony, w szoku, w dodatku został sierotą. Roland, w przerwie poszukiwań stwora, postanawia go uspokoić przez opowiedzenie mu jego ulubionej historii z dzieciństwa, którą znał od swojej matki. Historia nazywa się, i tu zaskoczenie: Wiatr przez dziurkę od klucza. Opowiada o młodym chłopcu, Timie, żyjącym gdzieś w głębi Bezkresnej Puszczy w wiosce Drzewo. Tim traci ojca, a jego matka wychodzi ponownie za mąż, za najlepszego przyjaciela nieżyjącego męża. Ten, który był przyjacielem, okazuje się oprawcą i katem. Matka Tima w wyniku pobicia traci wzrok. Chłopiec zostawia ją pod opieką kobiet ze wsi, a sam udaje się do Bezkresnej Puszczy w poszukiwaniu magicznego sposobu, by uratować swoją matkę.

Jeśli ktoś chce wiedzieć, jak się to wszystko skończy, musi przeczytać książkę. Nie ma wyjścia. Napisana typowo w stylu Kinga nadaje się idealnie na długie, jesienne wieczory. Po co oglądać szarą aurę za oknem, gdy można przeżyć przygodę?

Nadesłano

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here