Historia huty Rozalii

0
rys. Leonard Czarnota

Wielu mysłowiczan korzysta z ulicy Huty Rozalii na Ćmoku, aby wjechać na Obrzeżną Zachodnią. To krótki zachowany fragment drogi, która w pierwszej połowie XIX w. prowadziła z Mysłowic do huty. Nazwa ulicy to jedyna oficjalnie występująca nazwa huty cynku Rozalii na współczesnych mapach.

Skąd się wzięła huta Rozalia?

Znany z hulaszczego trybu życia Aleksander Mieroszewski, ostatni ordynat mysłowicki, wyraźnie upodobał sobie tereny wokół janowskiego dworku myśliwskiego. Urządził tutaj piękny park wraz z promenadą i stawem zwany Plantami. Wielki bum cynkowy, jaki zapanował na Górnym Śląsku i korzyści materialne, jakie dawała swoim właścicielom i udziałowcom sprzedaż cynku, spowodowały, że Mieroszewski postanowił założyć w tym miejscu hutę cynku. W 1823 roku wybudował ją na skraju janowskich lasów, na niewielkim wzniesieniu, nieopodal przepływającego strumyka – obecnie zwanego Boliną Południową II. Tak powstała huta Rozalii, najbardziej znana huta w Mysłowicach. Jednakże poza nazwą nasza wiedza zazwyczaj na ten temat się kończyła. Huta ta stanowiła powielenie już powstałych hut cynku i niczym szczególnym nie wyróżniała się od już istniejących. Był to niski, podłużny budynek z dwoma skrzydłami po jego obu stronach. Podstawa huty zbliżona była do litery „C” z kanciastymi bokami. Duży dach pokryty gontem nachodził na siebie, pozostawiając w górnej części szczelinę pełniącą funkcję podłużnego komina. Wewnątrz znajdowało się 8 podwójnych pieców, każdy po 20 mufli. Były to typowe i najbardziej popularne wtedy piece do destylacji cynku występujące w regionie.

Szybki upadek

Duża ilość budowanych hut cynku na Górnym Śląsku spowodowała sporą nadprodukcję na nieustabilizowanym jeszcze rynku wewnętrznym, europejskim oraz światowym. Znaczną część produkcji eksportowano również do Indii, gdzie śląski cynk skutecznie konkurował z chińskim. Jednakże i ten rynek szybko się nasycił. W 1828 roku nastał pierwszy duży kryzys cynkowy, który doprowadził do zamknięcia i likwidacji szeregu istniejących hut. W tym samym roku z 33 istniejących na Górnym Śląsku hut cynku funkcjonowało już tylko 18. Głównie upadały te huty, które nie posiadały własnych złóż rud galmanu i były zmuszone do ich zakupu oraz opłacania jego transportu. Huta Rozalii zaliczała się do tego grona i została również unieruchomiona.

Zatruta marchewka

Ten krótki bądź co bądź okres działalności huty Rozalii i tak nie pozostał bez znaczenia dla środowiska. Należy o tym wspomnieć, ponieważ na terenach po hucie powstały ogródki działkowe. W 1983 roku zespół z Instytutu Ochrony Środowiska wykonał badania m. in. POD Jaśmin pod kątem zawartości metali ciężkich w glebie i roślinach. Najwyższą wartość kadmu i ołowiu w roślinach i glebie z wszystkich ówczesnych ogródków działkowych wykazały właśnie POD Jaśmin. Stanowiła ona 3-krotnie wyższą od przeciętnej w rejonach nieuprzemysłowionych w Polsce. Zalecenia Instytutu Ochrony Środowiska były następujące: ograniczyć uprawę warzyw z jadalną częścią podziemną (rezygnacja z uprawy marchwi i buraków). Warunki niekorzystne dla uprawy warzyw liściastych i kapustnych. Możliwa uprawa roślin dyniowatych, strączkowych, pomidorów, cebuli, czosnku, truskawek, drzew i krzewów owocowych. Nie stosować nawozów fosforowych. Stosować wapniowanie w celu uzyskania odczynu pH gleby = 7,2. Uprawy pod folią wymagają nawiezienia gleby.

Jeżeli się dokładnie przyjrzeć terenowi działkowemu to widać po dziś dzień żużle hutnicze, w których wciąż znajdują się metale ciężkie. Część żużli przykryta jest ściółką leśną, która przez ponad 180 lat zakryła ślady działalności huty. Po samej hucie nie ma śladu, ponieważ została rozebrana do ostatniej cegły. W tamtych czasach były one cennym budulcem, który właściciele huty odsprzedali. Podczas korzystania z tego urokliwego terenu, zwanego przez wszystkich Hutą Rozalii, pamiętajmy skąd wzięła się ta nazwa i miejmy na uwadze wyniki badań, jakie przeprowadził na tym terenie Instytut Ochrony Środowiska. Być może zawartość niekorzystnych związków w glebie zmieniła się od tego czasu na korzyść. Nikt jednak tego później już nie sprawdzał. Może jednak powinniśmy powtórzyć badania tego terenu, bo wyniki sprzed 30 lat dobitnie ukazywały, że marchewki i buraków z „Rozalii” lepiej nie jeść…

Nadesłano przez: Leonard Czarnota i Karol Wieniawski