Mysłowice centralnym ośrodkiem międzynarodowego handlu dziewczętami cz. II

0
rys. Leonard Czarnota

Nagłośnienie spraw mysłowickich przez prasę oraz oburzenie opinii publicznej spowodowały, że działalnością głównego agenta stacji emigracyjnej w Mysłowicach zajęła się bardzo skrupulatnie prokuratura.

Zwiększanie się kręgu aresztowań handlarzy żywym towarem

Najbardziej aktywnym w ściganiu pośredników wywożących młode dziewczyny był sierżant mysłowickiej policji Halemba, którego z tego powodu spotkały duże nieprzyjemności.

W protokole spisanym przez sierżanta Halembę 2 października 1908 roku żona rzeźnika z Sosnowca oskarżała swojego męża, że wywiózł do Ameryki dwie młode dziewczyny. Powodzeniem zakończyły się poszukiwania listami gończymi na terenie Austrii 23-letniego Gottlieba Moschka z Sosnowca i 24-letniego Icka Mrtka Weizmanna z Będzina za uprawianie handlu żywym towarem. Schwytani stanęli następnie przed sądem, który skazał Moschka na rok i 6 miesięcy więzienia, zaś Weizmanna zwolnił.

Kolejne doniesienie Halemby pochodzi z sierpnia 1909 roku. W nocy z zaboru rosyjskiego przybyły do hotelu Jacoba Weissa w Mysłowicach Eva Urbach z córką i towarzyszącą im Olgą Iwanowną Biolobloczkają z Kijowa. Do tego samego hotelu przybyli dwaj kupcy z Częstochowy i Warszawy, którzy donieśli policji, że Urbach z córką zamierzały wyjechać z Olgą do Madrytu a następnie do Buenos Aires, by ulokować dziewczynę w domu publicznym. Olga Iwanowna o tym nie wiedziała. W wyniku przeprowadzonej w mysłowickim komisariacie rewizji osobistej w torebce Urbach znaleziono trzy wykupione na dworcu w Mysłowicach bilety kolejowe do Wiednia oraz wskazówki dotyczące nabycia kart okrętowych do Buenos Aires. Nadto znaleziono w torebce listy i telegramy zawierające tajemnicze treści. Na pieczęciach pocztowych widniały nazwy miast – Barcelona i Buenos Aires. Jeden z listów z Buenos Aires posiadał nadawcę nazwiskiem Dracke. Okazało się, że było to nazwisko poszukiwanego od dawna mężczyzny, zajmującym się handlem dziewczętami. Olga Iwanówna oświadczyła, iż nie posiada pieniędzy, a koszty związane z podróżą i utrzymaniem pokrywa towarzysząca jej kobieta, której dotąd nazwiska nie znała.

W protokole z przesłuchań z 23 sierpnia 1909 roku Halemba opisuje los 19-letniej dziewczyny z Warszawy, która poszukiwała drogi udania się do swojego brata mieszkającego w Paryżu. Za pośrednictwem dwóch pań o imionach Ewa i Salka udała się do Sary Osieckiej w Warszawie. Ta namówiła dziewczynę, by wyjechała z nią do Katowic i tam podjęła pracę, a zarobione pieniądze miała przeznaczyć na podróż do Paryża. W trakcie przesłuchania Sary Osieckiej okazało się, że zamierzała otworzyć dom publiczny w Londynie. Utrzymywała się z nielegalnego przewozu ludzi przez granicę oraz z przemytu towarów. Powiązana była z osobami sprzedającymi fałszywe paszporty za 30 rubli.

We wrześniu 1910 roku zatrzymano w Mysłowicach 50-letniego Abrahama Frodysa z Warszawy, któremu towarzyszyła młoda dziewczyna. W czasie przeglądu dokumentów stwierdzono, że Frodys miał w portfelu widokówki budynków w Buenos Aires, a także rachunki z tamtejszego hotelu.

We wrześniu 1912 roku zatrzymano w hali dla emigrantów małżeństwo, Icka i Sarę Neumann. Faktycznie nazywali się Ozoske. Znajdowali się oni w towarzystwie dwóch młodych dziewcząt, wyjechali bez przeszkód do Hamburga i tam odprawili się na okręt do Buenos Aires. Koszty podróży pokrywał wszystkim tajemniczy agent Schleifstein z Królestwa Polskiego. Pochodzący z Kijowa Aron Schleifstein poszukiwany był listem gończym w związku z porwaniem i wywiezieniem 17-letniej dziewczyny z Warszawy.

Już w 1910 roku o wypadkach zatrzymania podejrzanych o wywóz dziewcząt handlarzy informowała mysłowicka gazeta (Myslowitzer Zeitung). Jej redaktor Kotterba donosił, że winę za uprawianie handlu dziewczętami ponoszą władze Królestwa Polskiego, które nie przeprowadzają dokładnej kontroli na granicy. Sugerował też, by stacjonująca w Mysłowicach żandarmeria więcej uwagi poświęciła nielegalnemu przekraczaniu granicy w porze nocnej. Zamieszczane artykuły prasowe wielce oburzyły komisarza policji Sellego i burmistrza miasta dr Heusera. Zabronili oni prasie wyjawiania faktów niesprawdzonych. Dotyczyło to przypadku Abrahama Frodysa, który zdaniem komisarza Sellego był uczciwym rzemieślnikiem, nie był podejrzany o handel dziewczynami, a jedynie miał zamiar zamieszkać z dziewczyną w Paryżu.

Od 1907 roku wpłynęło do starostwa powiatowego w Katowicach i komisarza granicznego Mädlera ponad 20 oficjalnych doniesień o uprawianiu handlu dziewczętami. Jednak tylko w 4 przypadkach zdołano udowodnić winę i ukarać handlarzy. Za tym – jak się okazało w czasie rozprawy sądowej – stała bardzo wpływowa grupa ludzi zainteresowana w nieujawnianiu niecnego procederu.

Wpływy i przekupstwa Maxa Weichmanna i Samuela Lubelskiego

Wpływowa grupa ludzi zainteresowanych nieujawnianiem prowadzonego procederu handlu dziewczętami była dosyć liczna. Na jej czele stał szef mysłowickiej stacji emigracyjnej Max Weichmann, który przy pomocy gratyfikacji pieniężnych i rzeczowych oraz podarunków zdołał uzależnić część członków władz miejskich Mysłowic z burmistrzem dr Heuserem na czele oraz kilku miejscowych żandarmów i policjantów. Otrzymywali oni od Weichmannna i jego głównego agenta Samuela Lubelskiego gratyfikacje zwane zapomogami lub pożyczkami w pokaźnej jak na tamte czasy wysokości sięgającej do 1500 marek. Dobroczyńca, bo za takiego uważał się Max Weichmann, nie zażądał nigdy zwrotu pieniędzy. Uchodził też za niezwykle hojnego społecznika wspierającego działalność niektórych organizacji oraz rady miejskiej, której z początkiem XX wieku był członkiem.

W 1911 roku Weichmann otworzył konto gratisowe w hotelu i restauracji w pobliżu dworca kolejowego (obecnie budynek mieszczący Stację Pogotowia Ratunkowego i Przychodnię Lekarską przy ul. Powstańców). Z tego konta mogli korzystać przede wszystkim członkowie żandarmerii i policji. Po wypowiedzeniu hasła lub przedstawieniu karteczki z hasłem, składającym się z dwóch tajemniczych liter „M.W” (co oznaczało Max Weichmann), goście restauracji mogli zamawiać dowolną ilość potraw i trunków. Nie płacili oni jednak za ich konsumpcję, gdyż pod koniec każdego miesiąca wszelkie rachunki regulował Weichmann. Zdarzały się jednak przypadki nadużywania konta przez urzędników policji. Wtedy miał wkraczać nawet sam burmistrz dr Heuser.

Pożałowania godna była sytuacja osoby, która naraziła się Maxowi Weichmannowi lub Samuelowi Lubelskiemu. Osobom takim grożono pobiciem lub usunięciem z zajmowanego stanowiska. Najbardziej naraził się im wachmistrz policji kryminalnej Halemba, który – jak wspominano w odcinku 1 – kilkakrotnie przesłuchiwał i aresztował osoby podejrzane o nielegalne przewożenie młodych dziewcząt do portów morskich oraz doniósł władzom szczebla wojewódzkiego i centralnego o prowadzonym w mysłowickiej stacji emigracyjnej handlu dziewczętami. W efekcie w 1913 roku został aresztowany pod zarzutem uprawiania handlu dziewczętami Samuel Lubelski. Wówczas w pełni ujawniły się rozległe wpływy Maxa Weichmanna. Kilka dni po zaaresztowaniu Samuela Lubelskiego pojechał on do dyrektora generalnego towarzystwa okrętowego „Hamburg-Amerikanische Packetgesellschaft” w Hamburgu Balina, by skłonić go do wizyty w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych Rzeszy. Wizyta okazała się bardzo skuteczna, gdyż wachmistrz Halemba został najpierw zawieszony w czynnościach służbowych, a następnie usunięty dyscyplinarnie z policji kryminalnej w Mysłowicach.

Bliskie koneksje miał Weichmann z wysoko postawionym urzędnikiem w rejencji opolskiej – królewskim komisarzem granicznym i radcą policji – Mädlerem. Z okazji 25. rocznicy zawarcia związku małżeńskiego otrzymał on od Weichmanna prezent w formie serwisu stołowego, a także prezenty na ślub córki oraz upominki w czasie pobytu na wakacjach. Weichmann i komisarz graniczny mieli utrzymywać przez 15 lat zażyłe kontakty. Trudno jednoznacznie określić jak dalece Mädler angażował się w sprawy nadużyć w mysłowickiej stacji emigracyjnej. W każdym razie, gdy prokurator w Bytomiu otrzymał po raz pierwszy polecenie prezydenta rejencji opolskiej zbadania spraw mysłowickich, nie zamierzał początkowo wytoczyć procesu Lubelskiemu, gdyż nie dopatrywał się przestępczej działalności i nawet chciał go wypuścić z więzienia.

Walka z procederem handlu dziewczętami w Argentynie

W tym samym czasie w Argentynie wydano zdecydowaną walkę domom publicznym i wszystkim osobom, które związane były z procederem handlu dziewczętami. Staraniem argentyńskiego narodowego związku zwalczania handlu dziewczętami została wydana 22 września 1813 roku ustawa, która stanowiła podstawę prawną do likwidacji domów publicznych w Argentynie. Należy podkreślić, że przeforsowanie tej ustawy napotykało na ogromne przeszkody. Niezwykle gorliwym obrońcą zakrojonego na szeroką skalę procederu w Argentynie był obywatel tego państwa nazwiskiem Mundt, który zaoferował sumę 200 tysięcy pesos w przypadku wstrzymania wydania ustawy. Wysiłki nie tylko Mundta, ale także innych osób okazały się bezskuteczne. Z chwilą wejścia ustawy w życie sprowadzone podstępnie do Argentyny dziewczęta masowo opuszczały ten kraj na statkach niemieckich i holenderskich. Jak donosił Cesarsko-Niemiecki Konsulat Generalny w Buenos Aires do kanclerza Rzeszy, dr von Bethmann-Holwega, bardzo duża liczba dziewcząt wyjeżdżających z Argentyny zgłosiła powrót do Mysłowic, które zapamiętały ze względu na swoje nieszczęście.

Nagłośnienie spraw mysłowickich przez prasę oraz oburzenie opinii publicznej spowodowały, że działalnością głównego agenta stacji emigracyjnej w Mysłowicach zajęła się bardzo skrupulatnie prokuratura. Po zakończeniu trwającego ponad 6 miesięcy śledztwa i po zgromadzeniu obszernego materiału dowodowego pierwszy prokurator Tscheutschler skierował akt oskarżenia do Izby Karnej w Bytomiu.

Proces Samuela Lubelskiego

W dniach 4 – 18 lutego 1914 roku odbył się głośny na obszarze Rzeszy Niemieckiej, a także w Królestwie Polskim i w Nowej Galicji proces przeciwko Samuelowi Lubelskiemu. Akt oskarżenia zawierał cztery podstawowe przestępstwa:

  1. Wykroczenie przeciw ustawie emigracyjnej przez organizowanie nielegalnego przerzutu wychodźców z Królestwa Polskiego przez granicę na Przemszy w Mysłowicach bez paszportów, przy jednoczesnym przekupywaniu rosyjskiej straży granicznej i niemieckich urzędników.
  2. Uprawnianie stręczycielstwa.
  3. Handel dziewczętami.
  4. Przebywanie przez ponad 3 lata na terenie Rzeszy Niemieckiej – w Mysłowicach, w tym zwłaszcza w porze nocnej bez zezwolenia władz niemieckich.

Nadesłano przez: Alfred Sulik

https://scamquestra.com/17-dokazatelsta-i-probely-afery-28.html

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here