Emigranci w Mysłowicach cz.I

0
fot. archiwum prywatne

Rozwój przemysłowy górnego śląska, a wraz z nim rozwój gospodarczy Mysłowic związany jest nierozerwalnie również z układem granic jakie wytyczono w pobliżu miasta. W połowie XIX w., w chwili gdy nasze miasto uzyskało kolejowe połączenie z zachodnią częścią Europy, znaczenie Mysłowic jako miasta nadgranicznego w tej części Śląska wzrosło jeszcze bardziej.

Bezpośrednie połączenie z Berlinem, Hamburgiem, Bremą i Antwerpią przyciągało coraz większe fale emigrantów. Wprost z naszego dworca wyruszali oni pociągami do portów Zachodniej Europy, gdzie wsiadali na statki płynące do Ameryki.

ŁAPANKI

Pierwszy okres emigracji przez Mysłowice miał charakter niezorganizowanej „łapanki”. Do Mysłowic trafiali wychodźcy z wiosek i małych miasteczek ówczesnej Austrii, Rosji, Węgier, Rumunii, Serbii, Bośni, Czarnogóry, Chorwacji oraz wielu innych krajów. Namawiani byli do wyjazdów przez wędrujących agentów, opłacanych przez linie żeglugowe. Agenci, aby rozwiać wątpliwości i obawy chłopów, Amerykę przedstawiali im jako ziemię obiecaną, gdzie ciężką pracą nie tylko zarobią na godne życie tam na miejscu, ale wyślą rodzinie pieniądze. Pokazywali im zdjęcia statków, amerykańskich miast, a nawet uśmiechniętych robotników w fabrykach. Odczytywali listy, które rzekomo przysyłali emigranci do rodzin. W listach podawano przykłady udanego życia na emigracji.

Ciężka praca na roli, wielodzietne rodziny, które z trudem utrzymywały się z małego poletka, spłata długów lub też po prostu ucieczka przed poborem do wojska to najczęstsze powody do podjęcia decyzji o wyjeździe. Nierzadko cała rodzina „ciułała” pieniądze na wyjazd. Sprzedawano bydło, kawałek łąki, pole lub czasami zaciągano pożyczkę na ten cel. Po załatwieniu odpowiednich dokumentów u agenta w drogę najczęściej wyruszali mężczyźni pozostawiając gospodarstwo pod opieką kobiet. Po dotarciu do Mysłowic niejednokrotnie okazywało się, że dokumenty wystawione przez nieuczciwego agenta są nieważne. Ci, którzy nie spełniali warunków formalnych, aby kontynuować podróż odstawiani byli do żandarmerii w Modrzejowie. Pozostawała im już tylko jedna możliwość. Skorzystanie z nielegalnego przekroczenia granicy na Przemszy. Przeprawy takie organizowali przemytnicy z Galicji lub Kongresówki. Po udanym „cichym” przekroczeniu granicy pechowych emigrantów przejmowali kolejni agenci w Mysłowicach. Wysyłano ich do portów w Bremie, Hamburgu czy Antwerpii. Do Ameryki wyjeżdżali nie tylko biedni chłopi. W 1881 roku, po zamordowaniu cara Aleksandra II emigrują masowo z Rosji dziesiątki tysięcy Żydów. Do nich przyłączają się Żydzi z Galicji. Wielu korzysta z Mysłowic, aby przedostać się do Hamburga, skąd ruszają za ocean. W latach 1888 – 1889 do Mysłowic napływali także z Rosji członkowie protestanckiej grupy wyznaniowej mennonitów. Powodem były prześladowania religijne i uniknięcie służby wojskowej.

STACJA EMIGRACYJNA

Można szacować, że od roku 1860 do 1872 z mysłowickiego dworca wyemigrowały do Ameryki setki tysięcy ludzi. Z oficjalnych danych tylko w roku 1873 z Mysłowic wyjechało przez port w Bremie do Ameryki ponad 63 tysiące emigrantów. W roku następnym z naszego miasta wyjechało następne 74 tysiące emigrantów. Te ogromne ilości ludzi oczekujących na pociąg spędzało czas koczując w prymitywnych warunkach na polach wokół Mysłowic. Warunki higieniczne były równe zeru. Przez kolejne lata wielu przedsiębiorców próbowało utworzyć w Mysłowicach stację emigracyjną z prawdziwego zdarzenia. Dopiero w 1894 roku miasto otrzymało zgodę na założenie stacji emigracyjnej. Koncesję otrzymał obywatel Mysłowic, z pochodzenia Żyd – Max Weichmann. Przez następne lata mysłowicka agentura działająca w budynku dworca kolejowego nawiązała współpracę z niemieckimi armatorami – Hamburg – Amerikanische Packetfahrt – Actiengesellschaft z Hamburga, Norddeutscher Lloyd z Bremy oraz z brytyjską Red Star Line z Rotterdamu i Pacific – Canada Schiffahrtgesellschaft. Pomimo oficjalnego, zorganizowanego ruchu emigrantów nadal działał nielegalny ruch emigracyjny. Wielu agentów lub ludzi podających się za agentów dopuszczało się oszustw wykorzystując naiwność ludzi nieobeznanych z wielkomiejskim życiem. Wbrew oczekiwaniom emigrantów wysyłano ich nie do Ameryki, lecz na roboty sezonowe do Danii, Szwecji czy Francji.

PRZEWIĄZKA, ZEGAR I ETUI

Ruch emigracyjny w kolejnych latach zwiększył się tak bardzo, że pomieszczenia na dworcu kolejowym absolutnie nie wystarczały już do obsługi emigrantów. W 1900 roku Max Weichman wybudował nowy budynek agentury, który znajdował się na końcu obecnej ul. Powstańców. Tuż przy nim, na położonych poniżej łąkach „promenady”, wybudowano baraki (podczas II wojny światowej w tym miejscu znajdowało się niemieckie Policyjne Więzienie Zastępcze zwane potocznie „Rossengarten”, a w latach powojennych Centralne Muzeum Pożarnictwa). Pomiędzy budynkiem agentury a peronem pierwszym, przeznaczonym dla emigrantów, wytyczono ścieżkę, którą po odprawie emigranci podążali do pociągów udających się na zachód. W 1908 roku wybudowano nad obecną ul. Powstańców „Auswandererbrücke”, czyli „Most emigrantów” (zwanym dzisiaj „przewiązką”). Połączył on bezpośrednio budynek agentury z halami przy peronie pierwszym. Po przeprowadzeniu badań lekarskich, wystawieniu biletów kolejowych i kart okrętowych, emigranci przemieszczając się pomiędzy tymi budynkami wsiadali do pociągów, które wiozły ich do Bremy, Hamburga i innych miast portowych. Tylko według oficjalnej statystyki emigracyjnej przez Mysłowice do Ameryki wyjechało w latach 1898-1813 około 1,44 mln emigrantów.

Najważniejszą pamiątką z czasów emigracji w Mysłowicach jest zachowany do dzisiaj „zegar strefowy” pochodzący z około 1876 roku. Dla ułatwienia przedstawiał on podróżnym godziny w 8 strefach czasowych. Względem naszego czasu środkowoeuropejskiego pokazywane były godziny w: Londynie, Moskwie, Deli, Tokio, Honolulu, San Francisco, Nowym Jorku i Buenos Aires. Zegar eksponowany był w witrynie zakładu zegarmistrzowskiego Siegfreda Weissa, mieszczącego się u wylotu obecnej ul. Grunwaldzkiej na rynek. Następnie przez wiele lat był eksponatem w Planetarium Śląskim w parku chorzowskim. Obecnie ten unikatowy zegar (jeden z dwóch istniejących na świecie) można oglądać w Muzeum Miasta Mysłowice, mieszczącym się przy ul. Stadionowej 7a. Drugą cenną pamiątką po emigrantach przechowywaną w muzeum jest etui na dokumenty pochodzące ze stacji emigracyjnej Maxa Weichmana. Jedyne znane nam etui zachował, a następnie przekazał do muzeum w darze mysłowiczanin Jan Ziemba. Możemy udać się również na ul. Powstańców 23 i zobaczyć istniejący do dziś „most emigrantów”, budynek hotelu dworcowego oraz budynek agentury, w którym dzisiaj mieści się sala sportowa i siłownia MOSIR-u.