Budowa domu miejskiego przy ul. Robotniczej 3

0
Budynek przy ul. Robotniczej 3. Zdjęcie wykonane w 2009 r. fot. L. Czarnota

W latach 1921-1925 do Mysłowic przybyło ok. 3200 mieszkańców części Górnego Śląska, która pozostała w granicach Niemiec. Byli to powstańcy, ich rodziny oraz ludność o polskich poglądach. Po wstępnym pobycie w szkołach kwaterowano ich w opuszczonych mieszkaniach po niemieckich mieszkańcach Mysłowic, którzy przenieśli się na tereny Republiki Weimarskiej (Niemcy). Niewielką część osiedlonych umieszczono w budynkach komunalnych.

Aby poprawić warunki bytowe mieszkańców, mysłowicki magistrat rozpoczął budowę domów miejskich, a dla mniej zamożnych murowanych baraków. Mieszkania w pierwszej kolejności przyznawano urzędnikom administracji państwowej i samorządowej. W Janowie Miejskim zbudowano osiedle domków im. Marszałka Piłsudskiego, a na ul. Zachęty (obecnie Wojska Polskiego) powstawała zabudowa willowa. W 1928 r. nadal brakowało około 800 mieszkań.

Dom dla rodzin robotniczych

W 1929 r. kolejnym domem miejskim, który uzupełnił zasoby mieszkaniowe miasta, był zbudowany przez firmę budowlaną Franciszka Josefusa dom na rogu obecnej ul. Słupeckiej i Robotniczej. Dom przeznaczony był dla trzydziestu rodzin robotniczych. Prace rozpoczęto w sierpniu. Piasek do jego budowy przywożono z miejskiej piaskowni na Piasku, która usytuowana była w obszarze dzisiejszej giełdy samochodowej. Magistrat Mysłowic firmie budowlanej Josefusa policzył cenę 1 zł za 1 m sześc. piasku. Część materiałów budowlanych zamówiono w firmie Pawła Wieczorka z Katowic, które dostarczono wagonem kolejowym na stację mysłowicką. Do budowy zużyto 460 mb dźwigarów o ciężarze 11,3 t, 285 różnych kotew, klamer i gwoździ o łącznym ciężarze 850 kg.

Odbiór budynku odbył się w grudniu 1929 r. Ze strony magistratu obecni byli: radca Królik, bud. Golasowski, bud. Gawliński, bud. Inż. Krafczyk, bud. Koźlik i właściciel firmy budującej, Franciszek Josefus. Pod względem technicznym budynek został wykończony, jednak brakowało kilku muszli klozetowych, łańcuszków od wentylacji oraz nie została wykończona balustrada na schodach.

Numery mieszkań

W budynku zastosowano numerację mieszkań w kolejności: parter od nr 1 do nr 6, pierwsze piętro od nr 7 do nr 13, drugie piętro od nr 14 do nr 20 i trzecie piętro od nr 21 do nr 27. Mieszkania nr 1, 7, 14 i 21 miały pokoje od frontu ul. Rymera (obecnej Robotniczej) i na podwórze. Mieszkania nr 6, 13, 20 i 27 miały ubikacje od frontu ul. Słupeckiej i okna wyłącznie na podwórze. Mieszkania na strychu miały nr 28 do 32.

Mieszkanie nr 1 miało dwa pokoje z kuchnią i dla niego czynsz wynosił 59 zł. Reszta mieszkań (zależy, gdzie usytuowane) miała ustalony czynsz od 40 do 11 zł. Dawało to miesięcznie 1084 zł, a rocznie 13 008 zł. Wysokość czynszu w wybudowanym domu nie przewyższała czynszów w innych domach miejskich.

Pożyczkę na budowę domu udzielił magistratowi Mysłowic Bank Gospodarstwa Krajowego w ramach Śląskiego Funduszu Gospodarczego. Wysokość udzielonej pożyczki to 200 tys. ówczesnych złotych. Franciszek Josefus na budowę miał otrzymywać z urzędu co miesiąc wypłatę 15 tys. zł, jednak budowniczy nie dostawał jej regularnie. Aby dotrzymać terminu ukończenia budowy Josefus wziął pożyczkę w Banku Ludowym (Volksbank) z Mysłowic, którą bank jeszcze egzekwował od miasta w 1933 r.

Po ukończeniu domu jedno z mieszkań zająć miał emerytowany sierżant Pudełko, ponieważ oddał swoje poprzednie Komendzie Garnizonu.

Afera kominowa

Po oddaniu domu do użytku, okazało się, że przewody kominowe nie działają najlepiej i budowniczy Josefus był wzywany do usunięcia problemu. Jeszcze w trakcie budowy Josefus sam zadecydował, aby wybudować je o 1 m wyżej, niż to było w projekcie. W czerwcu 1930 r. poinformował magistrat, że kominy wciąż są za niskie, na co magistrat zdecydował się na ich dalsze podniesienie. Zaowocowało to w następnych latach „aferą kominową”, której ofiarą padł właściciel domów Słupecka 9 i 11, sąsiadujących z budynkiem miejskim. W 1937 r. policja budowlana uznała, że komin piekarni na tyłach Słupeckiej 7 prowadzonej przez Sznicera jest za niski. Według rozporządzenia Prezydenta Rzeczypospolitej z 1928 r. o postępowaniu administracyjnym komin musi być wyższy niż dachy sąsiednich budynków, aby dym nie wpadał do okien mieszkańców grożąc zaczadzeniem.

Franciszek Chmiel, właściciel kamienic i członek związku właścicieli domów i gruntów, odpowiedział magistratowi, że: „[…] Bezprawne jest wymaganie, aby ten który wybuduje sobie drapacz chmur mógł zmuszać swoich obywateli miasta do podwyższania kuminów powyżej tego drapacza […]”. Ostatecznie miejski radca budowlany Koźlik uchylił zarządzenie policji budowlanej w sprawie podwyższenia komina piekarni.

Sklep i fryzjer

W latach 30. XX w. jedno z mieszkań na parterze zaadaptowano na sklep spożywczy, do którego wejście usytuowane było od ul. Rymera. W 1936 r. część sklepu zamieniono na salon fryzjerski Franciszka Nawrockiego. Po wybuchu II wojny światowej zakład fryzjerski niemieckie władze odebrały Franciszkowi Nawrockiemu i oddały pod zarząd komisaryczny.

Obecnie budynek spełnia tylko funkcję mieszkalną, a fasada od ul. Robotniczej jest przywrócona do stanu pierwotnego.

Źródła: A. Sulik „Historia Mysłowic” tom II 1922-1945 oraz materiały archiwalne.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here