Piechotą do San Marino. Piotr Wróbel wyruszył w tysiąckilometrową trasę

Tuż po świętach Wielkiej Nocy i przypadającym 2 kwietnia Światowym Dniu Świadomości Autyzmu Piotr Wróbel wyruszył do San Marino. W nieco ponad trzy tygodnie pokona piechotą prawie 1 100 km, by propagować ideę przekazywania 1% podatku na rzecz swojego syna Iana, który cierpi właśnie na autyzm. Mysłowiczanin wystartował dziś o godz. 9 z rynku. Towarzyszyliśmy mu w pierwszych kilometrach wyprawy.

To już druga wędrówka Piotra Wróbla w tym celu. W 2017 r. pokonał 515 km dzielących Katowice i Gdańsk. Usłyszała o nim wówczas cała Polska. Dzięki temu udało się zebrać ponad 40 tys. zł, które pozwoliły na sfinansowanie badań i rehabilitacji małego Iana. Tym razem mysłowiczanin ruszył w Europę. Chce nie tylko prosić ludzi o przekazywanie 1% podatku na swojego syna, ale także uświadamiać, czym jest autyzm i nawiązać kontakt z rodzinami chorych z innych europejskich państw. – Chcemy dowiedzieć się, jak leczenie autyzmu wygląda za granicą, kontaktować się z osobami z innych krajów z podobnym problemem. Jeśli zagraniczne media nagłośnią moją akcję, to szansa na to, że ktoś taki się odezwie, jest dużo większa – tłumaczy Piotr Wróbel.

Przed nim ok. 1 088-kilometrowa trasa przez Polskę, Czechy, Austrię, Słowenię i Włochy do San Marino. Zakłada, że uda mu się ją pokonać w 23-25 dni. Mysłowiczanin wyruszył wyposażony w pokaźny plik ulotek dotyczących autyzmu i pomocy swojemu synowi. Będzie je wręczał wszystkim, których spotka po drodze.

Gdy w ubiegłym roku przemierzał Polskę, nie wiedział, gdzie spędzi każdą kolejną noc. Choć w podróży do San Marino mniej już improwizacji, Piotr Wróbel wciąż liczy na pomoc dobrych ludzi. – Tym razem noclegi będą planowane na bieżąco. Mam nadzieję, ze wieść w internecie się rozniesie i ludzie będą mogli pomóc. Pomoc to w zasadzie właśnie nocleg i ciepły posiłek. Reszta to moje nogi – mówi. – Dziś nocuję w Żorach, w miejscu, którego pracownicy zrzucili się na mój nocleg. Takie sytuacje są niesamowicie miłe. Dziennie chcę pokonywać dystans porównywalny z długością maratonu, choć ja oczywiście będę po prostu szedł. Nie myślę jeszcze o całej drodze, bo perspektywa przejścia 1 000 km jest przytłaczająca. Dziś myślę więc o tym, żeby dojść do noclegu w Żorach. Jutro do Ostrawy i tak dalej – dodaje.

Wyjątkową podróż Piotra Wróbla możecie śledzić na bieżąco na facebookowym profilu 515 km dla Iana. Więcej na ten temat przeczytacie także w najbliższym wydaniu „Gazety Mysłowickiej”. A tu znajdziecie wywiad z mysłowiczaninem, który przeprowadziliśmy na miesiąc przed startem wyprawy.





Komentarze