Wypadek w KWK Mysłowice-Wesoła: poszukiwania ostatniego górnika

fot. itvm.pl
fot. itvm.pl

Do zapalenia metanu doszło w poniedziałek 6 października o godz. 20.55 w kopalni Mysłowice-Wesoła, w ścianie 560 na poziomie 665 m. W rejonie zdarzenia znajdowało się wówczas 37 górników. Obecnie w Centrum Leczenia oparzeń w Siemianowicach Śląskich przebywa 23 górników. Jedna osoba w dalszym ciągu jest poszukiwana.

- Rozpoczęta natychmiast akcja ratownicza pozwoliła na szybkie wywiezienie na powierzchnię najpierw sześciu, potem kolejnych poszkodowanych. Trafiali do szpitali, w większości do siemianowickiej oparzeniówki. Akcję prowadziły trzy zastępy ratowników z KWK Mysłowice-Wesoła i trzy z CSRG. Utrudniły ją dymy wskazujące na pożar. Stopniowo nawiązywano kontakt z kolejnymi górnikami, z których ostatni wyjechali na powierzchnię około 1.25. Na jednego nie udało się trafić, mimo kontynuowania poszukiwań przy znacznym zadymieniu – informuje Wojciech Jaros, rzecznik Katowickiego Holdingu Węglowego.

- Tak poszkodowani, jak ich rodziny zostały otoczone opieką ze strony KHW. Psychologom pracującym w holdingu pomagali psycholodzy policyjni specjalizujący się w kontaktach z ofiarami i ich rodzinami – dodaje.

Akcja poszukiwawcza jest nadal prowadzona. Trwa przygotowanie do stałego monitoringu chromatograficznego składu powietrza w rejonie zdarzenia. Specjaliści ocenili bowiem, że wypływ metanu może się powtórzyć, a ponieważ wciąż nieznana jest przyczyna zapalenia, nie można ryzykować życia zastępów ratowniczych.

Aktualizacja, godz. 13.30

- Gdy po wyprowadzeniu i przeliczeniu pracowników stwierdzono, że brakuje jednego z nich, ratownicy przystąpili do poszukiwań. Lokalizację zaginionego ustalili na podstawie rozmów z wyprowadzanymi górnikami. Jednym z pierwszych działań stało się rozciągnięcie tzw. linii chromatograficznej – długiej na kilometr rurki, przez którą zasysane jest powietrze z rejonu zdarzenia i wyrobisk, którymi będą przechodzić zastępy mające odnaleźć poszukiwanego. Bardzo ważnym jest tu upewnienie się, że zawartość metanu w atmosferze nie zagraża wybuchem – komentuje Wojciech Jaros.

Wyniki kolejnych pomiarów nie były jednozmaczne, dlatego komisja wypadkowa do godz. 12 nie podjęła decyzji pozwalającej ratownikom wejście do rejonu. W międzyczasie pełniący obowiązki prezesa KHW Zygmunt Łukaszczyk przekazał informację o działaniach podjętych przez kopalnię i spółkę dla udzielenia pomocy poszkodowanym i ich rodzinom. Jest to pomoc psychologów, przydzielnie osób, które z ramienia kopalni bedą zajmować się kontaktem z tymi osobami i ich najbliższymi, określanie ich potrzeb oraz tego, co dla każdej z tych osób można konkretnie zrobić.

O godz. 12.58 ratownicy dostali zgodę na wejście do rejonu. Kolejne pomiary stężenia metanu pokazały, że mieszczą się one poniżej wielkości zagrażających wybuchem lub zapaleniem. Ratownicy mają do pokonania 700 metrów. Jednak z uwagi na warunki przejście tego odcinka może zająć im od godziny do kilku lub nawet kilkunastu godzin.

Aktualizacja, 8 października, godz. 10

W nocy stężenie gazów wybuchowych w rejonie ściany na poziomie 560 znów się podniosło, przez co ratownicy nie mogą kontynuować poszukiwań zaginionego górnika. Wiedzą mniej więcej, gdzie go szukać – będą mieli do pokonania ok. 700 m, jednak bez sprzętu mechanicznego.

Stan górników znajdujących się w siemianowickiej oparzeniówce nie uległ zmianie. 12 z 18 mężczyzn, którzy znajdują się w placówce, przeszło wczoraj operacje. Najmłodszy górnik, który trafił do Centrum Leczenia Oparzeń, ma 23 lata, najstarszy – 50. – Siedmiu pacjentów znajduje się na oddziale intensywnej opieki medycznej, gdzie są mechanicznie wentylowani. Pozostałych jedenastu przebywa na oddziałach oparzeniowych – mówi dr Justyna Glik, rzecznik CLO w Siemianowicach Śląskich.

NSZZ Solidarność KWK Mysłowice i mysłowickie Stowarzyszenie na rzecz Ochrony Zdrowia i Pomocy społecznej zbierają pieniądze dla poszkodowanych w wypadku i ich rodzin. Pomóc może każdy. Tutaj treść apelu.

Aktualizacja, godz. 13

O godz. 11.30 ratownicy górniczy rozpoczęli penetrację wyrobisk w rejonie, w którym powinien znajdować się poszukiwany górnik. W tej chwili pokonali już 1/3 drogi. W bazie pod ziemią oprócz kolejnych 30 ratowników i pomiarowców kontrolujących na bieżąco stan gazów kopalnianych w zagrożonym rejonie znajduje się także lekarz.

Na powierzchni przygotowano pełne zabezpieczenie medyczne: zespól lekarski, karetkę, zapewniono pomoc Lotniczego Pogotowia Ratunkowego i Oddziału Ratunkowego Szpitala św. Barbary w Sosnowcu.

Aktualizacja, godz. 15

Z uwagi na widoczność nieprzekraczającą jednego metra zmieniono kolejność postępowania podczas akcji ratowniczej. Zabudowany zostanie kolejny wentylator i tzw. lutnia, czyli rura dostarczająca powietrze przedłużana stopniowo, co powinno przyczynić się do zmniejszenia zadymienia, umożliwiając ratownikom bezpieczne posuwanie się w kierunku poszukiwanego górnika.

Aktualizacja, godz. 19

W związku ze zmianą sposobu działania wymuszoną przez znaczne zadymienie chodnika (widoczność poniżej jednego metra) przetransportowano na dół wentylator (ok. 700 kg) oraz pierwsze 15 elementów „lutni” (20 m długości, ok. 90-100 kg każdy) – rury, którą tłoczone będzie czyste powietrze, mające rozcieńczać dymy przed ratownikami. Elementy montowane będą stopniowo, warunkując możliwość i tempo przemieszczania się zastępu ratowników. Tak wentylator, jak elementy lutni przez część drogi z podszybia do rejonu zagrożonego musiały być transportowane ręcznie. Także dalej możliwe jest tylko przenoszenie ich i montaż ręczny.

Na zmianie nocnej (po godz. 22) nastąpi montaż wentylatora i kolejnych elementów. Jeżeli nie wystąpią dodatkowe przeszkody, ratownicy powinni wejść w rejon bezpośrednich poszukiwań wcześnie rano.

Pod ziemią stale znajduje się 6 do 8 pięcioosobowych zastępów ratowników, ekipa pomiarowa monitorująca stan gazów kopalnianych w rejonie zagrożenia oraz lekarz.

Służby kopalni są w stałym kontakcie z poszkodowanymi i ich rodzinami.

Aktualizacja, 9 października, godz. 11

Pod koniec zmiany nocnej ratownicy rozpoczęli zabudowywanie lutniociągu prowadzącego w kierunku korytarza, którym wyprowadzane jest powietrze z rejonu. Ponieważ stały monitoring składu gazów kopalnianych na wylocie z zagrożonego rejonu wykazał wzrost stężenia gazów wybuchowych, eksperci doradzający sztabowi akcji stwierdzili, że ratownicy mogą jeszcze bezpiecznie budować lutniociąg na odcinku około 150 metrów. Równocześnie zgodnie z ich zaleceniem zaczęło się budowanie tamy przeciwwybuchowej na dolocie powietrza do rejonu. Wszystkie materiały niezbędne do tej budowy znajdują się już pod ziemią, znaczna część blisko miejsca zabudowania tamy, kolejne są tam dostarczane. Budowa może jednak potrwać około doby.

Aktualizacja, godz. 13

Ratownicy zabudowali lutniociąg na 150-metrowym odcinku, na którym mogli poruszać się bezpiecznie. W tym czasie trwała budowa tamy przeciwwybuchowej. Jest to poważne przedsięwzięcie, gdyż przy przekroju chodnika ok. 22 m² zabudowane zostaną odgradzające przegrody z kostki betonowej, a przestrzeń między nimi zostanie wypełniona materiałem szybkowiążącym. Tama będzie miała prawie 4 metry długości, do jej budowy zużyte zostanie ok. 55 ton materiałów.

Jej rolą jest umożliwienie błyskawicznego odcięcia powietrza wchodzącego do chodnika i dalej idącego przez ścianę, gdyby w powietrzu wychodzącym wystąpiły wyższe stężenia gazów wybuchowych. Odcięcie powietrza zmniejszy ryzyko zapłonu, wybuchu, co ma bezpośredni wpływ na bezpieczeństwo ratowników.

Po zakończeniu budowy tamy ratownicy podejmą dalsze posuwanie się do przodu (w kierunku przeciwnym do ruchu powietrza), aby podejść do strefy, w której ostatni raz zlokalizowany był zaginiony górnik. Do strefy tej podawane jest przez cały czas świeże powietrze, aby umożliwić oddychanie temu pracownikowi.

Aktualizacja, 10 października, godz. 9

Trwa budowa tamy przeciwwybuchowej. Gotowe są dwa mury z kostki betonowej zamykające tamę na na dwóch jej końcach. Wypełniane są także przestrzenie między nimi (ok. 60 m³) specjalnym, szybkowiążącym spoiwem mineralnym. Potrzeba do tego około 50 ton suchego materiału. Jest dostarczany w 25-kilogramowych workach, trafia z nich do pompy mieszającej go z wodą i zatłaczajacej gotową mieszaninę.

Przez tamę prowadzą dwa przełazy służące tak do przechodzenia ludzi, jak do przepuszczania powietrza. W razie potrzeby mogą zostać natychmiast zamknięte, odcinając dopływ powietrza do zagrożonego rejonu.

Jak wynika z informacji otrzymanej z bazy ratowników, prace moga zostac zakończone do wieczora. Po wybudowaniu tamy ratownicy po raz kolejny zaczną penetrację strefy zagrożonej.

Pod ziemią przy prowadzeniu akcji pracuje obecnie stale 8 do 10 zastępów ratowników (czyli 40 do 50 osób), pomiarowcy monitorujący stan powietrza oraz lekarz.

Aktualizacja, godz. 14

Tama przeciwwybuchowa jest zalana materiałem szybkowiążącym już do końca. Gdy materiał stężeje i uzyska wymagane właściwości (co musi trwać kilka godzin), ratownicy będą mogli podjąć penetrowanie chodnika – strefy zagrożonej.

W trybie pilnym zwołany został zespól specjalistów współpracujący ze sztabem akcji. Rozpoczęcie penetrowania chodnika w kierunku miejsca, w którym ostatni raz był zlokalizowany poszukiwany górnik, nastąpi po ocenieniu, że jest to możliwe z uwagi na bezpieczeństwo ratowników.

Aktualizacja, godz. 22

Około godz. 21.30 zakończył pracę zespół specjalistów. Na podstawie jego ustaleń kierownik akcji podjął decyzję o kontynuacji przez ratowników penetrowania chodnika. Warunkiem jest uruchomienie klimatyzatora. Nastąpi to w nocy z piątku 10 na sobotę 11 października.

Zabudowując przed sobą lutniociąg, tak aby czyste powietrze rozrzedzało dymy, ratownicy będą równocześnie rozwijali linię chromatograficzną. Pozwoli to na uzyskanie bardziej pewnych danych dotyczących składu powietrza w kolejnych fragmentach chodnika.

Ratownicy będą posuwali się ostrożnie, w tempie określanym przez kierownika akcji na podstawie informacji uzyskiwanych od nich oraz z chomatografu. Obecnie nie wiadomo w jakim stanie znajduje się chodnik, którym będą się przemieszczali. Ukształtowanie wyrobiska wskazuje na możliwość powstania tam rozlewiska wodnego.

Kolejne posiedzenie zespołu mające podsumować postęp, wyciągnąć wnioski i przekazać dalsze zalecenia przewidziano na poniedziałek rano.

O stanie górników, którzy znajdują się obecnie w Centrum Leczenia Oparzeń w Siemianowicach Śląskich, przeczytacie tutaj.

Aktualizacja, 11 października, godz. 7

Po północy ratownicy wyszli z bazy. Pokonawszy pierwszy już rozpoznany odcinek o długości około 1 km weszli do strefy bezpośredniego zagrożenia na około 20 metrów, rozwijając linię chromatogtaficzną. Jest to ważne, gdyż pozwala na uzyskanie dokładniejszych danych pomiaru gazów. Gdy wracali po kolejny element lutniociągu, który zabudowują przed sobą, zostali wycofani. Zdecydowano o tym ze względu na problemy z łącznością. W międzyczasie pomiary wykazały, że stężenia gazów znajdują się w tzw. trójkącie wybuchowości, czyli osiągnęły wielkości, których połączenie wskazuje na zagrożenie wybuchem.

Razem z zastępem penetrującym strefę niezbezpieczną wycofano do bazy pozostałych ratowników wykonujących tam prace przygotowawcze, profilaktyczne, w tym zajmujących się uruchomieniem klimatyzatora.

Od godz. 3 ratownicy oczekują, aż stężenia gazów wybuchowych spadną do wartości bezpiecznych.

Aktualizacja, 12 października, godz. 10

W nocy warunki w zagrożonym rejonie ustabilizowały się na tyle, że ok. godz. 3 ratownicy mogli rozpocząć poszukiwania. Zastępy weszły do wyrobiska nadścianowego na odległość ok. 50 m, pokonując łącznie kolejne 80 m od miejsca, do którego rozwinięto wczoraj linię chromatograficzną. Obecnie jej koniec, a więc punkt, z którego pobierane są gazy kopalniane do analizy, znajduje się ok. 500 m od miejsca, w którym najprawdopodobniej znajduje się poszukiwany.

Aktualizacja, godz. 20

Ratownicy posuwają się do przodu. Rozwiązanie polegające na zamknięciu tamy odcinającej dopływ powietrza do ściany i wtłaczającej gazy inertne dla zduszenia zarzewia powodującego dymy sprawdziło się. Od rana sytuacja pozostaje stabilna.

Do godz. 19.50 ratownicy idąc pod prąd w stosunku do obiegu powietrza posunęli się z budową lutniociągu rozrzedzającego dymy o 180 m od skrzyżowania. Linia chromatograficzna przesunięta została na 190. metr.

Licząc od skrzyżowania chodnik ma ok. 550 metrów długości. Miejsce, w którym zaginiony pracownik był zlokalizowany ostatni raz, znajduje się ok. 50 m przed jego zakończeniem. Zostawałoby zatem około 320 metrów, by tam dotrzeć, jednak wciąż nie wiadomo,  jak wygląda sytuacja na kolejnych odcinkach. Chodnik nie przebiega poziomo, są w nim dwie duże muldy, gdzie mogą występować rozlewiska wodne.

Aktualizacja, 13 października, godz. 8

Sytuacja w penetrowanym chodniku jest nadal stabilna. Po przebyciu 330 metrów od skrzyżowania nieco po północy ratownicy trafili na rozlewisko. Ze względu na jego głębokość (do ok. 1,7 metra) nie byli w stanie go przebyć.

W stronę rozlewiska transportowane są pompy pneumatyczne, które zostaną podłączone do przechodzącego tam sprawnego rurociągu sprężonego powietrza. Pompy zasilane prądem elektrycznym nie mogą w tym rejonie pracować z uwagi na zagrożenie wybuchem.

Szacowane jest, że odpompować będzie trzeba do 700 m³ wody. Chodzi o obniżenie jej poziomu do najwyżej 70 cm, tak by ratownicy z aparatami ucieczkowymi i niesionym ze sobą sprzętem mogli przejść bezpiecznie. Od miejsca, w którym ostatnio widziany był poszukiwany górnik, dzieli ich ok. 170 m. Czas dotarcia do niego będzie zależał od ilości wody, jaka się tam rzeczywiście znajduje, tempa jej odpompowywania i tego, na co ratownicy trafią w kolejnej muldzie oraz od ryzyka zajścia zdarzeń nieprzewidywalnych, które mogą zmusić ratowników do wycofania się.

Aktualizacja, godz. 14

W Centrum Leczenia Oparzeń w Siemianowicach Śląskich zmarł jeden z poszkodowanych w wypadku górników. Więcej na ten temat przeczytacie tutaj.

Aktualizacja, 14 października, godz. 6

Sytuacja w nocy z poniedziałku na wtorek była niejednoznaczna. Po chwilach uspokojenia parametrów powtarzały się wartości wskazujące na zagrożenie wybuchem. Ratownicy trzykrotnie wychodzili z bazy i byli wycofywani ze strefy niebezpiecznej. Ostatnie wyjście miało miejsce we wtorek o 5.45.

Na skutek tej sytuacji pompowanie wody z rozlewiska zostało zatrzymane zaraz po jego rozpoczęciu. Ratownikom nadal pozostaje do pokonania ok. 170 metrów do miejsca, w którym prawdopodobnie znajduje się poszukiwany górnik.

Aktualizacja, godz. 16

- Od godz. 10.35 trwa pompowanie wody już w normalnym tempie. Do godz. 14.30 usunięto jej ok. 84 m³. Oznacza to – w wersji optymistycznej – że za jakieś 8 godzin ratownicy, nie czekając aż spąg, czyli dno muldy, będzie całkiem suche, zdołają przejść na drugą stronę. W wersji pesymistycznej, ponieważ nie znamy rzeczywistej pojemności rozlewiska, może to trwać nawet 1,5 albo 2 razy dłużej – informuje Wojciech Jaros, rzecznik KHW. – Wiadmość zła – prognozy meteorologiczne mówią o spadku ciśnienia dziś pod wieczór. Jeżeli to wystąpi, wówczas ze względu na wzrost stężenia gazów wybuchowych, a więc wzrost zagrożenia wybuchem, może zajść konieczność wycofania ratowników – dodaje.

Aktualizacja, 15 października, godz. 9

W nocy ratownicy na podstawie dokładnych pomiarów określili precyzyjnie miejsce, od którego zaczyna się rozlewisko. Okazało się wówczas, że jest ono dłuższe niż wstępnie szacowano. Przez to pompowane wody potrwa jeszcze przez cały dzień. Według obecnych ocen rozlewisko to łączy się z kolejną muldą, gdzie prawdopodobnie też występuje woda.

Kolejną niewiadomą jest sytuacja na końcówce chodnika, tam, gdzie dochodzi on do ściany. Miejsce to jest zabudowane dodatkowymi stojakami – wzmocnieniami obudowy wprowadzanymi ze względu na zagrożenie tąpaniami. Nie wiadomo jak ratownicy będą mogli się tam przemieszczać.

Aktualizacja, 16 października, godz. 7

Ratownicy podjęli w nocy próbę przejścia przez rozlewisko. Rozbudowali lutniociąg i linię chromatograficzną o kolejne 20 m. Znajdują się one obecnie w odległości ok. 150 m od miejsca, w którym najprawdopodobniej znajduje się poszukiwany górnik.

Wyprzedzając usytuowanie lutniociągu, ratownicy posunęli się o kolejne 20 m (czyli 40 m od poprzedniego zasięgu), jednak poziom wody okazał się zbyt wysoki, sięgający aparatów oddechowych. Ponadto weszli znowu w strefę zadymienia, które uniemożliwia bezpieczne przesuwanie się do przodu.

O godz. 5.15 zarejestrowano wzrost stężenia gazów wybuchowych. Wszystkie zastępy zostały wycofane ze strefy zagrożenia.

Aktualizacja, godz. 15

Po przebudowaniu pomp, przesunięciu zasilania i tłoczenia, trwa pompowanie wody. Zgodnie z protokołem zespołu specjalistów ratownicy będą mogli przejść przez pierwsza muldę (rozlewisko) dopiero wówczas, gdy poziom wody w najgłębszym miejscu spadnie poniżej 0,5 m. Obecnie wynosi on 1,3 m, co oznacza jeszcze kilkanaście godzin pompowania. Następnie kolejna niecka także wypełniona wodą, choć jest jej tam zdecydowanie mniej niż w niecce pierwszej.

Ratownicy przesunęli koniec lutniociągu i linię chromatograficzną o kolejne 20 m.

Aktualizacja, 17 października, godz. 8

W nocy ratownicy byli jeszcze raz wycofywani ze względu na stężenie gazów wybuchowych. Dzięki stałemu pompowaniu woda w pierwszej niecce ma około 0,8 m głębokości w najgłębszym miejscu. Gdy dojdzie do 0,5 m ratownicy ze sprzętem będą przechodzili na drugą stronę muldy. Wielkość ta została określona przez zespół specjalistów współpracujący stale z kierownictwem akcji. Lutniociąg jest doprowadzony na 351 m licząc od początku chodnika.

W ciągu dnia zastępy wejdą do strefy, w której będzie prowadzona penetracja z bardzo starannym przeszukiwaniem wszystkich zakamarków. Przekroczą bowiem orientacyjną granicę obszaru, na którym może znajdować się poszukiwany górnik.

Źródło: KHW





Komentarze