Razem czy osobno

fot. ARAmedia
Eugeniusz Starzakfot. ARAmedia

Rozłam Mysłowic staje się coraz bardziej realny. Grupa inicjatywna złożyła w urzędzie marszałkowskim wniosek o przeprowadzenie w tej sprawie referendum. Wiemy, że to się nam opłaci, ale chcemy dyskutować mówił na ostatniej sesji Rady Miasta Eugeniusz Starzak, jeden z inicjatorów.

15 osób podpisanych pod wnioskiem chce utworzenia z ośmiu dzielnic (Brzezinka, Dziećkowice, Kosztowy, Krasowy, Larysz, Ławki, Morgi, Wesoła) osobnej gminy i przyłączenia jej do powiatu bieruńsko-lędzińskiego. Zdaniem Marioli Kocur, przedstawicielki grupy inicjatywnej i Przewodniczącej Rady Osiedla Larysz-Hajdowizna, w wyniku kilkudziesięcioletniej polityki władz miasta doszło do zapaści infrastrukturalnej i kulturalnej osiedli południowych. – Lokalni działacze od wielu już lat bezskutecznie próbują rozwiązać problemy, z którymi borykają się mieszkańcy – mówi. – Nie ma szans na inwestycje. Po przeanalizowaniu licznych opinii mieszkańców o istniejącej sytuacji, po wielu spotkaniach i burzliwych rozmowach na temat możliwości zmiany zaistniałej sytuacji, zrodziła się myśl wykorzystania możliwości do samodecydowania o swoim losie, w postaci inicjatywy mającej na celu powołanie nowej gminy. I tak wyłoniła się grupa inicjatywna, która na przestrzeni kilku miesięcy zbierała informacje, przeprowadzała analizy funkcjonowania miasta, funkcjonowania południowych osiedli na tle miasta, funkcjonowania gmin o podobnej do południa strukturze i o podobnym charakterze ekonomicznym. Prowadziła rozmowy z kompetentnymi w tym temacie ekspertami i analizowała prawne aspekty przedsięwzięcia. W efekcie tych prac wystosowano pismo do wojewody, zgłaszające inicjatywę przeprowadzenia referendum w sprawie utworzenia nowej gminy, obejmującej obszar ośmiu osiedli. Po otrzymaniu odpowiedzi zadecydujemy o podjęciu kolejnych kroków.

Dla wiceprzewodniczącego Rady Miasta Antoniego Zazakownego pomysł oddzielenia południowych dzielnic jest zrozumiały. – Mieszkańców mocno dotyka zapaść w finansach publicznych – mówi. – Wielu pracowników służb miejskich traktuje mieszkańców nie jak chlebodawców, a jak zło konieczne. Szczególnie często podczas spotkań z mieszkańcami pojawia się problem obsługi petentów przez MPWiK. Ponadto nie wypracowano efektywnej komunikacji z mieszkańcami. Zdaniem Zazakownego w przypadku przyłączenia nowo powstałej gminy do powiatu bieruńsko-lędzińskiego załatwianie wielu spraw odbywać się będzie w różnych miejscach, mogą być problemy z uzyskaniem dofinansowania z Unii Europejskiej, a nowa gmina rozpocznie działalność z zadłużeniem. Radny podkreśla, że zbyt wcześnie oceniać pomysł grupy inicjatywnej, gdyż do Rady Miasta nie dotarła większość dotyczących secesji materiałów.

Jak przyznaje radny Tomasz Wrona odłączenie dzielnic jest dla radnych z południa trudne. – Składaliśmy przysięgę, że będziemy działać na rzecz rozwoju miasta i jego mieszkańców – mówi. – Każdy udział czy też wypowiedź w ewentualnej kwestii za może się spotkać z zarzutem, że po prostu nie jesteśmy wierni przysiędze. Również podkreśla, że do władz nie dotarły dotyczące odłączenia dokumenty. – Muszę wziąć pod uwagę dochody ewentualnej gminy, ale także wydatki. Ile kosztuje utrzymanie urzędu gminy? Ile szkolnictwo na tym terenie? – Wrona zastanawia się również, jak będzie dzielony dług miasta i MPWiK. Zdaniem radnej Marcjanny Mądry, która jest przeciwna podziałowi miasta, próby oddzielenia południowych dzielnic są efektem niedomykającego się od 8 lat budżetu miasta. – W efekcie oddzielenia się – mówi – północna część Mysłowic musiałaby zostać prawdopodobnie wchłonięta przez sąsiedni powiat grodzki, tj. przez Katowice lub Sosnowiec. – Cały układ komunikacyjny ukierunkowany jest poprzez centrum Mysłowic do centrum Katowic i ościennych miast aglomeracji śląskiej – mówi Mądry – nie zaś w kierunku Tychów, jak ukierunkowany jest powiat bieruńsko-lędziński, do którego przyłączona zostałaby nowa wydzielona gmina. Nie zapominajmy, że większość mieszkańców pracuje lub uczy się w centralnej części aglomeracji górnośląskiej.

Przeciwnikiem odłączenia się południowych dzielnic jest również radny miasta Dariusz Wójtowicz. – Jestem zwolennikiem, aby w tym temacie wypowiedzieli się mieszkańcy w formie ogólnomiejskiego referendum – mówi. – Po to jest demokracja.

– Buta i brak pokory, jaką podczas ostatnich obrad Rady Miasta zaprezentowało kilku radnych wobec Eugeniusza Starzaka z Rady Osiedla Larysz-Hajdowizna – mówi Wójtowicz – może doprowadzić do powtórzenia się niedawnych wydarzeń z Bytomia. Tam ludzie nie pozwolili sobie na podobne zachowania i w referendum przegonili z magistratu radnych i prezydentów. Apeluję do radnych miejskich o większy szacunek dla członków rad osiedlowych i zwolenników pomysłu podziału miasta, a w szczególności grupy inicjatywnej.

Prezydent Mysłowic Edward Lasok nie jest przeciwny żadnym inicjatywom społecznym. Zaznacza jednak, że za wszystkim musi iść konkretny rachunek ekonomiczny. – W tym przypadku nie sądzę, by był korzystny dla któregokolwiek z nowych tworów – mówi. – Ja sam, jeszcze jako radny, w 1994 r. przedstawiłem radzie miasta wniosek, żeby wydzielić południowe dzielnice miasta i z odłączającymi się wtedy Chełmem Śląskim i Imielinem przekształcić Mysłowice w silny, ponad 100-tysięczny powiat ziemski. Byliśmy wtedy jeszcze miastem w nieporównywalnie lepszej kondycji finansowej. Dzisiaj są odwrotne tendencje. Samorządy szukają sposobów łączenia się, tworzenia metropolii, aglomeracji, a inicjatywa mysłowicka przyjmuje, zupełnie dla mnie niezruzumiały, odwrotny kierunek.





Komentarze