Przebudowa stacji Mysłowice to priorytet

fot. UM Sosnowiec
Jeremiasz Świerzawski fot. UM Sosnowiec

O naszym mieście i inspiracji dla projektu przebudowy terenów kolejowych rozmawiamy z Jeremiaszem Świerzawskim, mysłowiczaninem, wiceprezydentem Sosnowca.

„Gazeta Mysłowicka”: W jaki sposób trafił pan z końcem ubiegłego roku do sosnowieckiego samorządu?

Jeremiasz Świerzawski: Z prezydentem Sosnowca Arkadiuszem Chęcińskim znaliśmy się służbowo m.in. z czasu rewitalizacji dworca kolejowego w Sosnowcu-Maczkach. Współpracowaliśmy także przy przywróceniu funkcji obsługi podróżnych i remoncie dworca Sosnowiec Główny. Projektowałem też kompleks zespołu mieszkaniowego na gruntach po zlikwidowanych stacjach towarowych w Maczkach oraz Pogoni. Wówczas zaczęliśmy kształtować relacje biznesowe.

Te kontakty pojawiły się, bo…?

Przez blisko 10 lat pracowałem w Polskich Kolejach Państwowych w Warszawie. Miło wspominam czas, w którym mogłem nabierać doświadczeń w ówczesnym departamencie współpracy z samorządami oraz departamencie inwestycji. Poznałem wtedy wielu prezydentów miast, burmistrzów i wójtów. Informacja o moim rozstaniu z pracodawcą błyskawicznie rozeszła się w regionie, ale prezydent Chęciński był pierwszym samorządowcem, który zaproponował mi współpracę.

W Mysłowicach wiedziano, że jest pan do wzięcia?

Wiedziano. Z prezydentem Mysłowic i jego zastępcami miałem służbowe kontakty. Kiedy podjęliśmy współpracę z posłem Wojciechem Królem i uruchomiliśmy pieniądze na przebudowę terenów kolejowych, wspominałem, że rynek pędzi coraz szybciej i czas na zmiany. Nie planowałem przejścia do samorządów. Moim miejscem jest rynek, przedsiębiorstwa inwestycyjne i tam znalazłbym przestrzeń do realizowania swoich zamierzeń zawodowych.

Co więc pana przekonało, żeby związać się z samorządem?

Prezydent Chęciński powiedział mi, żebym spróbował potraktować gminę jak przedsiębiorstwo, żebym przychodząc do Sosnowca, pomógł wprowadzić do samorządu biznesowe, wręcz korporacyjne narzędzia planowania i realizacji kontraktów. Najpierw zostałem doradcą, a potem pełnomocnikiem prezydenta do spraw inwestycji. To nie jest praca typowo urzędnicza. Mam częste kontakty z wykonawcami i projektantami, czynnie uczestniczę w procesach inwestycyjnych. Z zawodowego punktu widzenia nie widzę większej różnicy czy jest to Sosnowiec, czy miasto stołeczne Warszawa.

Da się traktować samorząd jak przedsiębiorstwo?

Niestety, nie w sensie dosłownym. Mamy przecież do czynienia z tzw. czynnikiem społecznym. Ale nasze działania jako inwestora, pamiętając oczywiście o stronie społecznej, są bardzo ważne. Kluczowa jest odpowiedzialność. Ryzyko ciąży na inwestorze, który, jeśli wie, do czego zmierza, szacuje, jakie mogą być zagrożenia i odpowiednio szybko reaguje w kontakcie z partnerami inwestycyjnymi. Oczywiście do tego potrzeba szeregu ekspertów w poszczególnych branżach i nad tym wciąż pracujemy, krok po kroku realizując nasz plan.

O jakich kwotach mówimy w przypadku Sosnowca?

Tegoroczny budżet inwestycyjny wynosi ok. 200 mln zł, co dla rynku nie jest spektakularne, ale patrząc na lokalne realia samorządowe to naprawdę dużo. Wachlarz zadań jest bardzo duży, począwszy od niewielkich kilkumilionowych przedsięwzięć, po te sięgające kilkudziesięciu, a w przypadku długoletnich zadań, jak na przykład Zagłębiowskiego Parku Sportowego, nawet blisko 200 mln zł.

Wróćmy do Mysłowic. Jak zrodził się pomysł przebudowy mysłowickich terenów kolejowych?

Kolej jest przedsiębiorstwem z bardzo dużymi potrzebami inwestycyjnymi. W tak wielkiej grupie trzeba zarządzać systemowo, dużo czasu poświęca się na planowanie i ustalanie priorytetów. Czy Mysłowice były priorytetem? Nie mnie oceniać. Ważne, że teraz już są. Pamiętam, jak poseł Wojciech Król zaprosił mnie na spotkanie, zapytał jako przedstawiciela kolei, czy przewidziana jest przebudowa infrastruktury kolejowej w Mysłowicach. Od tego się zaczęło. Potem skierował w tej sprawie pisma do grupy PKP i prezydenta Mysłowic. To zrodziło zainteresowanie tematem. Zaangażowanie samorządu jest w mojej ocenie kluczowe. Nie chodzi o obietnice, lecz o rzeczową współpracę m.in. podczas projektowania, montażu, finansowania i na wielu innych płaszczyznach, które na bieżąco trzeba koordynować, bo bądź co bądź to wspólny interes stron. Myślę, że to był punkt kulminacyjny, a dzięki tej współpracy dalsze decyzje stały się oczywiste.

Inwestycja, wraz z wydatkami miasta, szacowana jest na ok. 400 mln zł.

Tak. Przebudowa dotyczy infrastruktury głównie kolejowej, czyli układu stacyjno-peronowego. Owszem, do pasa linii kolejowej należą chociażby trzy wiadukty, ale czy statutowym zadaniem kolei jest, poza przebudową w kontekście nośności obiektu, zmiana gabarytu obiektu po to, by poprawić przejezdność samochodów? Niezupełnie. Tu jest miejsce na prace samorządu i partycypacji w kosztach. Planowana przebudowa stacji Mysłowice to duża inwestycja. Cieszę się, że wspólnie z posłem Wojciechem Królem mogliśmy przyczynić się do jej urzeczywistnienia. Efektem będzie także zmodernizowana infrastruktura drogowa, która poprawi komunikację w mieście. Ważne jest, by współpracować i dzielić się zobowiązaniami. Przy dużych zadaniach inwestycyjnych to już wiele na drodze do sukcesu. Życzę tego Mysłowicom, bo to szansa na rozwój miasta, zarówno w kontekście transportu publicznego, jak i nowych gruntów do inwestowania.





Komentarze