Dla syna przemierzy Europę. Piotr Wróbel idzie do San Marino

fot. arch. Piotra Wróbla
Piotr Wróbel z synem Ianem fot. arch. Piotra Wróbla

Piotr Wróbel z Mysłowic kolejny już raz wyruszy w pieszą podróż, żeby zebrać pieniądze dla swojego syna cierpiącego na autyzm. Tym razem w niecały miesiąc chce przejść ponad 1 000 km: z Mysłowic przez Polskę, Czechy, Austrię, Słowenię i Włochy do San Marino.

Bogumił Stoksik: Rok temu przeszedłeś 515 km z Mysłowic do Gdańska. Usłyszała o tobie chyba cała Polska i co najważniejsze, udało się zebrać sporo pieniędzy na pomoc w leczeniu twojego syna Iana. Co się działo od tego czasu?

Piotr Wróbel: Długo nie wiedzieliśmy, ile tak naprawdę udało się uzbierać. W październiku uzyskaliśmy informacje, że z tzw. 1%, który przekazywali na Iana ludzie w całej Polsce, udało się zebrać ok. 43 tys. zł, co pozwala nam sfinansować badania i rehabilitację syna. Ian jest teraz w specjalistycznym przedszkolu Iskierka w Tychach, gdzie są małe, cztero-pięcioosobowe grupy, a kontakt wychowawcy z dzieckiem jest dużo większy niż w innych przedszkolach. Są specjalistyczne zajęcia. Dzięki temu wszystkiemu widzimy progres. Syn zaczyna się z nami komunikować, odpowiada czasem na proste pytania. To są może podstawowe, wydawałoby się nawet śmieszne rzeczy dla rodziców, którzy mają w pełni rozwinięte dzieci, ale dla nas to olbrzymi postęp. Niestety, jedne terapie pomagają, inne nie. Czasem czujemy, że robimy dwa kroki do przodu i jeden do tyłu. Nawet w specjalistycznym ośrodku w Łasku, w którym byłem przy okazji mojej zeszłorocznej wędrówki, mówią, że ciągle uczą się autyzmu.

Poza tym, że udało się zebrać pieniądze, odzywają się do ciebie także ludzie, którzy mają podobny problem.

O to również nam chodziło. Chcemy rozmawiać z osobami, które zrobiły ten duży krok i poradziły sobie z autyzmem. Normalnie funkcjonują w środowisku rówieśników. Parę takich osób odezwało się po nagłośnieniu zeszłorocznej akcji. Nie ukrywam, że mało jest takich, którym zupełnie udało się poradzić sobie z autyzmem. Jednak kilka informacji okazało się bardzo cennych.

W tym roku też wyruszasz w pieszą wędrówkę. Tym razem na południe Europy.

Uznaliśmy, że trzeba iść, bo pieniądze się skończą, a nasze dziecko dalej potrzebuje pomocy. Teraz chcę dojść trochę dalej. Do pokonania mam 1 088 km, sześć państw. Tak jak wcześniej chodzi o to, żeby ludzie usłyszeli o akcji i przekazywali 1% podatku na Iana. Chcemy też dowiedzieć się, jak leczenie autyzmu wygląda za granicą, kontaktować się z osobami z innych krajów z podobnym problemem. Jeśli zagraniczne media nagłośnią moją akcję, to szansa na to, że ktoś taki się odezwie, jest dużo większa. Planuję, że trasę tę przejdę w 23-25 dni, bo później muszę wrócić do pracy. Będę miał ulotki w języku każdego kraju, który odwiedzę. Tym razem na pewno noclegi będą zaplanowane. Poprzednio była to czysta improwizacja. Mam nadzieję, ze wieść w internecie się rozniesie i ludzie będą mogli pomóc. Pomoc to w zasadzie właśnie nocleg. Reszta to moje nogi. Codziennie planuję pokonywać 45 km.

Nagrałeś też piosenkę dla swojego syna: Flo and Ants „Superstar”.

Chcielibyśmy, aby Ian został taką supergwiazdą, żeby mógł się rozwijać jak inni rówieśnicy. To taki nieoficjalny hymn wyprawy. Przy okazji ma tempo 120 uderzeń na minutę, czyli takie, z jakim powinienem iść, żeby dojść do celu w zaplanowanym czasie. Każdy, kto posłucha, ściągnie czy zakupi ją z różnych źródeł dostępnych w internecie, w ten sposób może nas wspomóc. Chcemy tak finansować nową dietę Iana, która jest bardzo restrykcyjna, a niestety sporo kosztuje, m.in. przez trudną dostępność produktów.





Komentarze