Pomogliśmy Lence dotrzeć do Wiednia

fot. arch. Ewy Myszor

Nie pierwszy raz mysłowiczanie (i nie tylko) pokazali, że mają wielkie serca. Dzięki pomocy dziesiątków tysięcy osób w kilka dni udało się zebrać astronomiczną kwotę dla siedmioletniej Lenki, zmagającej się ze złośliwym nowotworem mózgu, umożliwiając jej walkę o życie. Rozmawiamy z Ewą Myszor, mamą dziewczynki, za której powrót do zdrowia kciuki trzyma chyba całe miasto.

Bogumił Stoksik: W ostatnich miesiącach chyba po raz kolejny zawalił się pani świat.

Ewa Myszor: Galopująca choroba Leny, tempo, jakiego zaczęły nabierać odrosty guza i pojawienie się przerzutu były takim szokiem, że w ostatnich dwóch miesiącach czas dla nas przyspieszył. Boleśnie uświadamialiśmy sobie, jak bardzo Lenka go nie ma. Gorączkowe konsultacje, szybkie decyzje i ich zmiany, kiedy rak nas zaskakiwał i wyprzedzał. Wreszcie plan operacji tuż po świętach Bożego Narodzenia, nowy rok z pytaniem „Co dalej?”. I odpowiedź z Wiednia: „Podejmiemy się leczenia, przyjeżdżajcie”.Czasu nie ma, leczenie trzeba zacząć natychmiast, a do zebrania ogromna kwota, ponad 140 tys. euro. Nieosiągalna. Potem niezwykła mobilizacja naszych przyjaciół, którzy niedosypiając, zorganizowali wielką akcję zbierania funduszy na leczenie Lenusi w AKH w Wiedniu, w Austrii. Magda Palczarska, mama Tymka, który wygrywa z siatkówczakiem dzięki leczeniu w USA, założyła Grupę Szturmową Lenki. Kilkunastu zapaleńców podzieliło się zadaniami i „tsunami dobroci”, jak to nazywam, popędziło w Polskę i poza jej granice.

W dosłownie kilka dni udało się zebrać kwotę na leczenie. Pomogły dziesiątki tysięcy osób. Niesamowite.

Ruszyła zbiórka na portalu siepomaga.pl. Wiadomo, jak trudno prosić o pieniądze w okresie poświątecznym, przed feriami… Bardzo się bałam, że zabraknie czasu. Mieliśmy dwa tygodnie na zgromadzenie ponad 600 tys. zł. A z tyłu głowy świadomość tykającej bomby, bo podczas operacji nie udało się usunąć całego przerzutu i komórki nowotworowe wciąż się namnażały. W pomoc włączyła się macierzysta szkoła Lenki, czyli Szkoła Podstawowa nr 4, ponownie zespół Myslovitz, a potem lawinowo kolejne mysłowickie i nie tylko instytucje, firmy, osoby prywatne. I zielony jak nadzieja pasek postępu zbiórki zaczął nabierać przyspieszenia. Doświadczyliśmy fenomenu „pospolitego ruszenia”, tak charakterystycznego dla Polaków. Mamy bardzo czułe i otwarte serca, które potrafią się zerwać ku pomocy.Płakałam, gdy patrzyłam na rosnącą kwotę. Płakałam, kiedy dostawałam wiadomości od znanych i nieznanych osób: „Mamy 35%!”, „Mamy 60%!”, „Brakuje jeszcze tylko 10%!”. I udało się! Ludzie sprawili dla nas cud.

Dzięki temu cudowi pojechałyście na leczenie do Wiednia.

Po przyjeździe do Wiednia od razu przystąpiono do badań, po kilku dniach założono Lenie cewnik do głowy, po paru następnych można było zacząć wlewy leków bezpośrednio do mózgu. Na bieżąco sprawdzany jest wzrok, słuch, narządy wewnętrzne, poziom hormonów. Zaplanowane są też kontrolne rezonanse głowy i kręgosłupa co trzy miesiące. Ostatnio dowiedziałam się również, że Lenka jest zakwalifikowana do reradiacji, co oznacza ponowne naświetlania. Lekarze mówią, że kluczowe jest pierwsze pół roku, bo w tym czasie widać, czy i jak organizm i nowotwór reagują na leczenie.

Jak teraz czuje się Lenka?

Zazwyczaj dobrze. Zazwyczaj, bo obserwuję, że czasem pojawiają się pierwsze efekty uboczne przyjmowania leków. Zdarza się, że pobolewa ją głowa, brzuch, rana ze szwami po operacji wstawienia do głowy cewnika Ommaya, zaś szwy muszą być pozostawione na miesiąc, nie na standardowe 7-10 dni, ponieważ jeden z leków antynowotworowych ma też działanie utrudniające gojenie się ran.

Wyniki badań są dobre?

Pozwalają na planowe przyjmowanie leków i kontynuowanie terapii zgodnie z zaleceniami lekarzy. Umożliwiają również prowadzenie leczenia w systemie ambulatoryjnym, co oznacza, że nie trzeba być przyjętym na oddział i przebywać na stałe w szpitalu, wystarczy dochodzić codziennie lub w zależności od potrzeb na oddział dzienny. W związku z operacją implantacji cewnika Lenka przebywała w szpitalu przez osiem dni, do ubiegłego piątku. Podczas tego pobytu bardzo szybko „dochodziła do siebie”, miała zapewnioną doskonałą opiekę pod każdym względem, a ja dziękowałam w głębi serca każdego dnia, że córeczka może się tu leczyć. Kameralne, dwuosobowe pokoje z komfortową łazienką, wyposażone we wszelką aparaturę, wygodne łóżka dla rodziców przebywających w szpitalu z dzieckiem, zoptymalizowana, urozmaicona i bardzo bogata dieta, dbałość w każdym szczególe, spokój i szacunek, z jakim odnosi się personel medyczny i pomocniczy do pacjentów oraz ich rodzin: to wszystko sprzyja szybkiej rekonwalescencji. Na oddziale jest psycholog, która przychodzi do dzieci ze specjalną lalką Aną. Ana ma pozakładane wszystkie medyczne akcesoria, więc mali pacjenci mogą pooglądać i przetestować np. własnoręczne zakłuwanie portu naczyniowego. To oswaja z zabiegami i minimalizuje stres. W tym miejscu, korzystając z okazji, chcielibyśmy przekazać naszą wdzięczność wszystkim bez wyjątku osobom, które w jakikolwiek sposób pomogły Lenusi znaleźć się tu, gdzie jest i dostać szansę na życie, które tak bardzo kocha.





Komentarze