Ponad 70-letnia lokomotywa zajechała na mysłowicki dworzec

W 170. rocznicę uruchomienia Kolei Krakowsko-Górnośląskiej przebiegającej przez Trzebinię zabytkowy pociąg retro zabrał chętnych w podróż w czasie i przestrzeni. W niedzielę 19 listopada 72-letni parowóz Ty42-24 na naszym dworcu mogli też podziwiać mysłowiczanie. Rozmawiamy z Krzysztofem Brandysem, prezesem stowarzyszenia Stacja Chrzanów, które zorganizowało to wyjątkowe wydarzenie.

Bogumił Stoksik: Dlaczego właśnie taki przejazd?

Krzysztof Brandys, prezes stowarzyszenia Stacja Chrzanów: Nasze stowarzyszenie jest zarejestrowane niecały rok. Naszym celem jest popularyzowanie szeroko rozumianego kolejnictwa, w tym m.in. Pierwszej Fabryki Lokomotyw w Polsce „Fablok”, która działała w Chrzanowie. Wyprodukowała mnóstwo wspaniałych maszyn, nie tylko zabytkowych, ale też tych, które ciągle są w eksploatacji. Naszym zdaniem wydarzenia o charakterze kolejowym i pociągi retro to świetny pomysł na turystykę weekendową. Chcemy nawiązywać do tradycji. To tutaj mamy pierwszą w Galicji linię kolejową. Starsza w Polsce jest tylko trasa z Wrocławia do Oławy, która powstała w 1842 r.

To pierwsza tego typu inicjatywa?

W zeszłym roku chcieliśmy uruchomić przejazd retro z okazji jubileuszu Kolei Północnej Cesarza Ferdynanda, ale się nie udało. Kilka miesięcy po zarejestrowaniu naszego stowarzyszenia, w kwietniu tego roku, zorganizowaliśmy Dzień Techniki Kolejowej w Trzebini, który przyciągnął około 4 tys. osób ciekawych tematyki kolejnictwa. Zainteresowanie tą dziedziną jest bardzo duże, więc uznaliśmy, że trzeba kuć żelazo póki gorące. Rezultatem tego stał się właśnie przejazd pociągiem retro z parowozem z naszej fabryki, z okazji 170 lat Kolei Krakowsko-Górnośląskiej, która połączyła Kraków z Trzebinią i Szczakową, a dalej z Mysłowicami i Maczkami. Wszyscy wiedzieliśmy, że przejazd będzie się cieszył sukcesem. Nie przewidzieliśmy jednak, że zainteresowanie będzie aż tak duże. Wszystkie bilety sprzedaliśmy w 90 minut.

Organizacja takiego wydarzenia to trudne przedsięwzięcie?

Nawiązaliśmy współpracę z Towarzystwem Ochrony Zabytków Kolejnictwa i Organizacji Skansenów w Pyskowicach, które dysponuje parowozem wyprodukowanym w naszej chrzanowskiej fabryce. Posiada również trzy wagony z lat 70., które też są dość unikatowe, gdyż w całej Polsce zachowało się ich może pięć, z czego tylko trzy są czynnymi, jeżdżącymi eksponatami. Plusem była też stosunkowo nieduża odległość między nami a miejscem stacjonowania składu, bo tylko 70 km. Nawiązanie współpracy z chłopakami z pyskowickiej organizacji i wynajem od nich zabytkowego składu okazały się być o wiele tańsze, niż wynajęcie taboru ze skansenu w Chabówce, co też rozważaliśmy. Pojawił się jednak problem z odpowiednią licencją przewozową. Taką licencje posiadają np. Koleje Śląskie czy Przewozy Regionalne. Dyrektor małopolskiego oddziału PR wziął nasz przejazd pod swoje skrzydła i tym samym Przewozy Regionalne stały się naszym partnerem strategicznym i figurowały jako przewoźnik. Trzeba było też zapewnić transport składu z miejsca, gdzie stacjonuje, do miejsca, gdzie startowaliśmy. Tutaj pomogły z kolei PKP Cargo. Nie obciążono nas żadnymi kosztami. Została jedna kwestia, czyli zakup węgla. Niestety, były to duże pieniądze, bo potrzebowaliśmy 13 ton, na które musieliśmy przeznaczyć ok. 12 tys. zł. Same bilety, przy zachowaniu atrakcyjnej ceny, nie były w stanie pokryć kosztów. Tutaj pomogły Gmina Trzebinia i Gmina Chrzanów. I dzięki temu wszystko się udało.

Jaką maszynę mogliśmy podziwiać na mysłowickim dworcu?

To parowóz Ty42-24 wyprodukowany przez chrzanowski „Fablok” w 1945 r., już po wyzwoleniu, ale jeszcze z części niemieckich. Jest to typ lokomotywy wojennej (niem. Kriegslokomotive), czyli konstrukcja prosta, tania w produkcji, ale wytrzymała. Jak pokazały późniejsze dekady, bardzo dobra, gdyż te parowozy służyły PKP do lat 90. i jak widać, jeżdżą dalej. Maszynistą parowozu był prezes zarządu pyskowickiego TOZKiOS Zbigniew Jakubina. W tej organizacji, która swoimi siłami doprowadziła parowóz do stanu czynnego, jest kilka osób, które mają uprawnienia do prowadzenia lokomotyw parowych, ale w skali całej Polski nie ma ich wielu. Jest za to coraz większe zainteresowanie ze strony młodszych maszynistów, aby takie uprawnienia uzyskać. Niewątpliwie prowadzenie takiej maszyny to całkiem inne przeżycie niż prowadzenie tzw. diesela czy elektryka. Parowóz to maszyna z duszą i każdy kolejarz to powie.

Będą kolejne przejazdy retro?

Oczywiście, jako stowarzyszenie jesteśmy jak najbardziej chętni. Chcemy uatrakcyjnić ofertę turystyczną w naszym regionie, a z takich okazji, jak pociągi retro, korzystają przecież wszyscy, od małych przedsiębiorców, restauracji, sklepów, po hotele, bo nie wykluczam, że ktoś z tego powodu mógłby tu zechcieć nocować. Poza tym promujemy przecież nasz region. To, czy nam się uda powtórzyć taki przejazd, zależy od dobrej woli samorządów. Sądzę, że głupcem byłby ten, kto po niedzielnym przejeździe nie dostrzegłby potencjału leżącego w tego typu atrakcjach.

Jako pasjonaci kolejnictwa spełniliście też jedno ze swoich marzeń.

Jako nastolatkowie mówiliśmy, jak bardzo chcielibyśmy, żeby taka atrakcja została zorganizowana u nas. Marzyliśmy o tym. Teraz mogę powiedzieć, że marzenia się nie spełniają, tylko marzenia się spełnia i my właśnie je spełniliśmy.

Za zdjęcia dziękujemy naszemu czytelnikowi, panu Tadeuszowi Brodalce, oraz zaprzyjaźnionemu fotografowi Dawidowi Domańskiemu





Komentarze