Na sklep z dopalaczami nie ma mocnych

fot. Aramedia
Podczas nagrania programu dla TVP Infofot. Aramedia

12 września w naszym mieście pojawili się dziennikarze TVP Info, aby porozmawiać z reprezentantami władz miasta, radnymi, a także zaniepokojonymi mieszkańcami. Program dotyczył podejrzanego sklepu, w którym sprzedawane są dopalacze, a który istnieje już od roku.

Władze miasta są bezsilne, handlarze sprytnie omijają przepisy prawne, nie bojąc się policji i sanepidu. Mieszkańcy obawiają się o zdrowie swoich dzieci, nie czują się komfortowo w otoczeniu sprzedawców niebezpiecznych specyfików, osób zaopatrujących się w nie, a także dostawców z całego województwa śląskiego, którzy samochodami przywożą towar do sklepu.

Kamienica, w której mieści się feralny lokal, należy do prywatnego właściciela, który wynajmuje go, traktując to jako zwykły biznes. Władze miasta zaznaczają, że mogą tylko nękać i obserwować. Policja również niewiele może zaradzić. – My, jako służby mundurowe, możemy robić tylko to, co w naszym zakresie, zgodnie z przepisami prawa. Więcej nie możemy zdziałać – wyjaśnia podinsp. Piotr Ślęzak z mysłowickiej policji. – Ja liczę, że już niedługo ten lokal zostanie zamknięty. W tym momencie finalizują się pewne działania podjęte wspólnie z policją, sanepidem, strażą miejską i miastem. Każdy robi to, na co pozwala mu prawo – zdradza wiceprezydent Grzegorz Brzoska. – Monitoring jest praktycznie stały. To są dni, planowane, kiedy stałe, 24-godzinne patrole będą nękać, odstraszać, oddzielać sklep od klientów – dodaje. Władze mają również w planach wystąpienie do sądu wobec współwłaścicieli kamienicy, którzy są poniekąd odpowiedzialni za to, komu wynajmują swoje lokale.

Mieszkańcy próbują na własną rękę pozbyć się punktu handlującego dopalaczami. Niektórzy zgłaszają sygnały do właścicieli domów, że planują wyprowadzki. Niestety wciąż obawiają się, że nawet jeśli sklep zniknie z jednego miejsca, to być może pojawi się na innej ulicy Mysłowic.

Na zakończenie warto zaznaczyć, że w walce z dopalaczami najważniejsze jest uświadamianie i edukowanie dzieci, aby wiedziały, jakie zagrożenia czyhają na nie za rogiem i aby same mogły zdecydować, co jest dla nich dobre. Radni również apelowali do rodziców – W domu musimy rozmawiać z młodzieżą, przedstawiać, jakie zło dopalacze niosą ze sobą. To jest pierwsza linia obrony, druga to edukacja w szkołach – mówił Mariusz Wielkopolan.





Komentarze