Himalaje. Motocyklowe marzenie spełnione

13 dni, ponad 2 000 km na motocyklach, widoki zapierające dech w piersiach i bardzo przyjaźni mieszkańcy – tak opisują nam swoją wyprawę Michał i Beata Kubikowie, mysłowiczanie, którzy wraz z grupą 14 osób na przełomie sierpnia i września wybrali się motocyklami przez dach świata, pięć najwyżej położonych, przejezdnych przełęczy górskich w Himalajach. 

Bogumił Stoksik: Wszystko odbyło się zgodnie z planem?

Michał Kubik: Rozpoczęliśmy już z kłopotami. Nasz lot do Delhi przez Zurich nie odbył się i finalnie przez Doha dotarliśmy na miejsce z ponad 30-godzinnym opóźnieniem. Czas przeznaczony na spokojną aklimatyzację na miejscu przepadł bezpowrotnie. Z powodu wysokości niektórzy z nas mieli kłopoty z oddychaniem, zawroty i bóle głowy. Temperatury 20-30°C w ciągu dnia spadały w nocy w okolice zera. O ile w hotelach nie miało to większego znaczenia, dwukrotne nocowanie w stacjonarnych obozach bez odpowiedniego zabezpieczenia termicznego byłoby niemożliwe. Poza tym Ladakh jest regionem przygranicznym pomiędzy Chinami i Pakistanem, z tego powodu stacjonuje w nim ogromna ilość wojska i patroli (check pointy). Samodzielne podróżowanie tam bez przewodnika wymaga dopełnienia wielu biurokratycznych formalności. Telefony komórkowe nie uzyskują dostępu do sieci w roamingu, a hotelowy internet działał sporadycznie i bardzo słabo.

Jak przebiegała trasa?

Po odbiorze motocykli i krótkiej odprawie pierwszego dnia przejechaliśmy krótki odcinek (ok. 100 km), żeby zapoznać się z warunkami panującymi na drogach i oswoić się z motocyklami oraz ruchem ulicznym, a jest to szok dla Europejczyków. Kolejnego dnia czekało nas pierwsze wyzwanie, trasa Leh-Hunder, a po drodze najwyżej położona, przejezdna przełęcz w Himalajach – Khardung La (5 359 m n.p.m.). Dociekliwi doczytają, że najwyższa jest SemoLa, ale ona leży w Chinach i tak łatwo dostać się do niej nie można. Na zakończenie dnia Nubra Valley i przejazd wzdłuż najwyżej położonej pustyni Hundar Sand Dunes. Ciekawymi miejscami na trasie były też jeziora: Pangong Tse na granicy z Chinami, z lustrem wody na wysokości 4 350 m n.p.m., i Tsomorini z lustrem wody wynoszącym 4 595 m n.p.m oraz Tso Kar oraz przełęcze: Chang La (5 360 m n.p.m.), Taglang La (5 328 m n.p.m.) i Fotula Top (4 108 m n.p.m). Byliśmy też w miastach Leh, Kargil oraz Padum.

Zdarzały się trudne odcinki?

Najtrudniejszą była dla nas trasa Kargil-Padum w krainie Zanskar. Mieliśmy do przejechania 245 km, z czego ponad 180 km po bardzo trudnych, nieutwardzonych drogach. Ten dzień dał się nam i naszym motocyklom mocno we znaki. Powrót postanowiliśmy podzielić na dwa etapy z noclegiem.

Które z miejsc najbardziej utkwiło ci w pamięci?

Według mnie najpiękniejszy odcinek himalajskiej podróży to kanion rzeki Indus. Odcinek Kargil-Saspul wiodący przez Batalik to tzw. Indus Valley Road. Nasze marzenie zostało spełnione – Himalaje są warte zobaczenia nie tylko z perspektywy motocykla. Widoki zapierające dech w piersiach i bardzo przyjaźni mieszkańcy. Każdy odkryje tam coś pięknego, co pozostanie w pamięci na długo.





Komentarze