Dla syna przeszedł całą Polskę

fot. DDTVN

Piotr Wróbel przeszedł 515 km z Katowic do Gdańska, żeby rozpropagować ideę przekazania 1% podatku dla swojego syna Iana, u którego zdiagnozowano autyzm.

Bogumił Stoksik: Nieskomplikowany pomysł, ale chwycił.

Piotr Wróbel: Odzew zaskoczył mnie samego. Chyba właśnie dzięki prostemu pomysłowi. Słyszałem podczas trasy o śmiałkach, którzy np. wzięli sobie za cel przejście Polski w linii prostej. Kiedy pojawiała się przeszkoda, musieli ją jakoś pokonać. Albo historię człowieka, który w latach 70., idąc z Gdyni do Częstochowy, robił cztery kroki i kładł się krzyżem. Ja chciałem tylko przebić się z tematem 1% i chyba prostota tej historii złapała. Choć nie wiemy jeszcze, jaki jest efekt dotyczący przekazania 1%, to już odezwali się do nas ludzie z całego świata, informując o skutecznych terapiach, podając kontakty do lekarzy, którzy mogą pomóc. To naprawdę budujące.

Jak to się wszystko zaczęło?

Przypadkiem. Po gorszym dniu w pracy przeszedłem kilka kilometrów. Przypomniał mi się film „Forrest Gump”, w którym główny bohater spontanicznie wybiegł z domu, żeby biec przez Amerykę. Moja pierwsza próba też była spontaniczna, ale nieudana, bo wylądowałem w szpitalu. Może to był znak, że nie byłem wystarczająco przygotowany. Przy drugim podejściu przygotowałem się trochę lepiej. Od firmy Adidas dostałem najważniejsze, czyli wygodne buty. Co prawda wieczorami marzyłem tylko o tym, żeby je ściągnąć, ale bardzo dobrze się spisały.

Wspierało cię mnóstwo ludzi.

Pojawiali się w trakcie wyprawy. Długo by wymieniać instytucje, które udzielały mi noclegu i karmiły. Nocowałem w przeróżnych miejscach: od stajni z niewielkim piecykiem czy kościoła, po czterogwiazdkowy hotel. Im głośniej było o moim pomyśle, tym łatwiej było o wsparcie.

Były kryzysy?

Oczywiście, i to straszne. Święta spędziłem sam, z dala od rodziny. To był trudny moment. Pierwszy dzień był krytyczny. Noclegu odmówił mi nawet ksiądz. Po 12 kolejnych kilometrach znalazłem hotel i zapłaciłem za nocleg, ale ostatniego dnia spałem np. w kościele. W ogóle mimo kryzysów cała akcja miała bardzo pozytywny wymiar. Moją trasę śledziło m.in. RMF FM. Po serwisach informacyjnych kierowcy trąbili i pozdrawiali. Czasami ktoś zatrzymywał się i chciał mnie podrzucić, bo np. padał deszcz. Oczywiście nie było o tym mowy.

Pojawiłeś się w wielu ogólnopolskich mediach.

Traktowałem to jak pracę, szedłem głosić ideę przekazania 1% podatku dla mojego syna Iana. Na trasie spotykałem się z mediami, udzielałem wywiadów. Na co dzień jestem filmowcem, stoję więc po tej drugiej stronie, a tu nagle ja pod ostrzałem kamer. Ale szybko przyzwyczaiłem się do tego, że ktoś mnie filmuje, fotografuje.

Wsparcie instytucji państwowych nie wystarcza, że potrzebowałeś takiej akcji?

Wsparcie jest, ale chcemy zrobić więcej. Teraz jest kluczowy moment dla naszego syna, bo człowiek uczy się najwięcej, kiedy jest mały. Mam też nadzieję, że zwróciłem uwagę niektórych osób na problem autyzmu, bo na Śląsku świadomość i pomoc w tym zakresie jest niezła. W małych miejscowościach, które mijałem, często nie ma akcji informacyjnej, a rodzice nawet nie wiedzą, że ich dziecko ma autyzm, albo jeśli mają taką wiedzę, to nie mają pojęcia, co z tym zrobić. Ja teraz już wiem, że dobrą drogą jest kontakt do osób, którym pomogły określone terapie, wymiana informacji.

Swoją wędrówkę dla Iana odbyłeś pod hasłem „Zostań moim superhero”. Czujesz się bohaterem?

Patrząc na to teraz, to nie jest wielki wyczyn i chyba każdy jest w stanie to zrobić. Wcześniej założyłem sobie, że ostatnie metry chciałbym przebiec i udało mi się. Gdybym miał iść jeszcze kilka dni, to pewnie nie byłoby problemu, bo organizm się przyzwyczaił. Może schudłem 12 kg, ale nawet czuję się dzięki temu dużo lepiej fizycznie. A ten bohater, to w wielkim cudzysłowie, bo to nie jest jakieś wielkie bohaterstwo, przejść 515 km. Na pewno dużo większym jest walczyć o dziecko na co dzień.

Jeśli chcecie pomóc, wpłaćcie darowiznę na konto 88 1240 2539 1111 0010 2766 0745 z dopiskiem #2029 Ian Wróbel.





Komentarze