Motocykle, rock’n’roll i pociągi za oknem

Kultowy bar w dawnej wieży ciśnień przy ul. Oświęcimskiej przestał istnieć już w 2004 r. W minionym miesiącu PKP zburzyły ostatni ślad po tym miejscu, budynek, w którym mieścił się Mc Broda. Z Ryśkiem „Brodą” Kamrackim, założycielem baru, rozmawiamy o tamtych czasach.

Bogumił Stoksik: Jak to się wszystko zaczęło?

Rysiek „Broda” Kamracki: Znajomy w Sosnowcu otworzył budkę z hamburgerami. Nosił brodę, więc nazwał ją Mc Broda. Kiedy likwidował lokal, to odkupując od niego mikrofalówkę do mojej powstającej właśnie knajpy, kupiłem też nazwę, za piwo. Jeśli chodzi o sam lokal, to początkowo miał to być klub motocyklowy. W budynku obok, w którym najpierw miał się mieścić Mc Broda, elektrycy z PKP mieli swój warsztat, więc zaproponowali mi wieżę ciśnień obok. Spodobało mi się, bo okrąglak to coś innego, no i fajna akustyka. Jako dziecko bawiłem się zresztą w tej wieży. Babcia mojego kolegi z klasy trzymała w niej wtedy węgiel i kartofle. Dwa lata zajęło mi doprowadzenie budynku do stanu, w którym można było prowadzić knajpę. Skoro miał być klub motocyklowy, to postawiłem na taki wystrój. Lampy czy zegar z motocyklowych kół, tłoki, motocykle na ścianach, kask z rogami, modele harleyów. Sami klienci przynosili rzeczy do wystroju.

Skąd u ciebie te motocykle?

Zawsze siedziały mi w głowie, choć teraz ze względu na zdrowie chwilowo nie jeżdżę. W 2007 r. w Muzeum Miasta Mysłowice zrobiłem wystawę na temat polskiego żużlu, który, mało kto wie, wywodzi się z naszego miasta. Poznałem córkę pomysłodawcy powstania toru żużlowego, panią Walerię Maciejewską, której ojciec wraz z przyjaciółmi założył w Mysłowicach pierwszy klub moto­cyklowy Motorradklub Myslovitz. Wyszli z inicjatywą stadionu na Słupnej, stąd zresztą nazwa ul. Stadionowej. Budowę stadionu zakończono we wrześniu 1930 r., a 12 października 1930 r. odbyły się pierwsze zawody żużlowe z udziałem załóg zagranicznych i ta data jest uznawana za początek żużlu w naszym kraju.

Bar Mc Broda szybko stał się ważnym muzycznym miejscem w Mysłowicach.

Od początku to miała być knajpa z dobrą rockową muzyką. Miałem gramofon i mnóstwo winyli. Popularność zaczęła się od pierwszego koncertu miesiąc po otwarciu. Rockowy koncert w knajpie to wtedy było coś. Przychodziło mnóstwo ludzi, bo czuli się tu swobodnie. Nieważne czy mieli 20 lat, byli ubrani na czarno, z długimi włosami, czy byli motocyklistami, czy emerytowanymi górnikami. Jakoś się wszyscy dogadywaliśmy. Przychodzili też muzycy z lubianych zespołów. Zaglądali chłopaki z Negatywu czy Myslovitz. To też przyciągało klientelę.

Zespół Negatyw nagrał dla ciebie piosenkę „Czwarta rano (Mc Broda)”.

Negatyw w ogóle dużo dla nas zrobił, dali nam zdjęcia, gitary do wystroju, ale to była świetna nie­spodzianka. Kiedy nagrywali pierwszą płytę w Warszawie, ktoś od nich podrzucił mi singiel do lokalu. Dopiero kiedy spojrzałem na rozpiskę utworów, zobaczyłem tytuł. Taki świetny prezent na urodziny.

W Mc Brodzie grało dużo zespołów. Jakieś koncerty zapamiętałeś szczególnie?

Mnóstwo było tych koncertów. Pamiętam świetny występ No-Mads, w którym Sylwia, niepozorna wokalistka, zaśpiewała growlingiem tak, że wszyscy się zbiegli. Sosnowiecki K2 zagrał w kombinezonach i maskach przeciwgazowych. Ostatni koncert Siódmej Bramy w Drzwiach, na który ściągnęło ponad 300 osób. Iscariota z Sosnowca, Isolated z Tychów. Na koncerty przyjeżdżali ludzie z całego Śląska. Grały zespoły z różnych stron Polski, np. Oranżada z Warszawy. Mógłbym tak wymieniać długo. Pamiętam też sytuację po festiwalu chórów w Miejskim Centrum Kultury. Członkowie jednego z chórów przyszli do Brody. Siedziało tu już też paru gości, którzy strasznie przeklinali. Tym z chóru najwyraźniej bardzo to przeszkadzało i w dosyć nietypowy sposób zareagowali. Wstali i zaczęli śpiewać „Bogurodzicę”, aż cała wieża zaczęła drżeć. Tamci się uciszyli, a my mieliśmy taki spontaniczny koncert.

Zostało ci coś po Mc Brodzie?

Cały czas mam kontakt z ludźmi, którzy tam przychodzili. Mam z tego dużą satysfakcję, że to wszystko tak się fajnie kręciło. Teraz lokali z muzyką rockową jest dużo, ale właścicielom często bardziej zależy na zarobku niż klimacie. Wystarczy spojrzeć na ilość znajomych na facebookowym profilu Mc Brody, który przecież powstał długo po jej zamknięciu (po 10 latach dzierżawy umowa nie została przedłużona). Wtedy ludzie mieli do wyboru speluny albo jakieś wysublimowane lokale. A ja chciałem zrobić coś na każdą kieszeń i udało się stworzyć miejsce, które niektórzy uważają do dziś za kultowe.





Komentarze