Rowerem przez 998 strażnic

fot. arch. G. Wilka
fot. arch. G. Wilka

Grzegorz Wilk, strażak z mysłowickiego Janowa, w dwa lata odwiedził na rowerze 998 jednostek straży pożarnej.

Bogumił Stoksik: Skąd taki pomysł?

Grzegorz Wilk: Od zawsze miałem w sobie żyłkę sportowca, odkrywcy, historyka czy fotografa i oczywiście strażaka. Połączyłem swoje pasje w jedną całość i wyszedł numer alarmowy 998.

Odwiedziłeś 998 jednostek straży pożarnej w dwa lata. To przynajmniej jedna na dzień.

Zaczynałem od Górnego Śląska, później była Małopolska, województwo opolskie, świętokrzyskie, Czechy i Słowacja. W tym roku przejechałem też trasę z Gdyni do Mysłowic.

I co zapadło w pamięć najbardziej?

Nasze województwo. W większości słabo je znamy. Byłem niemalże w każdej miejscowości na Górnym Śląsku i w całości mnie on zauroczył. Naprawdę nie musimy wyjeżdżać daleko, żeby zobaczyć coś pięknego. Na południu mamy wspaniałe góry i jeziora, na zachodzie województwa ciekawe zamki, pałace i lasy, jak te w Świerklańcu i Pawłowicach czy Rudach. Wschód to cała Jura Krakowsko-Częstochowska. Północ jest trochę zapomniana, ale to świetne miejsca na spływy kajakowe czy agroturystykę. Polecam wszystkim, bo warto.

Odwiedziłeś też strażaków w Czechach i Słowacji.

Czechy wyszły trochę przypadkowo. Jeżdżę na podstawie papierowych map, bez nawigacji. W pewnym momencie okazało się, że szybsza droga niż przez Polskę prowadzi przez Czechy. W każdym miasteczku spotykałem strażaków. Na Słowację już wybrałem się celowo. Ciekawiło mnie, na jakim sprzęcie pracują, jakie mają rozwiązania. Wszyscy działamy w jednym celu, więc to żadna tajemnica. Byłem bardzo fajnie przyjmowany. Zdarzało się, że dostałem obiad, wodę czy herb danej jednostki na pamiątkę.

Jak się przygotować do takiej wyprawy?

Najpierw były jednodniowe trasy, 20-30 km. Na początku pożyczyłem sprzęt, namiot, sakwy. Po jednodniowych wyprawach przyszła pora na dwudniowe, trzydniowe, aż po tygodniowe wyjazdy. Wszystko małymi krokami.

Nocowałeś pod namiotem?

Zdarzało się, że strażacy zapraszali mnie pod swój dach, ale rzeczywiście, zwykle spałem pod namiotem. Jak nie było straży, to zostawały lasy, łąki. Z ludźmi nie miałem problemów, w nocy podchodziły pod namiot dziki, sarny, daniele, lisy, kuny, ale zawsze było bezpiecznie.

Z pasjami jest tak, że trudno przestać. Jakie dalsze plany?

Moim marzeniem jest pojechać rowerem na Bałkany. Gdziekolwiek będę jechał, chcąc nie chcąc, będę odwiedzał kolejne straże.





Komentarze