Pielęgnują czy psują miejską zieleń?

fot. ARAmedia

W ostatnim numerze naszego miesięcznika publikowaliśmy list od mysłowiczanki zaniepokojonej działaniami Zakładu Oczyszczania Miasta Mysłowice w zakresie dbania o miejską zieleń. List zamieszczamy i tutaj razem z odpowiedzią rzecznik magistratu Kamili Szal i kolejnego mieszkańca, który napisał do nas już po ukazaniu się majowej „Gazety Mysłowickiej”.

Jestem mieszkanką ul. Irysów w dzielnicy Ćmok. Od wielu lat obserwuję szkodliwą działalność służb dbających o zieleń w mieście, ale w ostatnim czasie służby te dochodzą już do szczytu nie niekompetencji, ale po prostu głupoty. Pisząc tego maila, chcę nie tylko wyrazić moją dezaprobatę dla działań służb komunalnych w naszym mieście, ale również zwrócić uwagę na sprzeczność tych działań ze sztuką ogrodniczą i zasadami ekologii.

W naszej dzielnicy przerabialiśmy już wiosenne cięcie krzewów i drzew, które lada moment miały zaczynać kwitnienie: najpierw forsycji, później bzu, przerabialiśmy cięcie drzew na przysłowiowe palmy: drzew ozdobnych, tzw. rajskich jabłonek o swobodnym, krzewiastym pokroju.

Ostatnio jednak postanowiliśmy jako mieszkańcy interweniować w sprawie przerzedzenia pasa zieleni u wjazdu na ulicę. Kierowcy zjeżdżając w dół ulicy, z powodu wysokich, gęstych krzaków mieli bardzo ograniczone pole widzenia. Efektem naszej interwencji jest bezmyślne cięcie wszystkich drzew i krzewów na całej długości ulicy. Cały piękny pas zieleni odgradzający nasze osiedle od ruchliwej ul. Mikołowskiej został dosłownie zdewastowany. Panowie ze służb miejskich ścięli wszystko na wysokość 2 m – wycięli dolne gałęzie pięknych drzew: wierzb, sosen, rajskich jabłoni (które notabene nikomu nie przeszkadzały, zasłaniały za to połacie nieściętej trawy na tutejszych terenach miejskich i odgradzały nas od spalin z ulicy) i nadali im pokrój palmy! Wycięli także krzewy forsycji i dzikich róż znajdujące się pod drzewami.

Patrząc na to wszystko, mam tylko kilka pytań: kto zarządza zielenią w naszym mieście? Bo przy rozmiarach ich niekompetencji mam wrażenie, że ludzie ci nie mają skończonej żadnej szkoły ogrodniczej ani szkoły z zakresu architektury krajobrazu. Być może nie skończyli nawet podstawowych kursów, gdyż nie wiedzą, kiedy kwitną popularne odmiany krzewów, jaki pokrój powinny mieć poszczególne drzewa i nie są w stanie odróżnić ozdobnego krzewu rosnącego pod drzewem od odrostu korzeniowego tegoż drzewa. Kolejne moje pytanie odnosi się do firm czy pracowników, którzy te prace wykonują – czy mają oni pojęcie o wykonywanej pracy, a przede wszystkim, czy ktoś poinformował ich o przepisach BHP (wycinanie gałęzi wysokich drzew bez kasku i okularów ochronnych?!)? Gdzie w czasie kilkudniowych prac znajdował się nadzorca robót? Czy aż tak zmienił się klimat w Mysłowicach, że mają rosnąć tu same palmy, o wysokich, kilkumetrowych pniach i kilku gałęziach na szczycie? Czy ogrodniczą normą jest cięcie gałęzi rajskich jabłonek w samym okresie kwitnienia? Tyle mówi się w Polsce o konieczności sadzenia drzew i krzewów produkujących nektar dla tzw. zapylaczy. A co z ptakami gniazdującymi w tych drzewach i np. jesienią pożywiającymi się owocami jabłonek i róż, których w tym roku nie będzie? Kiedy w końcu w naszych Mysłowicach zatrudni się fachowców o odpowiednich kompetencjach i ekologicznym podejściu do zarzadzania zielenią? Czy zieleń jest tematem aż tak banalnym dla naszych władz, że nie zasługuje na poważne, profesjonalne podejście?

Mam nadzieję, że naświetlenie tego problemu przez redakcję powstrzyma służby „pielęgnujące” zieleń w mieście, zanim całkowicie ja zdewastują.

Imię i nazwisko do wiadomości redakcji

Co na to władze miasta?

Chciałabym jednoznacznie podkreślić, że naszym zamiarem nigdy nie była dewastacja miejskiej zieleni. Wszelkie prace, które wykonywane są przez służby komunalne, mają na celu realizację zgłaszanych nam potrzeb mieszkańców i ul. Irysów również jest tego przykładem. Zakład Oczyszczania Miasta dokonał przycinki drzew i krzewów na wyraźne postulaty mieszkańców tej ulicy, którzy podnosili kwestie bezpieczeństwa zarówno dla ruchu samochodowego, jak i pieszego. Oczywiście drzewa zostały wcześniej sprawdzone przez służby pod względem istnienia ewentualnych gniazd ptaków, co jak wiadomo koliduje z dokonywaniem przycinki i wycinki drzew. Spółka działająca na zlecenie miasta powinna wykonywać swoją pracę zgodnie z posiadaną wiedzą i sztuką ogrodniczą, niemniej jednak przy dużej ilości prac nie wykluczamy drobnych pomyłek, co ważne niemających wpływu na cały ekosystem.

Interwencja podjęta przez mieszkankę jest dla nas cenna i zwróciliśmy się do spółki o wzmocnienie fachowego nadzoru nad pracami wykonywanymi na rzecz miasta związanymi z zielenią miejską.

Kamila Szal, rzecznik Urzędu Miasta Mysłowice

Na koniec stanowisko innego mieszkańca ul. Irysów.

Jako mieszkaniec ul. Irysów jestem wstrząśnięty artykułem w „Gazecie Mysłowickiej”  nr 05/2016 (58) pt. „Zieleń miejska. Pielęgnują czy psują?”. Przypomnę, że autorka tekstu bezpardonowo krytykuje działania Zakładu Oczyszczania Miasta, który na prośbę mieszkańców ulicy dokonał przycinki drzew i krzaków. Podjęte w wyniku postulatów mieszkańców działania urzędu miasta pozwoliły poprawić stan bezpieczeństwa na drodze osiedlowej oraz na terenie przyległym. Po ścięciu wysokiej trawy, usunięciu suchych krzaków i połamanych gałęzi można było w końcu posprzątać szklane butelki i resztki potłuczonego szkła oraz inne śmieci, które od lat zalegały w zaroślach, zagrażając zwłaszcza najmłodszym mieszkańcom ulicy.

Przycięcie starych wierzb i gałęzi na wysokości parkingu pozwoliło na przywrócenie mu jego pierwotnej funkcji. Skoszenie trawy, także na terenie, który najczęściej jest utrzymywany w porządku przez samych mieszkańców, pozwoliło odciążyć w szczególności osoby starsze. Były to także działania w zakresie profilaktyki chorób odkleszczowych, przed którymi przestrzega Powiatowa Stacja Sanitarno-Epidemiologiczna.

Rozumiem, że wszystkie te działania bardzo nie spodobały się mieszkance ulicy, która swoimi oskarżeniami o brak kompetencji pracowników ZOM postanowiła podzielić się na łamach lokalnej prasy. Rozumiem, że dla czytelniczki „Gazety Mysłowickiej” ważniejszy jest kształt korony drzew czy potencjalne gniazda ptaków (rzeczywistych nie było) niż bezpieczeństwo i funkcjonalność drogi osiedlowej i terenu zielonego, na którym bawią się dzieci. No cóż… różnymi wartościami kierują się ludzie. Nie rozumiem jednak dlaczego list wojującej czytelniczki rozpoczął się od słów: „Od wielu lat obserwuję…”, a następnie zmienił formę na: „Postanowiliśmy jako mieszkańcy interweniować”.

Jako mieszkaniec jestem bardzo zadowolony z zakresu i sposobu przeprowadzonych prac porządkowych oraz czasu, w jakim zostały one wykonane. Nie zgłaszam żadnych uwag, a gdybym miał je zgłosić, to wiem gdzie napisać i na pewno nie byłaby to prasa lokalna, lecz wykonawca. Z licznych rozmów przeprowadzonych z sąsiadami wiem, że nie jestem osamotniony w mojej opinii. Wiem jednakże, że list ten kieruję do Państwa w swoim imieniu i nie wolno mi użyć stwierdzenia „w imieniu mieszkańców”, ponieważ byłoby to nadużycie.

Oprócz niesmaku, jaki pozostawił po sobie list czytelniczki, obawiam się jeszcze jednej konsekwencji. 13 maja na sąsiedniej ul. Stokrotek trwały prace remontowe związane z łataniem dziur w drodze po zimie. Niestety tym razem nie zawitano na naszą ulicę. Przypadek? Mam nadzieję, że stan nawierzchni naszej drogi także ulegnie poprawie, wszakże 13 w piątek nie zdarza się często.

Czytelniczkę natomiast bardzo proszę o rozwagę w redagowaniu swoich opinii.

Mieszkaniec, który czuł się w obowiązku odpowiedzieć na list czytelniczki





Komentarze