Na najzimniejszym szczycie świata

fot. Wikimedia Commons
Union Glacier Campfot. Wikimedia Commons

Ma 4 892 m wysokości. W arktyczne lato odczuwalna temperatura wynosi na nim chwilami ok. 50 stopni poniżej zera. W najbliższych dniach mysłowiczanin Piotr Głowacki w ramach projektu „Korona Ziemi z rozrusznikiem” spróbuje zdobyć najwyższy szczyt Antarktydy, Masyw Vinsona.

Gdy po tej stronie globu szykują się zdaniem meteorologów najcieplejsze święta od lat, na półkuli południowej, korzystając z krótkiego antarktycznego lata, Piotr Głowacki przygotowuje się do zdobycia Masywu Vinsona – najwyższego szczytu Antarktydy.

Głowacki jest z rodu „tych” Głowackich „od Prusa”, na co dzień inżynier, z zamiłowania alpinista. Dotychczas zdobył już Kilimandżaro w Afryce, Elbrus w Azji, wspiął się na McKinley (Denali) w Ameryce Północnej i Mont Blanc w Europie. Próbował też, jak na razie nieskutecznie, wejść na Aconcaguę w Ameryce Południowej. Od 20 lat żyje z rozrusznikiem serca i zdobywając najwyższe szczyty świata pokazuje, że nie przeszkadza mu to, aby być aktywnym.

Piąty szczyt na liście mysłowiczanina jest uważany za elitarną górę. Odkryto go i zdobyto najpóźniej ze wszystkich szczytów Korony Ziemi nie bez powodu. Samo dostanie się na Antarktydę jest trudne i kosztowne, a sezon, w którym taka wyprawa jest możliwa, bardzo krótki. – Właśnie z uwagi na logistykę i trudności w organizacji podróży do podnóża celu na Antarktydzie wybrałem opcję wyprawy z agencją, która bierze na siebie cały trudny temat transportu – mówi Piotr Głowacki. W zdobyciu Masywu Vinsona będą towarzyszyć mu inni wspinacze oraz doświadczeni szerpowie.

– Przygotowania do zdobycia tego szczytu były podobne jak do wejścia na Denali na Alasce, bo trudności i warunki są bardzo podobne. Oczywiście psychicznie trzeba się było nastawić na niższe temperatury, ale po tamtej wyprawie łatwiej było mi stworzyć plan treningowy – tłumaczy Głowacki. Kondycyjnie przygotowywał się do tej wyprawy od roku. Ćwiczył na siłowni i maszerował w terenie z sukcesywnym zwiększaniem obciążenia cztery, a czasem pięć razy w tygodniu. Przybrał też na wadze, żeby lepiej znosić arktyczne zimno.

Z najbardziej wysuniętego na południe krańca Chile Piotr Głowacki wraz z międzynarodową grupą wspinaczy przeleciał samolotem transportowym Ilyushin na lodowiec-lądowisko Union Glacier. Stamtąd jest już tylko 45 minut lotu samolotem do obozu bazowego pod szczytem Vinsona. Trzeba jednak trafić w tzw. okno pogodowe, czyli bezpieczne warunki do lotu.

– Życzę wszystkim superrodzinnych świąt i szalonej zabawy sylwestrowej! Dziękuję tym, którzy pomogli mi dotychczas w realizacji projektu „Korona Ziemi z rozrusznikiem”. Proszę też o trzymanie kciuków za powodzenie mojej wyprawy i bezpieczny powrót do domu pod koniec stycznia –  mówi Głowacki.





Komentarze