Nie ma sposobu na wandali?

fot. Monika Gaworowska
fot. Monika Gaworowska

Niszczony i zaśmiecany, traktowany jako droga na skróty lub miejsce alkoholowych libacji. Problem cmentarza ewangelickiego pozostaje nierozwiązany od lat.

Jako miejsca spoczynku naszych bliskich są zazwyczaj traktowane z szacunkiem. Są jednak niechlubne wyjątki od tej reguły. Jednym z nich jest cmentarz ewangelicki mieszczący się przy ul. Oświęcimskiej. 140-letnim cmentarzem opiekuje się przede wszystkim Parafia Ewangelicko-Augsburska w Mysłowicach. Skala zniszczeń i zaśmiecania tego terenu przekracza jej możliwości.

– Policja i straż miejska zobowiązały się, że będą kontrolować okolice cmentarza, ale kontrole nie dały dotychczas rezultatów. Odwiedzający groby bliskich umawiają się często, że będą przychodzić parami na cmentarz, bo nie czują się tam bezpiecznie. Sam byłem świadkiem sytuacji, w której ktoś rzucał butelkami w stronę osób odwiedzających groby bliskich – komentuje sytuację ks. Adam Malina, proboszcz parafii ewangelicko-augsburskiej.

Jest wiele przykładów zniszczeń i kradzieży na terenie cmentarza. Nieduży budynek, który kiedyś był wykorzystywany jako kaplica, został przed paru laty podpalony. Myślano wtedy o jego odbudowie, ale ciągłe dewastacje postawiły te plany pod znakiem zapytania. Ostatecznie władze parafii zadecydowały, że budynek zostanie rozebrany.

Sam obiekt ok. 10 lat temu został pozbawiony prądu, bo wielokrotnie zdarzały się tam kradzieże kabli energetycznych. Dziś podobny problem jest z doprowadzeniem wody na ten teren. Rok temu została uszkodzona studzienka wodociągowa, a licznik wyrwany. W tym roku było podobnie.

Cmentarz traktowany jest też jako miejsce libacji. Cyklicznie organizowane są akcje jego sprzątania przez ochotników. Każdorazowo przy takim sprzątaniu znajdowane jest tam kilkaset butelek po alkoholu. Cmentarz stał się też miejscem, przez które przechodzi sporo osób, chcąc sobie skrócić drogę z ul. Oświęcimskiej na drugą stronę miasta, za torami. Kilkakrotnie naprawiane na zlecenie parafii ogrodzenie jest ciągle niszczone i na chwilę obecną opiekujący się cmentarzem zaniechali dalszych napraw.

– Niestety, jeśli będzie możliwość przejścia przez tory, to znajdą się amatorzy skracania sobie drogi w ten sposób. Myślę, że dopiero modernizacja linii kolejowej Katowice-Kraków może cokolwiek tu zmienić – mówi ks. Malina. – Razem z hurtowniami znajdującymi się za płotem cmentarnym myślimy o sposobach ochrony przed dewastacjami. Może miejski monitoring rozwiązałby przynajmniej częściowo problem – dodaje.





Komentarze