Kto stoi za pożarami przy Oświęcimskiej?

fot. Monika Gaworowska
fot. Monika Gaworowska

Od 2011 r. lokatorzy naliczyli dziewięć, a od początku tego roku już cztery pożary będące prawdopodobnie skutkiem podpalenia. Obyło się bez ofiar, ale mieszkańcy obawiają się kolejnych pożarów.

Seria pożarów przy ul. Oświęcimskiej rozpoczęła się 11 kwietnia ok. godz. 20. Paliło się mieszkanie w kamienicy przy Oświęcimskiej 9. Kilka rodzin musiało zostać ewakuowanych. Według strażaków w tym przypadku najprawdopodobniej doszło do zaprószenia ognia przez lokatora. Dzień później o tej samej porze straż dostała zgłoszenie o pożarze w pustostanie mieszczącym się na poddaszu budynku przy Oświęcimskiej 24, kilkaset metrów od kamienicy gaszonej dzień wcześniej. Jak wynika z relacji sąsiadów, ogień zaprószyli tam dzicy lokatorzy. Chwilę później kolejny pożar wybuchł znów przy Oświęcimskiej 9. To ostatnie pożary, ale mieszkańcy naliczyli przeszło dziewięć tego typu zdarzeń w ciągu ostatnich kilku lat.

Miejski Zarząd Gospodarki Komunalnej zobowiązał się do zabezpieczenia pustych mieszkań, ale jak się dowiedzieliśmy, do teoretycznie zabezpieczonych pustostanów po pożarach bez problemu mogły dostać się osoby postronne. – Mieszkania, w których wybuchły pożary, zabezpieczyliśmy niezwłocznie po zdarzeniach. Media miały do nich dostęp jedynie w dniu ich oględzin przez biegłego, który bada sprawę. W tym samym czasie nasze służby sprawdzały instalacje i porządkowały pogorzeliska – odpiera zarzuty Agnieszka Gajowczyk z MZGK. – Przekonuje się nas, że tu jest już bezpiecznie, ale nie wierzymy i na zmianę z sąsiadem pilnujemy. Naszym zdaniem administracja nie poczyniła wystarczających kroków, żeby zapewnić nam bezpieczeństwo. Niech ci lokatorzy robią, co chcą, ale chodzi mi o to, żeby nasze dzieci były bezpieczne. To jest życie na bombie. Nie wiemy, kiedy znowu może pojawić się ogień – komentuje całą sytuację mieszkaniec chcący zachować anonimowość.

Pojawiły się też głosy o potrzebie zainstalowania monitoringu feralnej kamienicy, ale rzecznik MZGK odnosi się do tego sceptycznie. – Pomysł montażu monitoringu w kamienicy przy ul. Oświęcimskiej 9 jest absurdalny. Z informacji, które podały już policja i straż pożarna, wiemy, że prawdopodobną przyczyną pożarów nie były podpalenia, tylko zaprószenia ognia w mieszkaniach wynikające z winy lokatorów. Za bardziej racjonalne uznaliśmy zainstalowanie czujników dymowych. Remont i montaż bramy wjazdowej na posesję w żaden sposób nie zabezpiecza budynku przed wejściem do niego obcych osób, gdyż budynek jest z obu stron otwarty. Poczucie bezpieczeństwa lokatorów w znacznym stopniu poprawiłyby domofony, jednak najemcy nie potrafią dogadać się w tym zakresie – mówi w tej sprawie Gajowczyk.

– Mieszkańcy wielokrotnie zgłaszali, że w budynku są ludzie, którzy w swoich lokalach trzymają łatwopalne rzeczy. Obok zwykłych rodzin mieszkają tam niestety lokatorzy, którzy są zagrożeniem dla życia i bezpieczeństwa innych. Trzymają opał w domu, niektórzy żyją przy świeczkach – opowiada radny Dariusz Wójtowicz. – W Mysłowicach dochodzi do kuriozalnych sytuacji. Centrum miasta zasiedla się ludźmi z marginesu, którzy swoim zachowaniem terroryzują sąsiadów. Taka sytuacja ma miejsce przy Oświęcimskiej 9. Po ostatnich dwóch podpaleniach i kolejnych dwóch próbach, o których głośno mówią lokatorzy, kilka osób boi się przebywać nocą w kamienicy. Piwnice notorycznie zalewane są fekaliami, przez co lokatorzy zmuszeni są trzymać opał w swoich mieszkaniach. To stwarza zagrożenie pożarowe i ukazuje poziom zarzadzania budynkami gminnymi. Te wszystkie problemy zgłaszali mi mieszkańcy budynku. Zgłaszali je również przez ostatnie lata administracji MZGK – podsumowuje.

O tym, czy kwietniowe pożary przy ul. Oświęcimskiej spowodowane były podpaleniami, dowiemy się niebawem. Sprawę badają biegli. W oczekiwaniu na ich opinię z komentarzami i podjęciem kolejnych kroków wstrzymują się mysłowicka policja i straż miejska.





Komentarze