Pożar na Bończyku. Potrzebna pomoc

28 grudnia przy ul. Bończyka wybuchł pożar, w wyniku którego spłonął warsztat samochodowy oraz jedno mieszkanie. Drugie zostało poważnie uszkodzone: zerwany dach, popalona instalacja, zalane ściany. Poważnemu uszkodzeniu uległ dach dwóch hal, który został zniszczony w 80%. Państwo Biegoniowie stracili dorobek życia – firmę prowadzoną od 1993 r. Są znani w Mysłowicach jako rzetelna firma.

– Działamy na rynku od 1993 r. – mówi Grzegorz Biegoń. – Początki były ciężkie, zaczynaliśmy od zera, bez niczyjej pomocy. Jeździliśmy z towarem na giełdę, nie mieliśmy stałego miejsca handlu. Z czasem udało się otworzyć pierwszy sklep w Mysłowicach, potem zmienialiśmy lokalizację, żeby ostatecznie 20 lat temu osiąść na Bończyku. Od tego czasu wszystko co mamy, mieści się na terenie firmy. Sklep, warsztat, skład drewna opałowego oraz firma  budowlana. W nocy z 28 na 29 grudnia 2014 r. ogień zabrał nam część życia. Gdyby nie pomoc i determinacja ludzi, którzy byli na miejscu pożaru, może stracilibyśmy dużo więcej. W tym miejscu chciałbym podziękować mojemu synowi, jego kolegom, córkom, zięciowi oraz pracownikom, którzy zaalarmowani przyjechali na miejsce. Syn w wyniku pożaru stracił mieszkanie, które przygotowywał od kilku miesięcy, żeby od nowego roku móc tam zamieszkać z rodziną. Mimo iż nie było nadziei na odratowanie jego dobytku, ratował resztę. Dziękuję. Wielu ludzi  pomogło przy zabezpieczaniu terenu, ogarnięciu gruzowiska, materialnie – w formie odzieży roboczej, pościeli, koców i ubrań. Nie sposób tu wymienić wszystkiego, otrzymaliśmy również żywność. Za wszystko serdecznie dziękujemy. Niestety, mimo wielu chęci, dopóki finansowo nie staniemy na nogi, nie możemy zacząć odbudowania firmy. Do tego potrzebny jest sprzęt, który został zniszczony przez żywioł. Straciliśmy wszystkie narzędzia, elektronarzędzia, piły spalinowe, agregaty. Ogień nie oszczędził niczego. I tutaj po raz kolejny zwracamy się z prośbą o wsparcie. Jeżeli ktoś z państwa posiada wyposażenie, które nie jest państwu potrzebne, chętnie je przyjmiemy. Za pomoc i wyrozumiałość z góry dziękuję – dodaje.

Jolanta i Grzegorz Biegoniowie nie należą do osób słabych i nie poddają się, po tragedii nie załamali się, ale zaczęli działać. Próbują uratować to, co możliwe do uratowania. Chcieliby znów funkcjonować na wszystkich polach, na których działali do tej pory, jednak największą przeszkodą jest brak narzędzi. Pech chciał, że w pożarze spłonęło całe wyposażenie firmy zajmującej się drewnem oraz firmy budowlanej. Potrzebne jest wszystko, od śrubokrętów, poprzez szlifierki, wiertarki, aż do specjalistycznych pił do wycinki drzew. Każda, nawet najmniejsza pomoc jest na wagę złota i przybliża państwa Biegoniów do spełnienia jednego z marzeń: by znów móc normalnie pracować i odbudować to, co zostało zniszczone.





Komentarze