Druga wyprawa na Mont Blanc

16 września mysłowiczanin Piotr Głowacki zdobył Mont Blanc, najwyższy szczyt Europy i jednocześnie najbardziej zabójczą górę świata.

W czerwcu w ramach projektu „Korona Ziemi z rozrusznikiem” Piotr Głowacki po raz pierwszy próbował zdobyć jej kolejny klejnot – najwyższy szczyt Europy, Mont Blanc. Wtedy się nie udało. 200 m przed szczytem warunki pogodowe nie pozwoliły na pełen sukces. Udało się natomiast za drugim podejściem, we wrześniu. Tym razem w wyprawie towarzyszył mysłowiczaninowi Krzysztof Cymerlik, kolega, z którym wspinali się razem na Aconcaguę w Ameryce Południowej i McKinley w Ameryce Północnej.

– Czerwcowa trasa była trudniejsza, ale ryzyko na niej było bardziej przewidywalne. Tym razem chcieliśmy wykonać tzw. wyjście szybkościowe, czyli maksymalnie krótkie. Drogą przez przełęcz Gautiera, gdzie trzeba przejść przez tzw. żleb Rolling Stones, który swoją nieoficjalną nazwę zawdzięcza nie tyle legendarnemu zespołowi, co spadającym z góry kamieniom, które odrywają się od lodowca. Wielkość kamieni waha się od rozmiarów filiżanki do telewizora. Niebezpieczeństwo polega przede wszystkim na tym, że mimo dobrego przygotowania nie sposób przewidzieć, kiedy może się to zdarzyć – mówi Piotr Głowacki. – Ze względu na ten niebezpieczny odcinek, ale też z uwagi na fakt, że na Mont Blanc wchodzi wiele osób nieprzygotowanych do takiego wyzwania i to wejście przypłaca życiem, Dach Europy – bo tak mówi się o tej górze, jest uważany za najbardziej zabójczą górę świata – dodaje.

Dzięki doskonałemu przygotowaniu teoretycznemu i kondycyjnemu wrześniowa wspinaczka obyła się bez problemów i zakończyła zdobyciem najwyższego szczytu Europy. Piotr Głowacki zdobył więc kolejny klejnot Korony Ziemi w ramach projektu „Korona Ziemi z rozrusznikiem”. Mysłowiczanin sukcesywnie realizuje swoje marzenie o zdobyciu najwyższych szczytów wszystkich kontynentów, choć od kilkunastu lat ma wszczepiony rozrusznik serca. Był już na Kilimandżaro w Afryce, Elbrusie w Azji, wspinał się na Aconcaguę w Ameryce Południowej, a rok temu odbył wyprawę na McKinley w Ameryce Północnej. Kolejnym marzeniem alpinisty jest wyprawa na Mount Everest, ale to marzenie, pierwotnie planowane na wiosnę przyszłego roku, prawdopodobnie będzie musiało jeszcze poczekać. – Wszystko zależy od sponsorów, ale to bardzo droga wyprawa i brakuje nam jeszcze sporej części środków. Jeśli wejście na Mount Everest się przesunie, to planuję w przyszłym roku powtórzyć wejście na Aconcaguę, bo podczas ostatniej próby nie udało nam się wejść na szczyt – tłumaczy Głowacki.

Relację z poprzednich wypraw Piotra Głowackiego znajdziecie również tutaj.





Komentarze