Edward Rusek – „Zasłużony dla Miasta Mysłowice”

fot. Monika Gaworowska
fot. Monika Gaworowska

27 lutego podczas sesji rady miasta Edward Rusek odebrał tytuł „Zasłużonego dla Miasta Mysłowice”. Wieloletni prezes Lechii 06 otrzymał wyróżnienie za długoletnie działania na rzecz klubu.

Przypomnijmy, że 30 października ubiegłego roku Rusek skończył 80 lat. Z klubem był związany od 1972 roku, kiedy został jego wiceprezesem. W 1976 r. przejął funkcję prezesa, którą pełnił aż do 2005 roku. Od tej pory nadal działał na rzecz klubu, tytułując się honorowym prezesem.

Dawid Forma: Jak pan wspomina swoją przygodę ze sportem?

Edward Rusek: Uprawianie przeze mnie sportu było czysto amatorskie. Wtedy młodzież o wiele chętniej się nim zajmowała.

A teraz? Uprawia pan jeszcze jakiś sport?

Próbuję, ale niestety wiek już nie pozwala na to, co kiedyś.

W jakich okolicznościach zgodził się pan zostać wiceprezesem Lechii?

W 1972 roku przedstawiciele różnych mysłowickich organizacji zostali poproszeni o pomoc w zarządzaniu Lechią. Pojechałem na spotkanie, chcąc pomóc, a wróciłem jako wiceprezes.

Czy w latach 80., w których był pan już prezesem, ciężko było uzyskać pieniądze na gruntowny remont obiektów?

Było z tym tako samo jak teraz. Teren, na którym stoi budynek Lechii, stał wówczas na pokopalnianej działce. Dzięki temu udało mi się wygrać w sądzie trochę pieniędzy, które przeznaczyliśmy na remonty i dostosowanie obiektów do osób niepełnosprawnych. A kosiarkę, którą Lechia wykorzystywała do 2012 roku, dostaliśmy jeszcze za komuny, za to, że kosiliśmy boiska i wokół boisk kosą.

Jak wspomina pan pracę w zarządzie klubu?

Bardzo dobrze. Przede wszystkim cieszę się z tego, że tak dużo udało mi się zdziałać. Dalej działam na tyle, ile mogę, bo przez cały czas to jest moja pasja. Za pracę w Lechii nie otrzymałem żadnych pieniędzy, tak jak reszta zarządu. Jedyną osobą zarabiającą był wtedy księgowy z zewnątrz, który pilnował aspektów prawnych wydatków.

Jak trudno było utrzymać klub do obchodów 100-lecia?

Bardzo ciężko. Przede wszystkim chodziło o rosnące wydatki, wobec coraz mniejszych dofinansowań urzędu miasta i coraz mniejszej pomocy sponsorów. Najbardziej żal mi tego, że nie ma pieniędzy na szkolenie młodzieży. Za czasów świetności musiałem się zastanowić, gdzie młodzi ludzie mają trenować. Trzeba było układać plany treningowe tak, żeby żadna z grup sobie nie przeszkadzała.

Jak pan ocenia współczesny sport w naszym mieście?

Słabo. Przede wszystkim chodzi o pieniądze, których brak. A poza tym wychowawcy, trenerzy nie mają już takiego zapału jak kiedyś. Żądają horrendalnych stawek, przez co trudno ich utrzymać i najczęściej cierpi na tym młodzież.

Jaka była pana reakcja na wyróżnienie dla „Zasłużonego dla Miasta Mysłowice”?

Byłem zaskoczony, bo znam bardzo dużo osób, którym ta nagroda należy się bardziej niż mnie. Wiele osób przekonywało mnie od dwóch lat, żebym przyjął ten honor. Zgodziłem się chyba dla świętego spokoju i zaapelowałem, aby nagrodzili po mnie także tych, o których myślę.

Bardzo dziękuję za rozmowę i gratuluję wyróżnienia.

Dziękuję za jedno i drugie.





Komentarze