Nowy rok szkolny i zwolnienia nauczycieli

FOT. ARAMEDIA
FOT. ARAMEDIA

Z początkiem września w mysłowickich szkołach naukę rozpoczyna 7,5 tys. uczniów. Według wstępnych szacunków 100 pracowników związanych z mysłowicką oświatą zostanie w tym roku zwolnionych. Około połowę tej liczby mają stanowić nauczyciele.

Szacuje się, że w tym roku w całym kraju pracę ma stracić 7 lub nawet 11 tys. nauczycieli. Podstawową przyczyną jest niż demograficzny. Według informacji Anny Wietrzyk z Kuratorium Oświaty w Katowicach w województwie śląskim rokrocznie ubywa uczniów. W tym roku uczniów szkół podstawowych, gimnazjów i szkół ponadgimnazjalnych jest na Śląsku łącznie o 11 tys. mniej niż rok temu. Za rok będzie ich 16 tys. mniej niż w roku obecnym.

Powodem redukcji etatów są także zmiany programowe, bo zmniejsza się ilość tzw. przedmiotowych godzin lekcyjnych. Na przyczyny obecnego stanu rzeczy nakłada się reforma programowa, brak dzieci, ale także pieniędzy.

Według informacji podanych przez urząd miasta liczba etatów w miejskiej oświacie w zeszłym roku szkolnym zmniejszyła się o niewiele ponad 98. Z czego większość, bo ponad 76 etatów, dotyczyła nauczycieli, a blisko 22 etatów administracji i obsługi. Oficjalne informacje odnośnie tegorocznych redukcji poznamy lada moment. Czekamy obecnie na odpowiedź urzędu miasta.

– W 2012 r. zlikwidowano w oświacie prawie 100 etatów, a mogło to dotknąć 150 czy 180 osób, bo jedna sprawa to etaty, a druga to pracownicy. Wstępnie szacujemy, na podstawie informacji z maja i czerwca, że w tym roku zwolnienia oraz zmniejszenia etatów mogą dotknąć ok. 100 kolejnych pracowników związanych z oświatą. Zakładamy, że mniej więcej połowa z tych osób to nauczyciele – mówi Marek Fabryczny, prezes mysłowickiego oddziału ZNP.

Kością niezgody między nauczycielami a władzami miasta jest ustanowiony w zeszłym roku szkolnym tzw. bon organizacyjny, który zdaniem władz racjonalizuje zatrudnienie w oświacie, ale w przypadku obecnej sytuacji demograficznej doprowadza do sporych redukcji etatów. W bonie organizacyjnym na każdego ucznia przypada określona część etatu nauczyciela. Suma etatów przypadających na uczniów danej szkoły daje limit etatów, do którego dyrektor musi dopasować organizację swojej jednostki.

– Naszym zdaniem etatyzacja wprowadzana w mieście od kilku lat poprzez zarządzenia prezydenta wobec pracowników administracji i obsługi mysłowickich placówek oświatowych to działanie, do którego prezydent nie ma podstaw, bo taka etatyzacja nie mieści się w jego kompetencjach. Wprowadzanie etatyzacji jest możliwe poprzez uzgodnienie ze związkami zawodowymi tzw. Ponadzakładowego Układu Zbiorowego, w którym prezydent miasta występuje jako strona w imieniu dyrektorów placówek. Niestety na naszą propozycję podjęcia rozmów w tej sprawie z 21 lutego otrzymaliśmy w tym miesiącu wstępną odpowiedź odmowną. Jesteśmy w tym momencie na etapie złożenia skargi do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego – mówi Fabryczny.

Władze miasta nie chcą komentować sprawy, ale zaznaczają, że tego typu rozwiązanie funkcjonuje w wielu miastach w Polsce i nigdzie nie zostało zaskarżone.

Inaczej sytuacja przedstawia się z dziećmi w wieku przedszkolnym. Tych akurat w mieście mamy więcej, niż są w stanie pomieścić mysłowickie publiczne przedszkola.

– W latach 90. Mysłowice miały 30 przedszkoli. Teraz przedszkoli jest 18. Brak miejsc sprawia, że te dzieci będą miały gorszy start w nauce, a i np. matki opiekujące się dziećmi z powodu braku miejsc nie są w stanie podjąć pracy. Sytuacja jest o tyle paradoksalna, że do prywatnych przedszkoli miasto tak czy inaczej dopłaca i będzie dopłacać coraz więcej, bo rząd zaczyna dofinansowywać wychowanie przedszkolne. Na dzisiaj brakuje minimum 500 miejsc, jeżeli doliczymy rodziców którzy nie złożyli kart  i dzieci uczęszczające do przedszkoli niepublicznych, to można szacować, że w tym roku miasto nie zapewniło miejsc dla ok. 1000 dzieci. W sąsiednich miastach organy podejmują określone działania, np. w Sosnowcu wszystkie dzieci 6-letnie idą do oddziałów „0″ w szkołach podstawowych lub do klasy pierwszej, co zapewnia miejsca w przedszkolach dla dzieci młodszych. W Imielinie w ostatnich latach oddano do użytku nowe 7-oddziałowe przedszkole, a w tym roku od września kolejne 2 oddziały przedszkolne znajdą miejsce w wyremontowanym budynku byłego komisariatu – mówi Fabryczny.

I dodaje: – Bolączką naszej oświaty jest zwłaszcza bardzo niski poziom płac pracowników administracji i obsługi, ci ludzie zarabiają niewiele więcej niż wynosi najniższe wynagrodzenia w kraju (1600 zł brutto). Ostatnia podwyżka miała miejsce w 2010 roku, a na dzisiaj otrzymaliśmy odpowiedź, że może uda się zarezerwować środki na podwyżki w budżecie na 2014 r. Czy naprawdę ci ludzie podwyżki mogą otrzymywać tylko w roku wyborów samorządowych? Wprowadzana bezprawnie etatyzacja powoduje zwiększenie ich obowiązków bez wzrostu płacy.

Kamila Szal z mysłowickiego magistratu odpowiada na pytanie o braku miejsc w przedszkolach: – Od września 2012 r. w Przedszkolach nr 5, 8, 12, 13 i 18 otworzyliśmy dodatkowe oddziały przedszkolne. Chcieliśmy złożyć projekt na dofinansowanie stworzenia dodatkowych miejsc w przedszkolach, jednak po weryfikacji kryteriów dostępu wiemy, że z uwagi na wysoki wskaźnik objęcia dzieci wychowaniem przedszkolnym, 85% za rok 2012/2013, nie mamy szans na dofinansowanie. Nowe programowanie unijne obejmuje z kolei organizację przedszkoli tylko w innych likwidowanych placówkach, czego na tę chwilę nie przewidujemy.

Co do jednego zarówno miejscy urzędnicy, jak i członkowie ZNP są zgodni. Mysłowickie szkoły niczym nie odstają od szkół w sąsiednich miastach, a często mają lepsze wyniki. – Cały czas pokutuje opinia, że dziecko trzeba posłać do Sosnowca czy do Katowic, bo jest tam lepsza szkoła. Tymczasem w naszej opinii to nasze szkoły prezentują bardzo wysoki poziom nauczania. Nasza oświata powinna być lepiej reklamowana i sprzedawana, bo jest co reklamować, np. matura. 100% zdawalności w ZSO czyli I LO, wysokie wyniki w II LO i wszystkich trzech Zespołach Szkół Ponadgimnazjalnych, czyli lepiej niż u sąsiadów. Warto zajrzeć do internetu i porównać wyniki naszych szkół – dodaje Fabryczny.





Komentarze