Miejski monitoring ma już rok. Jak się sprawdza?

Minął rok, odkąd w Mysłowicach pojawiły się cztery kamery monitoringu umieszczone w strategicznych punktach miasta. Sprawdzamy, jak spisały się po tym czasie, czy zmalała ilość wykroczeń, a zwiększyło się bezpieczeństwo. O przykładowe sytuacje pytamy straż miejską.

Okazało się, że monitoring to całkiem dobra inwestycja, ponieważ nie raz ułatwia pracę straży miejskiej oraz policji. Przez całą dobę kamery rejestrują obraz z czterech miejsc miasta. Jeśli strażnicy zauważą coś niepokojącego, od razu wysyłają patrol lub zawiadamiają oficera dyżurnego policji. Do tej pory obsługa monitoringu najczęściej zauważała takie zdarzenia, jak: spożywanie alkoholu w miejscach niedozwolonych, palenie papierosów na przystankach autobusowych, parkowanie pojazdów w miejscach zabronionych (obok znaku zakazu, na przejściu dla pieszych, na chodniku, na placu zabaw), wybryki chuligańskie oraz zanieczyszczanie miejsc publicznych. Takich wykroczeń doliczono się kilkudziesięciu z każdego rodzaju.

Nagrania przechowuje się w archiwum przez 14 dni. Kilkakrotnie już udostępniano je funkcjonariuszom policji w związku z: uszkodzeniami samochodów na ul. Powstańców i rynku, napadem na kasjerkę MZOPO, rozbojem w rejonie ulic Mikołowskiej i Kwiatowej oraz napadem rabunkowym na ul. Mikołowskiej. Jak informuje Marek Sroka z SM Mysłowice, od czasu funkcjonowania monitoringu ilość zdarzeń w rejonach objętych zasięgiem kamer znacznie zmalała. Każdy poszkodowany ma prawo zwrócić się do strażników z prośbą o udostępnienie nagrania w celu wyjaśnienia wykroczenia czy przestępstwa.

Dodatkowo przyłapano osoby, które rozlepiały ulotki i ogłoszenia w miejscach zabronionych (latarnie, wiaty przystankowe, elewacje itd.), zanieczyszczały jezdnię, uszkodziły latarnie uliczne oraz znaki drogowe, a także przebywały na terenie pustostanu byłego kina Piast. Dzięki kamerom często zauważane są osoby nietrzeźwe, które swoim zachowaniem stwarzają zagrożenie życia własnego lub innych uczestników ruchu drogowego. W takich sytuacjach następuje natychmiastowa reakcja strażników, a w razie zasłabnięć wzywane jest pogotowie ratunkowe. Z kolei w okresie zimowym monitoring wyłapuje niebezpiecznie zwisające sople i również zawiadamiana jest odpowiednia administracja.

Ciężko określić nawet przybliżoną ilość interwencji odbytych dzięki monitoringowi, ponieważ niektóre z nich nie są ewidencjonowane z powodu braku czasu. Gdy dyżurny zauważy jakieś zdarzenie, od razu informuje o tym odpowiednie służby i wraca do dalszego śledzenia nagrań. Postanowiono, że jeśli budżet na to pozwoli, zasięg monitoringu zostanie rozszerzony na inne miejsca, a nawet dzielnice.





Komentarze