Nie dla KZK GOP

fot. ARAmedia
Mysłowiczanie nie mają też możliwości dotarcia autobusem bezpośrednio na katowicki dworzecfot. ARAmedia

Coraz głośniej mówi się o fatalnej obsłudze tras przez KZK GOP na terenie Mysłowic. Do i tak spóźniających się autobusów mieszkańcy „chórem” dodają coraz bardziej wadliwy tabor, a także zaniżający się komfort podróżowania. Na te głosy zareagowali mysłowiccy radni.

Od czasów rozpoczęcia przebudowy ul. Warszawskiej w Katowicach w 2005 r. jakość usług wykonywanych przez KZK GOP z roku na rok systematycznie się obniża. Dodatkowo bardzo wysokie ceny biletów każą nam zastanowić się, czy KZK GOP jest Mysłowicom potrzebne. Do podobnych wniosków dochodzą radni, którzy coraz głośniej zaczynają przedstawiać wizję transportu miejskiego bez udziału monopolisty z konurbacji śląsko – dąbrowskiej.

Lista zaniechań katowickich samorządowców oraz zarządu KZK GOP zdaje się coraz bardziej wydłużać. Początkowo miejsce przesiadek na Zawodziu, skądinąd nazywane przez włodarzy Katowic „centrum” przesiadkowym, miało być tymczasowe do chwili ukończenia remontu ul. Warszawskiej. Jednakże radni Katowic wyczuli pismo nosem i postanowili zaoszczędzić kosztem mysłowiczan, oferując w zamian przesiadanie się w warunkach, lekko ujmując, dokuczliwych. Osoby chcące dostać się do domów po skończonej pracy często muszą podróżować w ścisku, gdyż osoba odpowiadająca za ustalanie typu pojazdu mającego dokonać transportu zdecydowała, że w godzinach szczytu uruchomi tzw. krótki autobus. Do owej listy należy dopisać coraz częstsze awarie taboru. – Najgorzej sytuacja wygląda na linii 76. Bardzo często autobusy nie przyjeżdżają na czas, albo całkowicie wypadają z rozkładu, a ludzie mieszkający na obrzeżach, takich jak Janów czy Morgi, „kwitną” nie wiedząc, czy zdążą do pracy lub szkoły – mówi pani Anna, mieszkanka Janowa. – Co do jakości autobusów na tej linii, to po prostu brak słów. Tak jakby ktoś wypuszczał największy złom, byleby tylko cokolwiek zarobić.

Kolejnym uciążliwym aspektem komunikacji miejskiej jest brak możliwości otworzenia okien podczas upałów, a także brak możliwości ich zamknięcia, gdy np. pada deszcz. Oczywiście wszystko można byłoby zrzucić na barki starzejącego się taboru, ale w tym przypadku wystarczyłaby porządna konserwacja sprzętu, jaki jest własnością KZK GOP. Mieszkańcy skarżą się również, że wskutek pozornej oszczędności kierowcy nie uruchamiają klimatyzacji, gdy za oknem czuć żar lejący się z nieba, przez co bardzo często wiele osób starszych, a także niejednokrotnie młodszych, miewa omdlenia i nudności podczas „przejażdżki”.

Przypadki zaniedbywania i odstawiania na dalszy plan naszych mieszkańców można by jeszcze wymieniać bardzo długo, ale nie przyniesie to poprawy dopóty, dopóki nasi włodarze nie postawią się związkowi i nie zażądają zdecydowanych działań, mających poprawić sytuację na trasach obsługujących mysłowickie przystanki.

Wydaje się, że coś drgnęło i radni Klubu Wspólnie dla Mysłowic zaproponowali zmianę przewoźnika na PKM Jaworzno lub Tychy. Prezydent Edward Lasok pomysł zaakceptował i obiecał przeanalizować kosztorys takiej operacji, po czym być może nastąpi decyzja o rezygnacji z usług KZK GOP.

Przedstawiciele związku komunikacyjnego bronią się przed zarzutami, twierdząc, że Mysłowice wpłacają do kasy KZK GOP „jedynie” 13 mln zł rocznie i nie mogą w związku z tym oczekiwać nowoczesnych autobusów na każdej linii. Jednak związek musi sobie zdawać sprawę, że bez tych 13 mln zł kasa może znacząco się uszczuplić i będą potrzebne środki z innych źródeł, a to może obciążyć finanse Katowic. Inną opcją dla KZK będzie podniesienie składek samorządom, które będą nadal współpracowały, ale to może przynieść tylko efekt domina, bo w czasach, kiedy samorządowcy liczą każdy grosz, dalsze podwyżki będą tylko impulsem do inicjatyw podobnych do tych, które odbyły się w Jaworznie i Tychach, gdzie mieszkańcy tamtych miast z pewnością nie żałują decyzji o rezygnacji z usług KZK GOP.

Najpoważniejszy argument przeciw takim zmianom to fakt, iż mieszkańcy dojeżdżający dalej w głąb Katowic będą musieli zakupić bilet u kolejnego przewoźnika. Ten dylemat pozostaje do rozstrzygnięcia, aczkolwiek przy ułożeniu korzystnych taryf, a także przy dobrym zarządzaniu, możliwe będzie poszerzenie obszaru obsługiwanego przez nowego przewoźnika.

Czas pokaże, jak problem zostanie rozwiązany, a nam, mieszkańcom, pozostaje czekać na rozwój sytuacji i głośno informować o niewygodach i uciążliwościach związanym z przemieszaniem się do pracy czy szkoły.





Komentarze