W miejskim żłobku niełatwo o miejsce

fot. sxc
fot. sxc

Do zapisów dzieci poniżej lat trzech do żłobka jeszcze prawie pół roku, ale rodzicie powinni mieć już ten temat na uwadze. W czerwcu rozpoczną się zapisy do tego typu placówek. Niestety sytuacja matek, które chcą wrócić do pracy po urlopie macierzyńskim wcale nie jest łatwa.

W naszym mieście działa jeden żłobek publiczny, finansowany przez urząd miasta. W tej sytuacji kolejka do zapisów tworzy się w noc poprzedzającą dzień sporządzania listy. Czasami stać trzeba kilka godzin i pilnować swojego miejsca. Liczba dzieci przyjętych do tej placówki jest ograniczona.

Rzecznik urzędu miasta Kamila Szal mówi o polityce w sprawie żłobka i listy oczekujących: – W Mysłowicach funkcjonują trzy żłobki, jeden publiczny z 89 miejscami oraz dwa prywatne, w których łącznie jest 45 miejsc. W trakcie czerwcowego naboru w roku 2012 przyjęto 44 dzieci na złożonych 85 wniosków. Tym samym na listę rezerwową trafiło 41 dzieci. W analogicznym okresie w roku 2011 na liście rezerwowej było 22 dzieci, przy czym wszystkie na skutek naturalnych ruchów zostały do żłobka przyjęte. W 2012 r. lista rezerwowa również się zmniejszyła na skutek naturalnych ruchów w trakcie roku.

Według urzędu sytuacja wygląda źle. Jednak mamy często skarżą się, że ceny w żłobkach prywatnych są zbyt wysokie, by każdy mógł sobie na nie pozwolić. Koszty posłania dziecka do tego typu placówki pożrą lwią część wypłaty pracujących matek.

– Żebym mogła posłać dziecko do prywatnego żłobka musiałabym mieć ok. 1200 zł, nie licząc wyżywienia. To ogromna kwota zważywszy, że nie zarabiam więcej niż 2000 zł. W tej sytuacji to mi się po prostu nie opłaca. Skoro całą pensję miałabym wydawać na żłobek, wolę zostać z dzieckiem w domu i samodzielnie dbać o jego rozwój – mówi pani Monika, jedna z mysłowickich mam. Koszty posłania dziecka do prywatnego żłobka są olbrzymie, jeśli uwzględni się wszystkie warunki. Pani Monika wymieniła tylko kwotę potrzebną do miesięcznego posyłania dziecka do placówki, przy systemie pracy pięć dni w tygodniu po osiem godzin. Do tego dochodzą jeszcze codzienne posiłki i wpisowe w wysokości prawie 400 zł. Dla rodziny, w której matka musi iść do pracy ze względu na trudne warunki finansowe, ta sytuacja jest sytuacją patową.

Dyrekcja żłobka zapewnia, że wszystko odbywa się tak, jak powinno. – Czy ciężko się tu dostać? Tak. Obowiązuje nas regulamin rekrutacji. Jest to jedyna placówka opiekuńczo–wychowawcza dla dzieci do lat trzech pod urzędem miasta. O dostaniu się dziecka decyduje kolejność listy społecznej. Warunkiem jest to, że dziecko jest mieszkańcem Mysłowic i oboje rodzice pracują. Lista społeczna to lista, którą tworzą rodzice oczekujący w kolejce – mówi Marta Krzoska, pielęgniarka koordynująca. Warto jednak stać kilkanaście godzin w noc poprzedzającą zapisy, by dziecku udało się tu dostać. Placówka jest wyremontowana, przyjazna dla dziecka, żłobek oferuje wiele ciekawych zajęć rozwojowych. Dlatego też wielu rodzicom zależy na tym, by ich dziecko mogło zostać tu kilka godzin, kiedy sami są w pracy. Według zebranych opinii miejski żłobek cieszy się dużym zaufaniem.

Z danych wynika, że z roku na rok rodzi się w Mysłowicach coraz mniej dzieci. W ubiegłym roku przyszło na świat 544 dzieci, to o 44 mniej niż w roku 2011 i aż 180 mniej niż w 2010.

Czy ten stan rzeczy dziwi? Żyjemy w niełatwych czasach, bardzo często sytuacja zmusza rodziny, by obydwoje rodziców pracowali. W wypadku, kiedy nie ma gdzie zostawić dziecka, logicznym jest, że młodzi rodzice zdecydują się tylko na jedno dziecko, nie więcej. Państwo nie wychodzi naprzeciw młodym małżeństwom. Nie każdy znajduje się w tak komfortowej sytuacji, by zostawiać dzieci u babci. W obecnych czasach babcie nadal pracują i nie mają możliwości zajmowania się wnukami. Miejski żłobek w Mysłowicach jest jeden i prawdopodobnie tak zostanie. Rodziców niespecjalnie pociesza fakt, że coraz mniejsza liczba urodzeń jest tendencją ogólnopolską. Być może w przyszłości ktoś zainteresuję się tym problemem. W chwili obecnej rodzicowi nie pozostaje nic innego, tylko stać w kolejce i mieć nadzieję, że dziecko trafi na odpowiednią listę. Na pewno uda się to najbardziej wytrwałym. – My z mężem staliśmy na zmianę, od godziny dwunastej w nocy do rana. Udało się. Życzę powodzenia tym rodzicom, którzy będą musieli to robić w tym roku – mówi pani Monika.





Komentarze