Karą w działkowiczów

fot. sxc.hu

Ul. Cicha na mysłowickim Laryszu już cicha nie jest. Od niedawna zaczęło tam wrzeć. Wszystko to za sprawą kar, jakie mysłowicki magistrat nałożył na mieszkańców ul. Laryskiej, którzy za familokami mieli swoje ogródki działkowe.

Historia rozpoczęła się w zeszłym roku. Leopold Jendyczek podpisał dokument, który jak wówczas sądził, miał uregulować sytuację prawną jego ogródka działkowego. Wraz z nim podobny dokument podpisało kilka innych osób. Jak się później okazało dokument stał się gwoździem do trumny dla ich ogródków. Użytkownicy działek przy ul. Cichej byli przekonani, że po podpisaniu wniosków o dalszą dzierżawę, będą mogli dalej użytkować teren, znajdujący się za ich lokalami mieszkalnymi. – Podpisaliśmy papiery, bo chcieliśmy zacząć płacić po tym, jak dowiedzieliśmy się, że miasto jest właścicielem, a nie kopalnia – mówi Jendyczek. – Urzędniczka zapewniała nas, że przez co najmniej 5 lat będziemy mogli jeszcze korzystać z naszych działek.

Po złożeniu wniosków mieszkańcy, którzy „nielegalnie” zajmowali teren, z początkiem bieżącego roku otrzymali pisma z wezwaniami do zapłaty za nieuprawnione użytkowanie gruntów należących do miasta. Kwoty, jakie naliczył magistrat sięgają kilku tys. zł. Urząd nakazał spłacić dług od 2002 r. – Dlaczego mamy płacić za tyle lat wstecz, skoro nawet nie wiedzieliśmy, że miasto jest właścicielem gruntów? – pyta Jednyczek. – Miasto przejęło te tereny w 1996 r. i przez 15 lat nikt się nimi nie interesował. Nawet nie zostaliśmy poinformowani o zmianie właściciela gruntów. Gdyby ktoś nas poinformował, to bez żadnych wymówek płacilibyśmy dzierżawę. Nikt tutaj nie robił niczego złego, a z działek korzystamy od kilkudziesięciu lat.

Miasto wyznaczyło termin usunięcia wszystkiego, co znajdowało się na tamtym terenie do końca maja, dodając, że 11 czerwca zostanie przeprowadzona wizja lokalna w celu sprawdzenia wykonania decyzji magistratu. Jednak do 29 października nikt się nie pojawił.

– Urząd miasta jest zobligowany do naliczenia odszkodowania, w przeciwnym wypadku stanowiłoby to naruszenie dyscypliny finansów publicznych – mówi rzecznik urzędu Kamila Szal. Opłata została rozłożona na raty z terminem płatności do końca roku. Na wniosek poszczególnych osób, z uwagi na trudną sytuację finansową, prezydent miasta rozpatrzył również prośby dotyczące zmniejszenia okresu opłaty. Mieszkańcy ul. Laryskiej nie zgadzają się jednak z takim podejściem do sprawy, bo jak twierdzą, nie zawinili w tej sytuacji świadomie.

– Na podstawie wstępnej analizy przekazanych informacji oraz niektórych dokumentów stwierdzam, że wielce prawdopodobne jest założenie, że urzędnicy w niniejszej sprawie działali w sposób bezprawny – mówi Marek Feliks, menadżer serwisu prawnego www.marekfeliks.pl. – Gdy w latach 90. gmina Mysłowice przejmowała nieruchomość od kopalni, wówczas przejmowała te tereny wraz z całym tzw. inwentarzem, z wszelkimi prawami oraz zobowiązaniami. Od dnia przejęcia terenu gmina miała prawo wypowiedzieć wszelkie umowy najmu, dzierżawy czy użytkowania lub w dalszym ciągu je respektować, zgodnie z postanowieniami umownymi zawartymi przez poprzedniego właściciela czy posiadacza nieruchomości. Na tak zorganizowanym terenie, jakim są ogródki działkowe, nietrudno przecież przyjąć założenie, że posiadacze tych działek korzystali z nich zgodnie z prawem, prawdopodobnie w świetle zasad, jakie się przyjmuje dla użyczenia. Dlatego też niezrozumiałym dla mnie jest, dlaczego urząd wybrał taki a nie inny tok postępowania. Czyżby bał się spraw wytoczonych przeciwko niemu o zasiedzenie? Jeżeli z takiego względu tak postąpił, to prawdopodobnie cała otoczka tego postępowania jest dotknięta nieważnością. Działkowcom przysługuje prawo uchylenia się od oświadczenia woli złożonej drugiej osobie pod wpływem błędu lub podstępu.

Sytuacja dziwi osoby zainteresowane, ale i mieszkańców innych dzielnic. Będziemy czekać na rozwój wydarzeń i postawę, jaką przyjmie magistrat.





Komentarze