Z wizytą u Kargula i Pawlaka

Któż z nas nie zna bohaterów komedii Sylwestra Chęcińskiego „Sami swoi”, w której Pawlak, na przepięknym lubomierskim rynku, szukając felczera, poznaje niejakiego Kokoszkę? Historia pewnie dalej wszystkim znana, natomiast miasto, gdzie kręcono film, czyli Lubomierz, już może mniej. Dlatego zapraszam w te upalne wakacje do odwiedzenia Lubomierza leżącego w pięknej krainie na Pogórzu Izerskim.

Początki tego dolnośląskiego miasteczka datuje się na XII w. Samo miasto prawa miejskie otrzymało w 1291 r. W tym czasie na dwór Henryka Brodatego przybyła rycerska rodzina Liebenthalów, która wiernie służyła księciu i jego rodzinie. Jeden z członków rodziny imieniem Heinrich, uzyskawszy od Bolesława Rogatki dobra między Jelenią Górą a Gryfowem, postanowił nad dopływem Oldzy ulokować wieś Liebenthal, czyli dzisiejszy Lubomierz. Obecnie to jedna z perełek Dolnego Śląska. Praktycznie nienaruszona w czasie drugiej wojny światowej zabudowa miejska urzekła również filmowców. Powstały tutaj główne sceny do filmu „Sami swoi”. Dzisiaj obok rynku, w jednej z najstarszych kamienic, tzw. Domu Płócienników, gdzie od XVI w. mieścił się ich cech, ma swoją siedzibę Muzeum Kargula i Pawlaka. W ciekawych wnętrzach budynku zgromadzone są różnego rodzaju pamiątki związane z komedią oraz przede wszystkim rekwizyty wykorzystane na planie. Od 1997 r. corocznie w połowie sierpnia jest tutaj organizowany Ogólnopolski Festiwal Filmów Komediowych, na który przybywa wielu znanych ludzi filmu oraz mnóstwo turystów.

Jednak miasto posiada też sporo zabytków, które warto zobaczyć. Oprócz Domu Płócienników wart uwagi jest jeden ze starszych w Polsce pręgierzy miejskich czy figura morowa z  początku XVIII w. upamiętniająca 898 ofiar epidemii, która nawiedziła miasto w 1613 r. Warto obejrzeć również kolumnę św. Maternusa, który jest także patronem miasta. Z Lubomierzem związane są też tajemnice, a mianowicie zagubiony skarb Benedyktynek. Historia sprowadzenia zakonu Benedyktynek do Lubomierza sięga końca XIII w. Z czasem klasztor stał się zasobny i bogaty, mimo że rożnego rodzaju pożogi wojenne oraz nieszczęścia go nie omijały. Do czasu, kiedy słynny dekret Fryderyka Wilhelma III jesienią 1810 r. zlikwidował na terenie Diecezji Wrocławskiej 53 męskich i 13 żeńskich klasztorów. Wtedy też klasztor stracił na wartości, jednakże dzięki staraniom opatki Barbary Friedrich zakonnice uzyskały prawo dożywotniego mieszkania w części klasztoru, ale również przywilej utworzenia tymczasowego ośrodka dla sióstr wszystkich rozwiązanych w tym czasie zakonów na Dolnym Śląsku. W zamian zobowiązały się do prowadzenia szkoły szycia i robót ręcznych dla dziewcząt. Według legend i przekazów w klasztorze było w tamtym czasie sporo kosztowności. Co się z nimi stało? Pewnie wie to sama opatka.

Nowsza historia klasztoru z czasów drugiej wojny światowej też jest arcyciekawa i warto się z nią zapoznać. Mury klasztorne strzegą sporych tajemnic. Czy to tutaj również przetrzymywano skarby III Rzeszy? Pewne jest to, co jeden z uczestników akcji rewindykacyjnej, Józef Gębczak, opisał:

Składnica w kościele katolickim przeznaczona została na ukrycie całego wyposażenia kościoła barokowego Lubiąża, który w 1943 roku zajęły zakłady zbrojeniowe z Berlina. Istotnie, w Lubomierzu zmagazynowano – jak wykazuje szczegółowy spis Grundmanna – w kilkudziesięciu skrzyniach rzeźby, a luzem 40 obrazów Willmanna, stalle i konfesjonały, 8 figur opatów, pietę itd. Z nieznanych powodów na przełomie 1944 i 1945 Niemcy przemieścili cały ten zbiór do zaimprowizowanej składnicy w Szklarskiej Porębie. Być może chcieli zrobić miejsce na magazyn zbiorów polskich, o czym Kieszkowski słyszał od Niemców: transport tych właśnie zbiorów miał być skierowany do Lubomierza – ale utknął w Cieplicach.

Tak oto Lubomierz ma też swoją tajemnicę. Warto z historią miasta zapoznać się osobiście, będąc na miejscu, oraz odwiedzić popularnych bohaterów jednej z najsłynniejszych polskich komedii.

Nadesłano: Dariusz Strzoda




Komentarze