Tajemniczy Dolny Śląsk. Totenburg

fot. arch. D. Strzody
Totenburg zwany ostatnią świątynią Hitlera dziś jest ruinąfot. arch. D. Strzody

Dolny Śląsk obfituje w wiele tajemnic, które do dziś pozostały nieodkryte. Jedną z nich jest „ostatnia świątynia Hitlera” – Totenburg.

Na wschód od centrum Wałbrzycha i dzielnicy Nowe Miasto znajduje się góra zwana Niedźwiadkiem, a na niej dawne nazistowskie mauzoleum zwane świątynią Hitlera. Budowlę wzniesiono w latach 1936-1938, oficjalnie ku pamięci Ślązaków, którzy zginęli lub zaginęli podczas I wojny światowej. Miała również upamiętniać zmarłych tragicznie górników wałbrzyskich kopalń oraz bojowników nazistowskiego ruchu.

Natomiast geneza budowli jest zgoła inna, bardziej propagandowa. Przedwojenny Wałbrzych roku 1932 był miastem, w którym partia nazistowska i Adolf Hitler nie cieszyli się sympatią mieszkańców. Dlatego decydenci z SS postanowili, że na wzgórzu Laxenberg, doskonale widocznym z centrum Wałbrzycha, stanie tzw. mauzoleum, przypominające starożytne, rzymskie świątynie, które miało promować nazizm w okolicy. Budowla powstała na planie prostokąta o wymiarach 24×27 m z podziemnymi korytarzami, do których co odważniejsi mogą jeszcze zajrzeć. W samym centrum budynku znajdowała się kolumna z płonącym wiecznym ogniem, w nocy widocznym z prawie każdego punktu miasta. Wiele o tym miejscu krąży legend. Jedna z nich mówi, że przyszli adepci służby w SS, którzy musieli przejść próbę strachu, byli tam grzebani żywcem i wypuszczani po kilku dniach. Efektem tych zabiegów byli wychowywani przyszli okrutni sadyści. Druga, bardziej futurystyczna, dotyczy powstania na potrzeby SS nowej religii, której zwolennikiem był Heinrich Himmler.

Tragiczne wydarzenia związane z tą budowlą to z kolei rok 1945. Po zgaszeniu wiecznego ognia i na wieść o zbliżających się wojskach radzieckich popełniono w mieście kilkaset samobójstw.

Budynek na wałbrzyskim wzgórzu to najprawdopodobniej jedyna w Europie zachowana tego typu budowla, wszystkie inne przestały istnieć. W tej chwili jest ruiną, w której młodzież organizuje wieczorne spotkania. To miejsce pewnie byłoby turystyczną atrakcją, ale czy warto wskrzeszać ponurą historię tamtego okresu? Mimo wszystko warto zboczyć z drogi, wspiąć się na górę i samemu zobaczyć budowlę, użyć swojej wyobraźni i przenieść się w czasie.

Nadesłano: Dariusz Strzoda




Komentarze