Wielka podróż za miedzę. Gdzie Lenin poznał Stalina

fot. A. K. Wójcik
fot. A. K. Wójcik

Popularna opinia mówi, że Finlandia to krzyżówka Skandynawii, carskiej Rosji i Związku Radzieckiego. Oczywiście w ramach żartu można przyjąć taką właśnie „definicję” tego nordyckiego kraju, ale tylko w Tampere można w nią uwierzyć.

Aglomeracja wokół Tampere to drugi największy fiński zespół miejski po Helsinkach, zaś samo Tampere jest trzecim największym miastem Finlandii, zaraz po stolicy i Espoo. Ledwie ponad 300-tysięczna aglomeracja może nie robi wrażenia na skalę światową, a nawet europejską – to tyle, ile liczą Katowice, ale jak na słabo zaludnioną Finlandię to całkiem sporo. Tampere jest zatem liczącym się ośrodkiem, ale też miejscem ważnym dla współczesnej historii wschodniej Europy. W końcu mówimy o mieście, w którym Włodzimierz Lenin po raz pierwszy spotkał Józefa Stalina.

Położone między jeziorami Näsijärvi i Pyhäjärvi miasto od początku XIX w. stanowi jeden z najistotniejszych terenów przemysłowych Finlandii. Dzięki jeziorom fiński Manchester jest nie tylko uprzemysłowionym miastem-fabryką, ale też pięknie położonym ośrodkiem turystycznym. Krystalicznie czysta woda obydwu zbiorników, urokliwe plaże i pełne zwierzyny lasy kontrastują z wizerunkiem centrum, które w istocie przypomina jeden wielki przemysłowy kombinat. Oczywiście spora część zakładów przemysłowych została w ostatnich latach wygaszona, jak w całej Europie, wobec czego Tampere musi się dziś mierzyć z nieznanym wcześniej problemem bezrobocia. Mimo to industrialny charakter miasta nie zmienił się nawet o włos – wygaszone zakłady zamieniane są w lofty i centra handlowe, otrzymując tym samym nowe życie.

Architektura miasta to jednak nie tylko industrial oraz surowa fińska secesja (a także jeszcze surowsza fińska moderna), widać tu bowiem na każdym kroku carską Rosję. Jednym z jej wcieleń jest prawosławna cerkiew znajdująca się tuż przy głównym dworcu kolejowym. Idąc wzdłuż prospektów centrum często spotyka się kamienice i budynki użyteczności publicznej wybudowane w duchu rosyjskiego klasycyzmu.

Wart uwagi jest fakt, że właśnie w Tampere Włodzimierz Lenin poznał Józefa Stalina podczas spotkania członków Socjaldemokratycznej Partii Robotniczej Rosji. Na cześć tego wydarzenia w mieście znajduje się całkiem okazałe muzeum Lenina, wodza komunistycznej rewolucji. Miejscowi w istnieniu tego typu placówki nie widzą nic zdrożnego i chętnie szczycą się faktem, że właśnie ich miasto stało się jednym z ognisk rewolucji, która raz na zawsze zmieniła losy świata. Wszechobecny „leninizm” (imieniem Lenina nazwane jest nawet jedno z dormitoriów hostelu w centrum miasta), zimny industrial, szerokie śródmiejskie ulice i okazałe osiedla mieszkaniowe z wielkiej płyty sprawiają, że spacerując po Tampere turysta raz po raz czuje się, jakby zwiedzał kolejne postradzieckie miasto obwodu leningradzkiego. Finlandia niejedno ma oblicze.

Na początku września 2016 r., siedząc z partnerką na jednej z tamperskich plaż, rozmyślaliśmy o fińsko-rosyjskiej historii miasta. Z pobliskiego lasu wyrosłego na gruzach nieczynnej fabryki dolatywały do naszych uszu dźwięki industrialnego electro. Idąc w kierunku muzyki, natrafiliśmy na półdziki festiwal Maagillinen Teatteri. Oczarowani syntetycznym dźwiękiem fani elektroniki chętnie opowiadali nam o swoim mieście. Zachwytu nad Tampere i lokalnego patriotyzmu trudno było się jednak doszukać. – Nie lubię Tampere – zwierzył się nam jeden z Finów. – Drogo jak w całym kraju, do tego pracy nie ma. Wy w Polsce macie lepiej. Jest taniej i wszędzie blisko. Nie nudzicie się.

W nocy, tuż po koncertach, wyruszyliśmy na spacer po centrum. Tłumy ludzi okupowały wejścia do nocnych klubów, pubów i licznych spelun. Spora część „melanżowników” wyglądała jednak na przybitych. Nie takie różowe jest życie na północy Europy, pomyślałem. Na ul. Mariacką w Katowicach imprezowicz przychodzi po to, aby spędzić czas z przyjaciółmi i nieco się zrelaksować. W Tampere imprezowicze piją z nudów.

Następnego dnia wyruszyliśmy na południe Europy, zostawiając za sobą miasto, nad którym ciągle krąży nieco już sprane i na pewno stęchłe widmo komunizmu. Dodam, że jest to szczególnie wredne widmo: jeszcze straszyło nas po nocach koszmarami.

Coś jednak sprawiło, że Tampere, mimo wszystkich jego wad, polubiłem: otóż jest to miasto, w którym docenia się dziedzictwo przemysłowe. Czynne lub nieczynne zakłady cieszą oko każdego, kto choć trochę interesuje się architekturą industrialną. Naprawdę chciałbym zamieszkać w jednym z nowo powstałych tamperskich loftów. Tej jednej rzeczy, jaką jest szacunek do architektury, władze aglomeracji katowickiej, łódzkiej i innych przemysłowych polskich okręgów powinny się uczyć od Tampere.





Komentarze