Przenoszą street art na salony

O sztuce malowania… ścian, pasji tworzenia i budowaniu firmy z artystycznym zacięciem rozmawiamy z Aleksandrą Grządziel i Sabiną Fabryczny, przedsiębiorczymi Ślązaczkami, których firma Colour My Walls malowniczo wkracza na salony.

Joanna Frysztacka: Colour My Walls, czyli…

Aleksandra Grządziel i Sabina Fabryczny: …sztuka, młodość i pasja dwóch sióstr: Oli – rudej od gadania i Sabiny – blondyny od malowania (śmiech). To również nasza rodzina, przyjaciele i zaprzyjaźnieni artyści, którzy pomagają nam przy dużych projektach.

Wasza firma specjalizuje się w artystycznym malowaniu wnętrz. Skąd pomysł na taką działalność?

Sabina ukończyła łódzką Akademię Sztuk Pięknych. W trakcie studiów znajomi namówili ją, by spróbowała namalować coś na ścianach ich pokoi. Tak to się zaczęło, choć Sabina nie myślała wówczas o tym jako o biznesie. Po studiach zaangażowała się w działalność spółdzielni socjalnej, jednak cały czas spływały do niej zamówienia na „domowe” murale. Było ich coraz więcej i więcej, pojawił się więc pomysł, by pasję zamienić w działalność biznesową. Tak powstał Colour My Walls.

Czy na usługi, które świadczycie, jest duże zapotrzebowanie?

Naszymi klientami są osoby prywatne, przedsiębiorcy, instytucje publiczne, szpitale, przedszkola. Ze swoją ofertą docieramy nie tylko do klientów w Polsce, ale również w Irlandii. U nas popularnością cieszą się projekty związane z kreowaniem bajkowego świata na ścianach dziecięcych pokoi. Z kolei w Irlandii mamy więcej zleceń z instytucji publicznych. Powoli jednak i polskie firmy zaczynają inwestować w swoje siedziby, szukając ciekawych i niebanalnych rozwiązań dekoratorskich. Mamy dość kopiowania gotowców z salonów meblowych, chcemy czegoś innego, oryginalnego i nasza oferta wychodzi naprzeciw tym oczekiwaniom.

Na ile wasze działania są nowatorskie?

Dla niektórych nasze działanie jest nowatorskie, dla innych to po prostu malowanie ścian. Staramy się przenieść street art na salony, pokazując, że to, co jest malowane na dużych obiektach, może również dobrze wyglądać w salonie. Używamy farb świecących w ciemnościach, farb tablicowych, magnetycznych. Na życzenie klienta dodajemy brokat, kryształki lusterka… W ten sposób możemy stworzyć coś naprawdę wyjątkowego i oryginalnego.

Na ile wasza działalność to działalność artystyczna, a na ile komercyjna? Czy da się pogodzić te dwa światy?

Jasne, że malujemy po to, aby mieć za co zapłacić rachunki, ale bierzemy też udział w różnych akcjach artystycznych. Ostatnio zorganizowałyśmy projekt „Pokolorować świat dziecka” z Julią Rozumek (autorką bloga www.juliarozumek.pl – przyp. red.). Zwróciłyśmy się

z apelem o wskazanie dziecka, którego los, mimo młodego wieku, nie rozpieszczał. Julia wybrała bohatera naszego przedsięwzięcia, a my pojechałyśmy wykonać bajeczny mural w jego pokoju. Mamy nadzieję, że choć trochę dodałyśmy koloru do jego świata.

Jaki jest wasz dotychczasowy największy sukces?

Z pewnością wygrana w konkursie Expo Laur Konsumenta podczas 16. Tyskich Targów Budowlanych. Nagroda dla nas wyjątkowa, ponieważ przyznana przez klientów. To był dla nas wyraźny sygnał, że to, co robimy, spotyka się z pozytywnym odbiorem i jeszcze bardziej zmobilizował nas do działania. Jestem dumna z siostry, gdy mówię ludziom, że murale to ręczna robota Sabiny, a w odpowiedzi słyszę: „Wow”.

W jakim kierunku zamierzacie rozwijać firmę?

Chciałybyśmy w większym stopniu niż dotychczas zaistnieć w szkołach i placówkach opiekuńczych. Poza tym marzy nam się wejść w korporacyjny świat i nieźle tam namieszać farbą (śmiech). Urozmaicenie przestrzeni, w której pracownik przebywa i pracuje osiem godzin dziennie, może pozytywnie wpłynąć na jego samopoczucie. O innych planach nie będziemy mówić, bo chcemy, żeby się spełniły. Zapraszamy na naszą stronę www.colourmywalls.com, gdzie można zobaczyć nasze realizacje.

Nadesłano przez: Joanna Frysztacka

 




Komentarze