Wielka podróż za miedzę. Wokół Chrobaczej Łąki

fot. Wikimedia Commons
fot. Wikimedia Commons

Tym razem zapraszamy do Beskidu Małego, aby wspiąć się na jeden z najbardziej charakterystycznych szczytów tego pasma.

cialisotc-bestnorxpharma.com

Na szczycie Chrobaczej Łąki, 828 m n.p.m., stoi stalowy krzyż, dobrze widoczny z Bielska-Białej, zwłaszcza w nocy. Niczym latarnia morska wydaje się być światełkiem powieszonym gdzieś w nocnej czerni. Postawiono go w 2002 r. w miejscu dawnej wieży triangulacyjnej, która z kolei zastąpiła świetlny telegraf. Szczyt Chrobaczej Łąki miał zatem od dawna znaczenie komunikacyjne i geodezyjne, a mimo to każdego dnia mieszkańcy Bielska pokazują sobie świecącą konstrukcję, stojąc pod innym krzyżem na szczycie wzgórza Trzy Lipki i zastanawiając się głośno, is a generic viagra available cóż to za świecący punkcik na horyzoncie: – Wie pan, co to actress viagra commercial się tam świeci? – Wiem, Chrobacza cialisotc-bestnorxpharma.com Łąka. – Patrz pan, a my z Bielska i nie wiemy…

Może to wynikać z ogólnej ignorancji mieszczan wobec wszystkiego, co wykracza poza rogatki miasta. Taka ignorancja, połączona z arogancją, to często spotykana cecha mieszkańców średniej wielkości miast. Tacy czują się już ludźmi światowymi, ale brakuje im pokory mieszkańca metropolii, który zazwyczaj wie, że jest niczym wobec całej planety. No cóż, ostatecznie bielszczanie nie muszą rozpoznawać beskidzkich szczytów. Nawet, jeśli ich miasto leży na beskidzkich stokach.

cialis

Ale zostawmy Bielsko-Białą, wróćmy do Chrobaczej Łąki. Góra ta znajduje się w zachodniej części Beskidu Małego, raczej niespecjalnie często odwiedzanego przez chmary turystów, co może być tylko zaletą tej części polskich Karpat. Leżące u jej podnóży miejscowości, Kozy i rozdarte jeziorem Międzybrodzie, to nudne, choć urokliwe wsie, o których można by napisać wiele historycznych książek. Zwłaszcza o Międzybrodziu, galicyjskim „nowhere” i lokalnym kurorciku reklamującym się Jeziorem Międzybrodzkim, powstałym sztucznie dzięki wybudowanej w 1937 r. zaporze Porąbka. Co ciekawe jednym z projektantów zapory był sam Gabriel Narutowicz, pierwszy prezydent Rzeczypospolitej. Kolejna ciekawostka: podczas drugiej wojny światowej Międzybrodzie wpadło w oko niemieckim okupantom, którzy założyli tu ośrodek wypoczynkowy dla żołnierzy Wehrmachtu. Uroki Międzybrodzia docenione zostały także przez władze Polski Ludowej, promujące rozwój turystyki w obrębie międzybrodzkiego zalewu.

Przez te wszystkie lata, niemalże na samym szczycie Chrobaczej Łąki, działało prywatne górskie schronisko, najwyraźniej zapomniane przez Boga i historię. Według buy cialis saudi arabia niektórych źródeł pierwszy schron dla turystów wybudowała tu pod koniec XIX w. austriacka organizacja Beskidenverein, której spadkobiercą jest między innymi Polskie Towarzystwo Turystyczno-Krajoznawcze. Według innych – schronisko powstało jako prywatna inwestycja rodziny Dorzaków, która z Beskidenverein nie miała nic wspólnego. Tak czy inaczej, zarówno niemiecką okupację, jak i PRL górska chatka przetrwała, opierając się nacjonalizacji, choć państwowe PTTK patronowało działającej w cialis schronisku „stacji turystycznej”, doglądając, czy obiekt działa zgodnie z najlepszymi standardami: za przysłowiowy grosz do noclegu i posiłku miał mieć prawo każdy górski turysta, zaś w trakcie złych warunków pogodowych mógł dostać kawałek miejsca na podłodze nawet za darmo. Głównym opiekunem schroniska od lat 70. do 90. był Rudolf Baścik. Po jego śmierci obiekt zakupiła Fundacja S.O.S. Obrony Poczętego Życia z Warszawy i od tej pory legenda chatki zaczęła umierać, tak jak i ona sama.

Zazwyczaj nieczynne schronisko sprawiało zawód turystom, którzy kierowali się na Chrobaczą, korzystając ze starych map. Zamiast stacji turystycznej PTTK dostawali w zamian zamknięty na głucho, zaniedbany budynek. Gdy schronisko było otwarte, nie było wiele lepiej. Cud, jeżeli do jedzenia można było kupić czipsy, a i herbata wydawała się wielkim rarytasem. O noclegach także można było zapomnieć. Historia ta jednak kończy się happy endem.

Od maja 2016 r. nowi dzierżawcy przywracają chatce górskiego ducha, zatem klimat spod znaku „w górach jest wszystko, co kocham” powraca. Wróciła też pyszna kuchnia, noclegi (póki co w ograniczonym zakresie) i… piwo. Schronisko bez piwa to nie schronisko: każdemu turyście po wejściu na szczyt należy się nagroda. A do piwa najlepiej pasuje gitara, górskie opowieści (ktoś spotkał niedźwiedzia, ktoś właśnie wrócił z wędrówki po Kaukazie, jeszcze ktoś inny bierze ślub za miesiąc, więc z przerażenia ucieka w góry) i ten klimat galicyjskiego, a może

nawet karpackiego „nowhere”.





Komentarze