Powrót z przeszłości

fot. Kevin Abato
fot. Kevin Abato

35 lat temu, w 1981 r., z taśmy produkcyjnej zjechał pierwszy egzemplarz samochodu firmy DeLorean Motor Company o nazwie DMC-12. Tak oto narodziła się legenda motoryzacji, a sam pojazd stał się kultowy dzięki odegraniu roli wehikułu czasu w trylogii „Powrót do przyszłości”.

Cała historia rozpoczęła się w 1974 r., gdy John Z. DeLorean i Bill Collins rozpoczęli prace nad projektem samochodu, który miał się stać samochodem marzeń ówczesnej Ameryki. Konstruktorzy mieli wizję, by stworzyć auto, które było naszpikowane nowatorskimi technologiami, tworząc samochód z innej epoki. DeLorean miał być sportowym, bezpiecznym, eleganckim i tanim samochodem. W 1978 r. DeLorean założył firmę, którą nazwał swoim własnym nazwiskiem. Co ciekawe była to pierwsza nowa firma motoryzacyjna na amerykańskim rynku od 1925 r.

Przed rozpoczęciem produkcji nadano modelowi nazwę DMC-12. Liczba 12 miała sugerować cenę 12 tys. dolarów. Niemniej jednak koszty skonstruowania samochodu były tak duże, że finalnie cena wynosiła 28 tys. dolarów. Pozostano jednak przy liczbie 12. By obniżyć koszty, zdecydowano, że karoseria nie będzie malowana. Do produkcji nadwozia użyto stali nierdzewnej. DMC-12 posiadł silnik PRV (Peugeot – Renault – Volvo) o pojemności 2,8 l generujący moc 130 KM. Prędkość maksymalna to 225 km/h, a przyspieszenie od 0 do 100km/h to ok. 8 s. Osiągi nie były powalające jak na samochód, który pretendował do miana samochodu sportowego. Mimo pięknego nadwozia posiadającego charakterystyczne drzwi, tzw. „skrzydła mewy” zaprojektowane przez Giorgetto Giugiaro, sukces DeLoreana trwał niezmiernie krótko. Już rok po debiucie sprzedaż gwałtownie spadła, a założyciel został zamieszany w aferę narkotykową. Piętą achillesową DeLoreana DMC-12 była niezawodność. Jego zespół napędowy nie należał do najbardziej niezawodnych. Wszystkie te czynniki doprowadziły do zakończenia produkcji w 1983 r.

Miłość do stalowego skrzydlaka przetrwała próbę czasu i w 2007 r. znalazł się inwestor, który przejął nazwę DMC i otworzył fabrykę w Teksasie. Zajmowała się ona remontowaniem DeLoreanów wyprodukowanych w latach 80. Należy w tym miejscu zaznaczyć, iż obecnie istniejąca firma nie posiada żadnych związków z pierwotnym producentem. Prócz odbudowy i zapewniania serwisu firma próbowała wypuścić wersję elektryczną DMC-12. Wyprodukowano kilka egzemplarzy testowych.

Rok 2016 to punkt zwrotny w historii tego auta. Na mocy lokalnego prawa spółka otrzymała pozwolenie na produkcję nowych pojazdów. Po kilku latach starań samochód spełnia obecne wymogi bezpieczeństwa i finalnie firma z Teksasu otrzymała prawo do produkcji do 325 aut rocznie. Pierwsze nowy DeLoreany mają być dostępne na przełomie 2017 i 2018 r. Bryła samochodu nie ulegnie zmianie. Nowe ma być jednak wszystko inne. Silnik ma mieć moc do 400 KM, poprawione hamulce oraz całą współczesną elektronikę i wygody. Cena nowego egzemplarza ma wynosić około 100 tys. dolarów. Cały czas jednak będzie można nabyć egzemplarz fabrycznie odrestaurowany z oryginalnymi częściami z lat 80. W tym przypadku nasz portfel uszczupli się o połowę mniej, czyli między 40 a 50 tys. dolarów. Natomiast jeżeli jesteśmy fanami serii „Powrót do przyszłości”, nie ma problemu, by zamówić sobie replikę filmową. Musimy być wtedy prawdziwymi świrami, gdyż sama przeróbka (części i robocizna), bez samochodu, kosztuje około 50 tys. dolarów.

Należy mieć nadzieję, że wszystko się uda i DeLorean znów będzie cieszył oko na drodze, jadąc o własnych siłach, z osiągami godnymi swoich założeń. Gdyby John Zachary DeLorean żył, na pewno byłby szczęśliwy.





Komentarze