Nihil novi, czyli Skoda Superb II FL

fot. Skoda
Skoda Superb II FL Combi GreenLinefot. Skoda

Jak zapewne pamiętacie, rok temu wraz z Magdą testowałem Hondę Accord i Skodę Superb II. Teraz czeski producent chciał nieco odświeżyć swoją flagową limuzynę i poddaj ją kuracji odmładzającej. Co zostało zmienione?

Niewiele. Widać, że Skoda należy do koncernu Volkswagena. Z zewnątrz został przemodelowany pas przedni w celu upodobnienia do reszty rodziny, z tyłu zastosowano ten sam zabieg. Natomiast wewnątrz zmieniono tylko kierownicę. Kreatywność nie jest zatem mocną stroną Skody. To całe moje narzekanie nie świadczy jednak o tym, że to zły samochód, wręcz przeciwnie – jest jak dobrze dopasowany garnitur, tyle że z sieciówki.

Cena jest właśnie największym atutem tego samochodu. Dostajemy elegancję i wygodę za rozsądne pieniądze. Ta krzyżówka Volkswagena z Audi to samochód dla ludzi, którzy nie chcą się wyróżniać. Muszę znów pochwalić Superba za możliwości manewrowe. Samochodem wielkości liceum można parkować łatwo jak budką z lodami, a wszystko to zasługa ośmiopunktowych czujników parkowania. Jednak czy ten nijaki wygląd i swoista perfekcja skazują ten samochód na bycie nudnym?

Do testów otrzymałem wersję ze 170-konnym dieslem z 6-biegowym automatem DSG. Skrzynia biegów to tak naprawdę jedyny element, jaki różnił od niej wersję sprzed roku. Muszę wam powiedzieć, że jestem nią oczarowany. Mamy do wyboru trzy tryby jazdy. Tryb standardowy dostojnie i kulturalnie zmienia biegi troszcząc się o nasz portfel, porównałbym go do dostojnego toczenia się po mieście. Druga opcja skrzyni biegów pozwala na manualną zmianę przełożeń. Wydaje się, że to przydatny tryb dla sportowej jazdy, gdy chcemy sami kontrolować maszynę. Zirytowała mnie jedna błahostka. Gdy chcemy zmienić bieg na wyższy musimy posunąć drążek w przód, gdy zredukować bieg, w tył. Wydaje się to logiczne, ale tak nie jest. Jest to w ogóle nieintuicyjne. Podczas przyspieszania przeciążenie wciska nas w fotel i logicznym by było, gdyby wrzucenie wyższego biegu było pociągnięcie drążka do siebie. Ostatni tryb skrzyni to tryb „Sport”. Jak dla mnie powinien być domyślny. Silnik działa na pełnych obrotach i staje się żwawy. W końcu widać, że ten samochód ma tyle mocy, co na papierze, a zmiany biegów są naprawdę szybkie. Według specyfikacji technicznych skrzynia zamontowana w Skodzie zmienia biegi w 30 ms! To 3 razy szybciej niż w Mercedesie SLS AMG i 5 razy szybciej niż w Ferrari Enzo. Lepiej wypada tylko Alfa Romeo Giulietta i Bugatti Veyron. 170 KM bardzo dobrze działa z dwusprzęgłowym DSG i można nieco poczuć sportowe emocje. Nie jest to nawet bardzo kosztowna zabawa, gdyż średnie spalanie przy dynamicznej jeździe wyniosło około 7 litrów ON na 100km.

Czy odświeżona Skoda mnie porwała? Jezdnie tak, bo nie zmienili nic, stylistycznie nie. Spodziewałem się większych zmian, samochód co prawda wymagał odświeżenia, ale myślałem, że będzie zrobiony z większym polotem. Skoda zaczerpnęła złej stylistycznej inspiracji i kroczy drogą Audi, które zapewne ma 3 projektantów i kserokopiarkę. Zaskoczeniem jest jednak cena, która jest niższa niż starszej generacji. Podsumowując jest to solidna limuzyna dla ludzi, którzy nie chcą się wyróżniać z tłumu, ale nie lubią być zupełnie w cieniu.





Komentarze