Wywiad z mistrzem

25 stycznia w Mysłowickim Ośrodku Kultury odbyło się spotkanie Kajetana Kajetanowicza z fanami. Każdy mógł wymienić kilka zdań, poprosić o autograf czy zrobić sobie zdjęcie z trzykrotnym zwycięzcą Rajdowych Samochodowych Mistrzostw Polski. Natomiast przed spotkaniem Kajetan znalazł dla nas czas, by porozmawiać.

Krzysztof Korus: Trzecie zwycięstwo w RSMP. Gratuluję. Ma pan ambicje pobić rekord Sobiesława Zasady?

Kajetan Kajetanowicz: Nie, absolutnie nie. Sobiesław Zasada jeździł w zupełnie innych czasach. Mam wielki szacunek do tego, co zrobił. My nie jeździmy, by bić rekordy, ale po to, żeby wygrywać. Nie ukrywam, że chciałbym więcej jeździć za granicą. Na początku tego roku wystartowaliśmy w Rajdzie Janner, pierwszej rundzie Mistrzostw Europy i to chcielibyśmy kontynuować w przyszłości. Jest to jednak uzależnione od środków finansowych. Rozumiemy, że nasz główny sponsor chce, byśmy startowali w mistrzostwach Polski, jednak nie ukrywam, że szukamy dodatkowych rozwiązań, by móc startować za granicą.

Chciałby pan startować w WRC?

Myślałem nad startami w Mistrzostwach Europy. To byłby cykl, w którym chcielibyśmy rywalizować. Warto dodać, że obsada jest bardzo mocna, a promocja tej serii jest na światowym poziomie – jak chociażby relacje na żywo z odcinków specjalnych. To coś, czego nie mają w tej chwili WRC. Mistrzostwa Świata to głównie samochody WRC, zatem koszty startów na najwyższym poziomie są bardzo duże. Rundy WRC rozgrywane są na całym globie, ale i tak najszybsi kierowcy pochodzą z Europy.

Głównie kierowcy ze Skandynawii.

Dostali taką łatkę. Jest wielu kierowców, którzy mają potencjał, a są z krajów innych niż skandynawskie – od dekady Mistrzem Świata jest Francuz. Ostatnio, we wspomnianym Rajdzie Janner, wygrał Czech Jan Kopecky, bardzo szybki gość. W naszej części Europy mamy wielu zdolnych kierowców.

Dakar przeszedł panu kiedyś przez myśl?

Póki co tylko wtedy, gdy zostaje mi zadane takie pytanie. Rajdy terenowe to dyscyplina, która również wymaga dużego poświęcenia, a na pewno pomagają umiejętności, jakie ma kierowca rajdowy. Wolę rajdy płaskie, ale niczego nie można wykluczyć.

Wracając na nasze domowe podwórko, czy już trwają przygotowania na polską inaugurację sezonu, Rajd Świdnicki?

Cały czas się przygotowujemy, musimy być kondycyjnie, koordynacyjnie i psychicznie nieustająco gotowi do rajdu. Teraz jest czas na poruszanie organizacyjnych tematów, pracujemy nad umowami, prowadzimy rozmowy ze sponsorami. Dopinamy sprawy, których efekt widać na zewnątrz, jednak dla mnie najważniejsze jest przygotowanie moje i auta, co ma sprawić, że będziemy konkurencyjni.

Jaki jest pana następny rajd?

Myślę, że będzie to właśnie Rajd Świdnicki w połowie kwietnia. Miesiąc później spotkamy się niedaleko stąd, na Rajdzie Wisły. Bardzo cieszę się, że ta legendarna impreza powróciła do kalendarza Mistrzostw Polski.

Jaką nawierzchnię pan bardziej preferuje asfalt, może szuter?

To nie ma dla mnie znaczenia. Rajdy szutrowe czy zimowe przysparzają wiele frajdy kierowcy, pilotowi, kibicom, ale rundy asfaltowe też mają dużo fajnych rzeczy – przeciążenia, większe prędkości, bardziej się odczuwa skoki. Z każdej nawierzchni należy wyciągać to, co najlepsze i co daje najwięcej uśmiechu na twarzy.

Jak przebiega współpraca pana z zespołem? Subaru dobrze się spisuje?

Subaru, dzięki dobremu przygotowaniu, dobrze się spisuje, choć staram się wycisnąć z niego absolutnie wszystko. Bylibyśmy kłamczuchami, gdybyśmy mówili, że wszystko działa jak w zegarku, że nikt się nie myli, jest idealnie i że mamy najlepszy samochód. Jesteśmy tylko ludźmi, ale dzięki temu, że to grupa profesjonalistów, te błędy mogą być szybko wyeliminowane lub łagodzimy ich skutki. Cały Lotos Rally Team działa bardzo dobrze i ciężko pracuje – między innymi właśnie dzięki temu mogę jechać tak szybko.

Jak wygląda pana trening jazdy samochodem?

Przed każdym rajdem trenuję kondycję, koordynację, natomiast samego jeżdżenia samochodem rajdowym jest niestety nie za dużo. Organizacja testów wymaga licznych zgód, zezwoleń, które musimy złożyć w odpowiednich urzędach na miesiąc wcześniej. Takie są przepisy i wiemy, że trzeba je respektować. Testy to również niemałe koszty związane z eksploatacją samochodu. Musimy tak balansować budżetem, aby zapewnić sobie minimum jeden dzień testów, a najlepiej dwa. W tym czasie od rana do wieczora jeździmy, ustawiamy samochód. Jest to dla mnie czas na złapanie tzw. feelingu, czyli wyczucia samochodu, dla mechaników na sprawdzenie, czy wszystko działa poprawnie. To jest bardzo ważne, by podczas tych testów ustawić jak najwięcej rzeczy i wszystko dokładnie sprawdzić. Staramy się organizować treningi tuż przed zawodami, aby nie trzeba było ponownie „rozkręcać się”, rozgrzewać i łapać rytm na samym rajdzie.

Rozmawiamy w Mysłowicach tuż przed pana spotkaniem z kibicami rajdowymi. Często gości pan u młodszych i tych starszych, rozmawia z nimi, a przede wszystkim angażuje się w pomoc dzieciom. Czym dla pana są takie spotkania?

Czymś zupełnie naturalnym i co ważne – takie spotkania bardzo mnie cieszą. W tych młodych ludziach jest tyle fajnych emocji. Jeżeli mam możliwość dać część siebie i spowodować uśmiech ludzi, to po prostu to robię. Można to także odbierać egoistycznie, że robię to dla siebie, bo czuję się z tym lepiej. Cieszę się, że jednocześnie innym mogę sprawić radość, szczególnie dzieciakom, na których miejscu też byłem i pamiętam, co mnie cieszyło.

Na koniec drobne osobiste pytanie, jakim samochodem pan jeździ na co dzień?

Jeżdżę SUV’em, Volvo XC60, wygodny, grzeczny samochód rodzinny. Jestem kierowcą, który poza rajdami jeździ raczej spokojnie. Oczywiście w moich ustach brzmi to zapewne nieprawdopodobnie, ale tak już jest.

Wyszumi się pan w pracy, potem wraca pan do domu, do życia prywatnego.

Dokładnie, bardzo dobrze powiedziane.





Komentarze