Street food, czyli kuchnia ulicy

fot. ARAmedia
Food trucki na katowickim rynku fot. ARAmedia

Coraz dłuższe i cieplejsze dni sprzyjają spędzaniu czasu na świeżym powietrzu. Wnet rozpocznie się sezon na imprezy plenerowe, którym z pewnością będzie towarzyszyć jedzenie. Podczas tego typu wydarzeń można zjeść smacznie, szybko i w rozsądnej cenie.

Uliczne jedzenie zwykle kojarzy nam się z budką z frytkami stojącą gdzieś nieopodal parku lub z kebabami, które możemy obecnie znaleźć niemal w każdym zakątku miasta. Street food, z angielskiego żywność z ulicy, to rodzaj jedzenia typu fast food, gotowego do spożycia, przyrządzanego wprost przed podaniem. Sprzedawcy ulicznego jedzenia, mimo że nie mają sali wyposażonej w kelnerów i nie serwują posiłków na pięknych talerzach, przyciągają zazwyczaj rzesze wygłodniałych klientów. Jak to możliwe, że jedzenie pod chmurką stało się aż tak popularne?

Każdy z pewnością pamięta budkę z fast foodem znajdującą się po prawej stronie przy wejściu na katowicki dworzec PKP, jeszcze przed jego przebudową. Sprzedawano tam olbrzymie hamburgery, których smaku nie zapomnę nigdy. W oczekiwaniu na autobus czy pociąg, po pracy lub przed nią, o każdej porze dnia i nocy zaglądali tam ludzie, chcąc coś przekąsić, nie wydając przy okazji fortuny. Takich fantastycznych miejsc było wiele w całej Polsce już w ubiegłym stuleciu, a jedzenie uliczne uwielbiano nawet w czasach starożytnych. W Grecji na ulicy sprzedawano suszone ryby, a w starożytnym Rzymie zupę z ciecierzycy z makaronem, po którą sięgali ubożsi mieszkańcy miasta. W Europie street food pojawił się ok. XIX w., a do najbardziej znanych przysmaków ulicy można było zaliczyć wszelkie owoce morza, grochówkę, flaki, ciepłe placki nadziewane serem i tak uwielbiane przez wszystkich frytki. W okresie przedwojennym w Polsce uliczne jadłodajnie pojawiały się na wszelkiego rodzaju bazarach i targach, a prowadziły je najczęściej niezamożne kobiety, które w ten sposób zarabiały na chleb. W swojej ofercie miały kawę, herbatę, barszcz z ziemniakami, kaszę, kiełbasę i podroby, kaszankę, flaki, bób i pajdy chleba. Może nie było to zbyt wyszukane menu, ale dzięki takim „restauracjom” zawsze można było się posilić, nie tracąc zbyt wiele czasu i pieniędzy. Warto wspomnieć, że w niektórych krajach, np. w Japonii, przez korzystanie z oferty street food możemy nabawić się statusu „gorszego człowieka”, gdyż jedzenie na ulicy jest traktowane jako gorsza forma posiłku, zarezerwowana dla nizin społecznych. Takie przekonanie panowało również w Polsce jeszcze w latach 50. ubiegłego wieku. Na szczęście dzięki odrodzeniu się mody na street food współcześnie jest ono akceptowane na równi z jedzeniem w domu, a my możemy się z niego cieszyć bez ponoszenia żadnych społecznych konsekwencji.

Co zatem znajdziemy obecnie w streetfoodowym menu? Od tradycyjnych frytek belgijskich, poprzez hamburgery, hot dogi, kebab, aż po przysmaki, których nikt by się na ulicy nie spodziewał, np. ręcznie lepione pierogi, naleśniki na słodko i słono, węgierski langosz, tortille, burrito, bajgle, a nawet kluski śląskie w wersji street food. Okazuje się, że tak naprawdę sprzedawcy ulicznego jedzenia są w stanie wyczarować wszystko, a jeden z najszybciej rosnących segmentów rynku, czyli sprzedaż żywności z food trucków, przeżywa prawdziwe oblężenie. Zloty samochodów z jedzeniem możemy spotkać właściwie w każdym mieście, m.in. podczas cyklicznych imprez na katowickim czy mysłowickim rynku.

Ale street food to także nocne markety czy jedzenie w halach, które w Katowicach zwykle ma miejsce na terenie dawnej fabryki porcelany i ściąga za każdym razem tabuny gości. Nie sposób pominąć wszelkich porannych inicjatyw związanych z jedzeniem ulicznym, takich jak nieistniejący już „Przystanek śniadanie” czy odbywające się w rosarium Parku Śląskiego „Śniadania na trawie”. Warto zauważyć, że o ile jeszcze kilkanaście lat temu uliczną kuchnię stanowiły głównie dania fast food, o tyle obecnie są to także pełnowartościowe potrawy, oparte na świeżych i zdrowych produktach. Sprzedawcy ulicznego jedzenia dbają o to, aby podawać swoim klientom jedynie posiłki dobrej jakości, jak najmniej przetworzone. Właśnie to, w połączeniu z atrakcyjną ceną i niebanalną atmosferą, jaka niewątpliwie towarzyszy street foodowi, sprawia, że jedzenie staje się najprzyjemniejszą czynnością w życiu, nawet na ulicy.

Dzisiejszą potrawą w stylu street food będzie popularny w Niemczech currywurst, czyli biała kiełbasa z sosem pomidorowym, obsypana przyprawą curry. Składnikidla dwóch osób: cztery małe kiełbaski białe surowe lub parzone, ketchup, sproszkowana papryka chili, sól cebulowa lub cebula w proszku, pieprz, przyprawa curry, olej do smażenia. Kiełbaski kroimy pod skosem w długie plastry (surową kiełbasę należy wcześniej ugotować, aby nie rozpadła się podczas smażenia). Na rozgrzanej patelni z odrobiną oleju układamy plastry kiełbasy i smażymy na brązowo, obracając co jakiś czas. W międzyczasie robimy sos: sześć łyżek ketchupu mieszamy z połową łyżeczki chili, łyżeczką soli cebulowej lub cebuli w proszku i połową łyżeczki pieprzu. Gdy kiełbasa stanie się chrupiąca, przekładamy ją na talerz i polewamy sosem, a następnie posypujemy dość obficie przyprawą curry. Currywurst najlepiej smakuje z frytkami. Smacznego!

Do potrawy polecam argentyńskie Chardonnay La Linda od genialnego producenta Luigi Bosca (dostępne w Centrum Wina). Cechuje je zdecydowana owocowość gruszki i jabłka. Świetna relacja jakości do ceny!





Komentarze