O „Metal Ballads vol. 1” z Piotrem Roguckim. KONKURS

fot. Rafał Matuszak
Już 9 grudnia Coma zagra w katowickim Mega Clubie. Mamy dla was wejściówki! fot. Rafał Matuszak

O 20-leciu zespołu, udziale w trasie koncertowej Męskiego Grania i nowej płycie rozmawiamy z Piotrem Roguckim, wokalistą zespołu Coma.

Bogumił Stoksik: Zdążyliście już przyzwyczaić fanów, że każda nowa płyta to nowa stylistyka, ale w porównaniu z waszym pierwszym krążkiem, na „Metal Ballads vol. 1” brzmicie jak zupełnie inny zespół.

Piotr Rogucki: Jest inaczej i na pewno jest to inna muzyka niż na pierwszym albumie nagrywanym 15 lat temu, bo inaczej jest też na ulicy, w internecie, którego praktycznie nie było na początku naszej działalności. Jesteśmy ludźmi, którzy się rozwijają, więc i wpływ tego rozwoju jest widoczny w tym, co robimy.

Na poprzednim albumie ty napisałeś teksty, do których pozostali członkowie stworzyli muzykę. Jak wyglądała praca nad nowym krążkiem?

Płytę tworzyliśmy w wynajętym domu i zarazem klubie muzycznym na Mazurach. Wyciągnąłem naukę i metodę pracy z naszego poprzedniego albumu „2005 YU55”. Najpierw powstały teksty, później napisaliśmy do nich muzykę, ale nowy krążek w 80% stworzyliśmy wspólnymi siłami, właśnie na tym wyjeździe. Doszedł element, który był nieobecny wcześniej na taką skalę w naszym zespole, czyli produkcja. Do współpracy zaprosiliśmy Pawła Cieślaka, który wspierał nas pod względem brzmieniowym, aranżacyjnym, a momentami i kompozycyjnym. Na tyle zaangażował się w tę pracę, że dołączył do nas na tej trasie jako muzyk.

Na pierwszy plan wysuwa się brzmienie klawiszy. To jego zasługa?

W dużej części zawdzięczamy to Pawłowi, ale nie tylko. Takie było założenie. Po prostu chcieliśmy, żeby na płycie znalazły się instrumenty przejmujące linię melodyczną, która zazwyczaj pojawiała się w wokalu. Tutaj jest jej trochę mniej, została zastąpiona instrumentami klawiszowymi.

W jednym z wywiadów zaznaczałeś, żeby tytułu „Metal Ballads vol. 1” nie odbierać kpiarsko, ale nazwanie w ten sposób płyty, na której nie ma żadnej metalowej ballady, jest chyba jednak drobnym prztyczkiem?

Chodziło o stworzenie neutralnego określenia na zbiór piosenek, które się na tym albumie znajdują, żeby to nie narzucało od razu jakiejś interpretacji. Tytuł wydawał mi się zabawny. Nie jest to prztyczek. Nie chciałem tym prowokować ani obrażać. Żadne z naszych działań nie jest skierowane przeciwko komuś. Ten tytuł przyszedł mi do głowy nie tylko dzięki tzw. składankom muzycznym z lat 90., zainspirowała mnie też nazwa zespołu Eagles of Death Metal, który z death metalem nie ma nic wspólnego. To taki rodzaj inteligentnej gry ze słuchaczem.

Za rok Coma będzie obchodzić swoje 20-lecie. Od tego czasu bardzo się zmieniliście.

Takie wrażenie mogą odnosić słuchacze, którzy koncentrują się na formie, bo treść tego, co robimy, się nie zmieniła. Cały czas poruszamy te same tematy, tylko nie są one teraz przedstawiane w sposób bezpośredni, ale za pomocą formy, która w danym momencie mnie inspiruje, zarówno muzycznej, jak i literackiej. Tak naprawdę jedyne, co się w Comie od początku nie zmieniło, to próba eksplorowania nowych przestrzeni, zestawiania dziedzin. Te formy nie muszą wiązać się z tym, z czym się wiązały na początku, czyli z grungem, numetalem. Szukamy stymulacji dla siebie do pokonywania nowych etapów, bo uznaliśmy, że to uczciwe wobec nas samych i wobec ludzi, którzy nas słuchają. Mimo że niektórzy uważają, że ten rozwój to regres, nie mają racji.

Przez te wszystkie lata Coma ciągle łączy elementy popularne i niszowe.

Chcemy robić coś, co ma jakąś wartość artystyczną, ale chcemy to robić na taką skalę, która będzie w stanie zapełnić 500-osobowy klub.

W tym roku dałeś się też poznać jako ambasador marki Męskie Granie. To udana przygoda, którą chciałbyś powtórzyć?

Męskie Granie to dla mnie nie marka, ale rodzaj spotkania, bo najważniejsze było to, że mogłem spotkać bardzo ważnych, inspirujących mnie ludzi, świetnych muzyków. Miałem okazję z nimi pośpiewać, nauczyć się czegoś od nich, poimprezować, porozmawiać. Przestrzeń, którą daje Męskie Granie, wśród tych wszystkich zapracowanych artystów jest praktycznie niemożliwa w życiu codziennym. To było dla mnie wielkie doświadczenie i przeżycie. Oczywiście nie wiem jeszcze, jak będzie w przyszłości, ale nie mam na tym punkcie ciśnienia. To nie jest moim priorytetem.

A co jest dla ciebie teraz priorytetem?

Żeby grać koncerty z Comą. Przekonywać ludzi, jak dobrym koncertowym albumem jest „Metal Ballads vol. 1”. Jak na razie nasz pomysł na granie się udaje i fajnie rozkręca. Po raz pierwszy od ostatniego albumu pozbyliśmy się wrażenia, że wokół tego, co robimy, krąży tzw. shitstorm. Nawet głosy malkontentów przykrywane są przez tych, którzy nam dopingują, a przecież robimy to wszystko dla ludzi.

Chcesz wygrać bilety na koncert zespołu Coma, który odbędzie się 9 grudnia w katowickim Mega Clubie? Wyślij na adres redakcja@gazetamyslowicka.com odpowiedź na pytanie: z jakiego miasta pochodzi Coma? W tytule wpisz hasło „Coma – konkurs”. Spośród e-maili nadesłanych do 25 listopada włącznie wybierzemy zwycięzcę, który otrzyma od nas wejściówkę na koncert dla dwóch osób. Z laureatem skontaktujemy się mailowo. Powodzenia!





Komentarze