„Chłopiec, którego nikt nie kochał” – recenzja

„Wrócił do domu i rozejrzał się po salonie za zapalniczką. Wziął ją, zapalił i spokojnie przytknął płomień do kanapy. I tak trzymał, aż kanapa się zajęła, a potem poszedł podpalić zasłony.”

Casey Watson przyjmuje pod swój dach chłopca, któremu nikt nie może już pomóc. Kilkanaście rodzin zastępczych i domów dziecka pozostawiają w nim poczucie, że nikt go nie chce i jest zbędnym elementem. W przedmiotowy sposób traktowany przez matkę i instytucje trafia do kochającej się rodziny i przeżywa swoistego rodzaju szok. Na miłość i bezinteresowność reaguje napadami furii oraz agresji.

To przejmująca historia walki o życie chłopca, który w nietuzinkowy sposób okalecza sam siebie i wini za wszystko, co wydarzyło się w jego życiu. Obraz doskonale ukazujący, jak wiele trudu i determinacji wymaga opieka nad dziećmi z największymi problemami psychologicznymi i wychowawczyni. Czytelnik bardzo emocjonalnie doświadcza wszystkiego, co dzieje się w rodzinie, za sprawą niezwykłego talentu Casey. To również sprawia, że książkę czyta się niewiarygodnie szybko. Razem z kobietą przeżywamy małe wzloty i gigantyczne upadki oraz stawiamy czoło wątpliwościom, z jakimi zetknęła się jej rodzina.

„Chłopiec, którego nikt nie kochał” to pozycja obowiązkowa. Szczerze polecam.





Komentarze