Na Promenadzie obchodzili rocznicę tragedii górnośląskiej

80-letni pan Wilhelm nie chce ujawniać swoich personaliów. Minęły już 73 lata od wydarzeń, których był świadkiem, ale strach pozostał do dzisiaj. – Niy chca mieć ôstudy – tłumaczy. W czasie rozmowy opowiada o tym, co widział na mysłowickiej ulicy, kiedy działał tutaj komunistyczny obóz pracy. Szedł z mamą do sklepu, gdy zauważyli rolwagę ciągniętą przez kilku więźniów. Spod plandeki bezwładnie zwisały wychudzone ręce i nogi. Przechodnie z przerażeniem patrzyli na tragiczny pochód. Zainteresowanie mysłowiczan nie spodobało się konwojującym strażnikom. Jeden z nich wyraźnie zdenerwowany zaczął strzelać w powietrze. Ku przestrodze.

27 stycznia z inicjatywy stowarzyszenia Ślōnskŏ Ferajna na mysłowickiej Promenadzie odbyły się uroczystości upamiętniające ofiary funkcjonującego tam w latach 1945-1946 komunistycznego obozu pracy. 14 stycznia 2011 r. Sejmik Województwa Śląskiego przyjął rezolucję, zgodnie z którą w ostatnią niedzielę stycznia obchodzimy Dzień Pamięci Tragedii Górnośląskiej 1945 r. W uchwale napisano: „Sejmik Województwa Śląskiego składa hołd tysiącom niewinnych i bezbronnych mieszkańców Górnego Śląska, którzy od stycznia 1945 r. stali się ofiarami masowych zbrodni Armii Czerwonej i komunistycznego aparatu bezpieczeństwa: zamordowanym, deportowanym do ZSRR, osadzonym w więzieniach i obozach”. Pamiętajmy zatem, że tragedia górnośląska to nie tylko deportacje i wywózki do ZSRR, bo w ostatnich latach próbuje się tylko do tego sprowadzić dramatyczne wydarzenia 1945 r.

W sobotnich uroczystościach na Promenadzie uczestniczyły m.in. władze Mysłowic i przedstawiciele wojewódzkich władz samorządowych. Nie zabrakło też członków regionalnych i lokalnych organizacji. Obchody rozpoczęły się od wspólnej modlitwy. – Tragedia górnośląska to nie tylko wydarzenie, ale przede wszystkim ofiary i ich rodziny – powiedział ks. dziekan Rafał Ryszka. – We wspólnej modlitwie przywołujemy wszystkie te ofiary, wszystkich wywiezionych z naszej Śląskiej Ojcowizny do katorżniczej pracy na terenie Związku Radzieckiego, wszystkich tych, którzy w tym obozie zginęli. Modlimy się za ich rodziny, niech dobry Bóg przyjmie ofiarę ich bólu, osamotnienia, ciężkiego losu. Prosimy za kolejne pokolenia, by przechowując pamięć, ból i poczucie niesprawiedliwości, budowały pokój – dodał. Zgromadzeni prosili również w modlitwie o dar mądrości dla rządzących, by wyciągnęli właściwe wnioski z historii i nie dopuścili do wojen, prześladowań i terroru.

Prezydent Mysłowic Edward Lasok mówił: – Po raz kolejny spotykamy się w tym miejscu, aby oddać hołd i uczcić pamięć tych, którzy tu, parę metrów stąd, przechodzili swoje katorgi i cierpienia. (…) Mijają 73 lata od bolesnych wydarzeń tragedii górnośląskiej związanych z bestialskimi mordami Górnoślązaków, wywózkami na Sybir oraz do kopalń Donbasu. My, mysłowiczanie, pamiętamy o tragicznych losach więźniów, którym poświęciliśmy tablicę pamiątkową z napisem „Polskim patriotom więzionym i pomordowanym przez oprawców hitlerowskich, w policyjnym więzieniu, w latach 1941-45, Górnoślązakom represjonowanym przez służby bezpieczeństwa w okresie wprowadzania władzy ludowej w latach 1945-49″. Jakież to wymowne, bo skończyła się wojna i wszyscy myśleli, że jest wolność, a ta wolność przeradzała się w następną tragedię.

Dr inż. Henryk Mercik, członek zarządu województwa śląskiego, nawiązał do wydarzeń tragedii górnośląskiej i do czasów współczesnych. – Trudno się mówi w takich miejscach jak to, gdzie tłumaczono ich powojenne istnienie słowem „sprawiedliwość”, a czyniono w nich przemoc w imię nienawiści – powiedział. Apelował również: – Powinniśmy pamiętać, tak jak czynimy to dzisiaj, ale w czasach – i powiem to z całą odpowiedzialnością – gdy w wielu miejscach Europy odradza się nacjonalizm, gdy politycy dla doraźnych interesów straszą innością, straszą tymi, którzy inaczej wierzą, którzy inaczej mówią, powinniśmy pamiętać, że różnorodność społeczeństwa jest ubogaceniem, a nie zagrożeniem. Ale powinniśmy też zrobić wszystko – i to też mówię z całą odpowiedzialnością – aby wiedza o wydarzeniach tragedii górnośląskiej była wiedzą, która będzie powszechnie przekazywana. Nie tylko przez stowarzyszenia, ale w naszych szkołach.

Posłanka Nowoczesnej Monika Rosa również apelowała, by przekazywać pamięć o dramatycznych wydarzeniach. – Powinniśmy stworzyć miejsce pamięci, które będzie znane całej Polsce, ponieważ ta wiedza sprawi, że być może nie będzie zgody na takie traktowanie odmienności, różnych tożsamości, religii czy pochodzenia. Bo to miejsce jest symbolem tego, w jaki sposób kończy się budowanie jednorodnego etnicznie, narodowościowo i językowo kraju. Jesteśmy tutaj, ponieważ pamiętamy i ponieważ nie godzimy się na to, żeby taka tragedia kiedykolwiek się znowu wydarzyła – zaznaczyła.

Bernard Gaida, przewodniczący Związku Niemieckich Stowarzyszeń Społeczno-Kulturalnych w Polsce, przedstawił tragedię Niemców w szerszym europejskim kontekście. Stwierdził, że niemal wszyscy myślą o niej wyłącznie w kategoriach Śląska, a nawet jedynie Górnego Śląska. Tymczasem kiedy w ubiegłym roku otwierał w Berlinie wystawę poświęconą 25 mniejszościom niemieckim w Europie, okazało się, że wszędzie los cywilnej ludności niemieckiej był identyczny. – Kiedy więc stoimy przy tablicy czy grobach pomordowanych tu, na Śląsku, pamiętajmy także o pomordowanych Niemcach Sudeckich, deportowanych z Siedmiogrodu, wypędzonych z Węgier, zgwałconych kobietach na Warmii, zagłodzonych dzieciach w Królewcu, sierotach z Mazur zabłąkanych w litewskich lasach, o matkach, którym w Potulicach odebrano niemowlęta. Nie licytujmy się nigdy w skali cierpień tych, którzy również stali się ofiarami zwycięzców. Bo jak porównać to cierpienie? (…) Jak zmierzyć ból tych dzieci z Mazur, na rękach których umierały matki i omy, a które uciekały instynktownie oby dalej na wschód, za Niemen, na Litwę, gdyż Litwini byli dla nich lepsi? Jaką miarą zmierzyć świadomą czy nieświadomą utratę tożsamości, imienia, religii dzieci odebranych matkom w Potulicach i przekazanych do adopcji? Albo tym, które jako Volfkinder traciły tę tożsamość w litewskich rodzinach, do których uciekły? Jak mierzyć ból ich matek, które resztę życia spędziły na bezskutecznym poszukiwaniu? Pamiętajmy, że kiedy świat świętował pokój, wtedy pomiędzy Bałtykiem, Adriatykiem i Morzem Czarnym cierpienie często dopiero zaczynało zbierać swoje żniwo. Dzisiaj symbolicznie stoimy przy jednym z niezbyt wielu miejsc naszej pamięci. Większość tych miejsc nadal nie ma tablic, dlatego dwa tygodnie temu w Pałacu Prezydenckim w Warszawie, jako Ślązak i Niemiec jednocześnie, powiedziałem, że Polska to także obywatele nie-Polacy, z inną wrażliwością, pamięcią historyczną, ale z tymi samymi obowiązkami i prawami, że ciągle apelujemy nie tylko o lepszą edukację, dostęp do mediów, ale także o szacunek dla naszych miejsc pamięci. Tutaj, na naszych nielicznych – w stosunku do rozmiarów gehenny – śląskich miejscach pamięci o tragedii powojennego czasu zawsze wzywam, by pamiętać o wszystkich ofiarach zwycięzców, bo o nich zwykle historia milczy. My więc musimy wołać, by przypominać o tych, którym dane było dożyć końca wojny, ale nie przeżyć pokoju – mówił. – Jednak nie byłbym sobą, gdybym nie powiedział, że cierpienie nie zna narodowości, a ofiary i sprawcy, nie zapominając o proporcjach, byli pośród nich wszystkich. Nasze chrześcijaństwo wymaga, byśmy za nich wszystkich się modlili, a to upamiętnienie czynili narzędziem pokoju i zgody, a nie podziałów, które niestety coraz częściej są naszą rzeczywistością – podsumował.

Radny i historyk Tomasz Wrona tłumaczył, że tragedię górnośląską należy rozumieć w szerszym znaczeniu. – Tak naprawdę moglibyśmy powiedzieć, że XX w. był dla mieszkańców naszego regionu wiekiem przeklętym. Stoimy w miejscu, w którym powstała stacja emigracyjna, z której cała Galicja w swojej tragedii wyjeżdżała z Mysłowic do Ameryki. Potem pierwsza wojna światowa, podczas której dziesiątki młodych chłopaków walczyło w szeregach przede wszystkim armii Kaisera, ginąc, oddając swoje życie na wielu polach bitew. Skłócenie naszego środowiska w czasie plebiscytu i powstań, a potem straszna nędza okresu międzywojennego, kiedy pojawił się kryzys gospodarczy i pierwszy exodus, gdyż wielu ludzi mieszkających po stronie polskiej po podziale Górnego Śląska wyemigrowało na stronę niemiecką albo czeską. I wielu ludzi ze strony niemieckiej i czeskiej wyjechało do Polski. Kolejny rozdział tragedii górnośląskiej jest już bardzo dramatyczny. To wybuch drugiej wojny światowej. Ironią losu jest to, że w Mysłowicach jej pierwszymi ofiarami było kilku chłopaków niemieckich podejrzanych o to, że brali udział w akcji w Michałkowicach przy odbijaniu kopalni na rzecz wojsk niemieckich. Zostali aresztowani, a potem w Mysłowicach, w Parku Zamkowym, rozstrzelani. Wielu mieszkańców brało udział w drugiej wojnie światowej w różnych mundurach, niekoniecznie za swoją sprawą. Nie ma rodziny na Górnym Śląsku, która by nie powiedziała: „Mój dziadek, mój ojciec, mój pradziadek walczył w Wehrmachcie, Armii Polskiej czy też innych armiach”. Pod koniec stycznia Armia Czerwona wkroczyła na Górny Śląsk. Ta armia to grabieże, gwałty, mordy, a potem otwieranie przez władze komunistyczne obozów, które wcześniej były obozami hitlerowskimi. To tragedia, którą dzisiaj w szczególny sposób upamiętniamy. Ale to też nie wszystko. W kolejnych latach to kolejny exodus: wysiedlenie ludności niemieckiej, przybycie do nas ludności zza Buga. To również przekształcanie naszej historii. Zakaz czczenia pamięci przez rodziny, dramat rodzin, których ojcowie siedzieli zamknięci albo poginęli w obozach. (…) W samych Mysłowicach mieliśmy cztery obozy. Pamiętamy o tym na Promenadzie i w Ławkach. Ale mamy jeszcze obóz w Brzezince, na ul. Laryskiej, i koło ronda sosnowieckiego. Chciałbym was prosić, żebyśmy pamiętając o tych wydarzeniach, nigdy nie robili tego z pobudek nienawistnych, abyśmy zawsze kierowali się wartościami chrześcijańskimi i wreszcie żebyśmy przypominali o tym ku przestrodze – mówił.

Na zakończenie uroczystości głos zabrał dyrektor Muzeum Miasta Mysłowice Adam Plackowski, który opowiedział o planach instytucji. Otóż w placówce powstaje dział poświęcony obozowi na Promenadzie, zarówno temu nazistowskiemu, jak i komunistycznemu. Przypomniał również, że kilka tygodni temu muzeum wzbogaciło się o cenny eksponat: dokładną makietę obozu.

Po przemówieniach delegacje  złożyły pod pomnikiem kwiaty i zapaliły znicze.

Nadesłano: Mirella Dąbek




Komentarze