Mysłowice centralnym ośrodkiem międzynarodowego handlu dziewczętami

fot. archiwum Dariusza Faleckiego
Robotnice przy urzędzie granicznymfot. archiwum Dariusza Faleckiego

Geneza emigracji ludności przez Mysłowice

Położenie Mysłowic na wschodnich krańcach Rzeszy Niemieckiej sprawiło, że miasto stało się jednym z najważniejszych ośrodków rozdzielczych emigracji w Europie. Tu zjeżdżała ludność z zacofanych gospodarczo terenów zaboru rosyjskiego i zaboru austriackiego oraz Węgier, Rumunii i Rosji, by następnie rozpocząć podróż do portów morskich i dalej na kontynent amerykański lub do Saksonii, Francji, Danii i Szwecji na sezonowe roboty rolne. Do wybuchu I wojny światowej przez graniczne Mysłowice przewinęło ponad 3 mln emigrantów.

Fala emigracyjna przez Mysłowice do Ameryki zaczęła przepływać od chwili, gdy doprowadzono tu linię kolejową łączącą miasto z miastami niemieckimi. Od połowy XIX wieku przez okres prawie 40 lat emigranci zwerbowani przez agentów niemieckich, belgijskich czy holenderskich towarzystw okrętowych udawali się indywidualnie z Mysłowic do portów morskich w Hamburgu, Bremie lub Antwerpii. Władze pruskie nie stwarzały bowiem emigrantom większych trudności. Policja i urzędnicy celni sprawdzali jedynie czy podróżni dysponowali odpowiednią sumą pieniędzy na zakup biletu kolejowego, a późniejszych latach również na zakup karty okrętowej. Ruch emigracyjny przepływający przez Mysłowice nie miał charakteru zorganizowanego. Mimo to już od lat 70-tych XIX stulecia w Mysłowicach podróż do Ameryki podejmowało 30-60 tys. emigrantów rocznie.

Do 1890 roku centralna agentura rozdzielcza emigracji miała siedzibę w Oświęcimiu. Jednakże na skutek licznych nadużyć i oszustw dokonywanych przez agentów i pośredników agenturę emigracyjną w Oświęcimiu zlikwidowano. Wówczas starania o utworzenie centralnej stacji rozdzielczej emigracji w Mysłowicach podejmowało wiele osób, które liczyły na pokaźne dochody z pośrednictwa. Staranie te popierały zwykle władze miejskie Mysłowic, które spodziewały się wielorakiej korzyści dla miasta i jego mieszkańców.

Utworzenie Stacji Emigracyjnej do Ameryki

Dopiero pod koniec 1894 roku na mocy rozporządzenia prezydenta rejencji opolskiej utworzono wielką agenturę emigracyjną w Mysłowicach. Koncesję na jej prowadzenie pod nazwą stacja rejestracyjna dla wychodźców z Austrii, Galicji i Węgier przyznano spedytorowi Maxowi Weichmannowi. Urodzony w 1856 roku pochodził z wielodzietnej rodziny żydowskiej, która osiadła w Mysłowicach w pierwszej połowie XIX wieku. Ojciec Isaak Weichman i dwóch jego synów trudniło się handlem hurtowym. Już pod koniec XIX wieku spedytor Max Weichmann zaliczał się do elity najbardziej zamożnych mieszkańców Mysłowic. W spisie podatników z 1898 roku figurował na 21 miejscu.

Siedziba stacji emigracyjnej mieściła się przy dzisiejszej ul. Powstańców 23. Na terenie pobliskiego parku zbudowano kilka dużych baraków. Przebywali w nich emigranci oczekujący na badania lekarskie i załatwienie formalności związanych z wyjazdem. Bezpośrednio ze stacji emigracyjnej można było boczną ścieżką, z pominięciem oficjalnego przejścia na dworcu kolejowym, przeprowadzić emigrantów na peron I. W 1908 roku zbudowano nad ulicą przewiązkę łączącą budynek stacji emigracyjnej i dworzec kolejowy. Tą drogą przeprowadzano zwykle osoby, które zamierzano umieścić w pociągu bez kontroli ze strony policji i służb celnych. Ponieważ wykorzystywano przewiązkę przede wszystkim dla przeprowadzania młodych dziewcząt wysyłanych do Argentyny w niecnych celach nazywano ją potocznie „Seufzerbrücke” (most westchnień).

Agentura Weichmanna pracowała początkowo dla dwóch dużych towarzystw okrętowych – „Norddeutscher Lloyd” (Północnoniemiecki Lloyd) z siedzibą w Bremie oraz „Hamburg-Amerikanische Packetgesellschaft” (Hambursko-Amerykańskie Towarzystwo Przewozu Paczek) zwane w skrócie HAPAG z siedzibą w Hamburgu. Od 1905 roku mysłowicka stacja rejestracyjna zajmowała się również emigrantami zwerbowanymi dla towarzystw okrętowych „Red Star Line” (Linia Czerwona Gwiazda) oraz „Holand-America Line” (Linia Holandia-Ameryka) w Rotterdamie.

Działalność mysłowickiej agentury emigracyjnej ograniczała się do przejmowania emigrantów z terenów Austrii, przekraczających granicę na Przemszy pieszo lub koleją bez obowiązku posiadania paszportu, ale także emigrantów z Rosji, Królestwa Polskiego, Rumunii i Serbii, którzy musieli się wylegitymować ważnym paszportem.

Max Weichmann zatrudniał liczny sztab urzędniczy oraz kilkudziesięciu agentów, którzy werbowali na terenie wspomnianych państw chętnych do emigracji, a następnie przeprowadzali przez granicę do stacji rejestracyjnej. Najbardziej przedsiębiorczym agenetem a przy tym sprytnym i bezwzględnym był Samuel Lubelski, który w 1913 roku stał się główną postacią w głośnym procesie sądowym oskarżony o handel dziewczętami.

Mysłowice stały się olbrzymim „targowiskiem siły roboczej”. Obok oficjalnie funkcjonującej stacji emigracyjnej rozdzielczej działali tu także nielegalni agenci pracujący na własny rachunek. Przybywali tu nawet z Kalifornii i Brazylii, z Francji, Danii i Szwecji.

W latach 1895-1914 przez stację emigracyjną z Mysłowic wyjechało do portów w Bremie, Hamburgu, Antwerpii i Rotterdamie prawie 1,3 mln osób. Jeżeli doliczyć do tego emigrantów z lat 1850-1894 oraz osoby przewożone nielegalnie przez agentów poza stacją to liczba osób rozpoczynających w Mysłowicach swoją emigracyjną przygodę musiała sięgać około 1,8 mln.

Placówka Emigracyjna robotników rolnych na tzw.”saksy”

Od schyłku XIX wieku przez Mysłowice przewijała się również emigracja sezonowa robotników rolnych do Saksonii, Francji, Danii i Szwecji. Placówką rozdzielczą emigrantów sezonowych na roboty rolne była utworzona w 1903 roku w Mysłowicach filia berlińskiej „Deutsche Feldarbeiterzentralstelle” (Niemiecka Centralna Placówka Robotników Rolnych). Z prowizorycznych obliczeń wynika, że w latach 1890-1914 na roboty sezonowe wyjechało z Mysłowic około 800 tys. osób.

Z procederu emigracyjnego uzyskiwano pokaźne dochody. Max Weichman otrzymywał 2% prowizji od sprzedanego biletu i w ciągu kilku lat stał się multimilionerem. Olbrzymie zyski osiągali także agenci i pośrednicy, którzy za każdą osobę zwerbowaną do wyjazdu otrzymywali od 5 do 25 marek.

Wywóz dziewcząt do domów publicznych w Buenos Aires

Ruch graniczny stwarzał warunki i możliwości do różnorakich nadużyć, przestępstw i korupcji. W tych okolicznościach rozkwitł w Mysłowicach handel dziewczętami, które wywożono najczęściej podstępnie do Argentyny i umieszczano w domach publicznych w Buenos Aires. Z wypowiedzi niemieckiego posła Leinerta na posiedzeniu Parlamentu Krajowego wynikało, że „pod względem rozmiarów handlu dziewczętami Mysłowice zajmowały jedno z pierwszych miejsc na świecie”. Po wielu latach uprawiania tego procederu doszło w 1913 roku do głośnego procesu sądowego. Sprawił on, że Mysłowice znane z ruchu emigracyjnego ludności uzyskały dodatkowy, niechlubny rozgłos w Europie i Ameryce. Przebieg tego procesu chcemy czytelnikom przybliżyć i zrelacjonować w kilku odcinkach.

Doniesienia o werbowaniu dziewcząt i ich nielegalnym wywozie

Początkowo na uprawianie tzw. handlu żywym towarem władze niemieckie nie zwracały większej uwagi. Wraz z wkroczeniem w XX wiek zaczęły napływać do władz powiatu katowickiego doniesienia o zatrzymaniu przez policję na dworcu mysłowickim osób podejrzanych o uprawianie handlu dziewczętami. Były to zwykle dziewczyny w wieku 17-20 lat w towarzystwie starszych mężczyzn lub kobiet. Po wymianie kilku zdań z tymi osobami mysłowiccy policjanci stwierdzili nieomylnie, że osoby towarzyszące dziewczętom byli pośrednikami zajmującymi się przewozem dziewcząt do niemieckich portów a nawet dalej – do Buenos Aires. Pośredników często aresztowano, jednakże najczęściej wydostawali się oni z aresztu na wolność z braku dowodów winy.

Nie wystarczały jednak zeznania dziewcząt obciążające handlarzy-pośredników. Przykładem tego było zeznanie złożone przez 20-letnią dziewczynę, która przybyła na mysłowicki dworzec kolejowy ze Szczakowej w towarzystwie 52-letniego Samuela Schornsteina. Dyżurujący na dworcu policjant zapytał ich o cel podróży. Schornstein odpowiedział, że jedzie do żony mieszkającej w Bochum, gdzie prowadzi sklep. Dziewczyna zaś ujawniła, że przed trzema dniami zawarła z Schornsteinem związek małżeński i nie zna miejscowości, do której się udaje. Na dowód pokazała zaświadczenie o zawarciu związku małżeńskiego i obrączkę ślubną. Zaprzeczył temu Schornstein i dodał, że zamierzał zatrudnić dziewczynę jako ekspedientkę w swoim sklepie w Bochum. Następnie ponownie zmienił zeznanie i oświadczył, że żona w Bochum nagle zmarła a młoda towarzysząca mu dziewczyna jest jego czwartą żoną. Schornstein został aresztowany. Zeznając indywidualnie dziewczyna podała, że pochodzi z Kielecczyzny i za zgodą ojca wyjechała do Krakowa, by szukać pracy w charakterze służącej lub kucharki. W tym celu zgłosiła się w Krakowie u pewnej kobiety zajmującej się pośrednictwem pracy. Pośredniczka nie dysponowała chwilowo wolnymi miejscami pracy, natomiast zaoferowała dziewczynie poznanie mężczyzny pochodzącego z Niemiec w wieku 30-33 lat. Dodała przy tym, że mężczyzna jest bardzo bogaty i chciałby ożenić się, za co zapłaciłby dziewczynie 600 koron. Mimo namów ze strony świadków rozmowy dziewczyna chciała porozumieć się ze swym ojcem. Kiedy następnego dnia odwiedziła mieszkanie pośredniczki przedstawiono dziewczynie kandydata na męża (Schornsteina). Ponieważ w pokoju było ciemno nie zauważyła, że liczący 52 lata mężczyzna był mały i ułomny. Mężczyzna prosił dziewczynę, by zgodziła się na ślub. Wieczorem przybył do mieszkania dziewczyny i prosił dziewczynę o podpisanie zobowiązania, dotyczącego zawarcia związku małżeńskiego z jednej strony i wypłacenia przez niego sumy 300 koron z drugiej. Dziewczyna jednak zobowiązania nie podpisała. Jeszcze tego samego dnia została zawiadomiona, że nadszedł list od ojca, po którego odbiór miała się zgłosić w określonym mieszkaniu. Kiedy do tego mieszkania przybyła, zauważyła że przygotowano wszystko do ceremoniału ślubnego. Ponownie namawiano dziewczynę, by wyraziła zgodę na zawarcie związku małżeńskiego. Gdy odmówiła zmuszono ją do podpisania rzekomego „aktu małżeństwa”. Nie spełniono życzenia dziewczyny powtórzenia ślubu przez rabina ani prośby uczestnictwa w tej ceremonii ojca. Odtąd Schornstein bardzo troskliwie zaopiekował się dziewczyną i zaraz po ślubie wyjechali do Mysłowic. Zeznaniom przysłuchiwał się szef mysłowickiej stacji emigracyjnej Max Weichmann. Na zakończenie zeznań dziewczyna prosiła o ochronę i zezwolenie na powrót do rodzinnej miejscowości w Królestwie Polskim. Mimo obciążających zeznań dziewczyna Schornstein po kilku tygodniach wyszedł na wolność.

Ciąg dalszy wkrótce.

Nadesłano przez: Alfred Sulik




Komentarze